środa, 30 kwietnia 2014

Drugie śniadanie



Rys. Olga

Czy zdarza się Wam nie mieć siły i energii, nie chce Wam się zwlec z łóżka, szybko wypadają Wam z głowy rzeczy, o których powinniście pamiętać? Bohaterka naszej dzisiejszej bajki również miała podobne symptomy. Zostańcie z nami i dowiedzcie się jak sobie z nimi radzić skutecznie :)

"Drugie śniadanie" 

Poznacie dzisiaj dziewczynkę,
małą uczennicę  Jolę,
której chociaż się starała
słabo szła nauka w szkole.

Ileż płaczu z tego było…
Wielki  lament, wielkie żale,
lecz mimo tego wszystkiego
nic jej lepiej nie szło wcale.

Martwiła się mała Jola.
Martwili się jej rodzice.
Chcieli jakoś ze swej córki 
zrobić dobrą uczennicę.

Prywatne korepetycje,
ciężka praca w wielkim smutku
nie dawały rezultatów.
Wciąż nie było widać skutku.

Aż tu kiedyś mama Joli
zadała córce pytanie:
 Czy Ty droga córciu zjadasz 
w szkole swe drugie śniadanie???

Jola wnet poczerwieniała,
zwierzając się z  tajemnicy,
że od dawna kanapkami
dokarmia kotki w piwnicy.

Wszystko jasne!- rzekła mama.
Stąd wieczne  w szkole kłopoty,
że Twoje drugie śniadanie
zamiast Ciebie jedzą koty!

To dobrze kochana Jolu,
że chcesz pomagać zwierzynie.
Za  Twe szczodre, dobre serce
nagroda Cię nie ominie.

Lecz powinnaś nam powiedzieć
o głodnej kociej familii.
Przecież wówczas wszyscy razem
byśmy te kotki karmili.

Tak będziemy od dziś robić,
a Ty zacznij jeść śniadania.
Z nich się bierze w szkole siła
do liczenia, do czytania.

 Jola posłuchała mamy.
Je ze smakiem swe bułeczki.
Od tego czasu dostaje 
prawie samiutkie piąteczki!

niedziela, 27 kwietnia 2014

Smutna Świnka


Mydło, gąbka i wanna pełna wody... 
Wiecie już o czym mowa? 
Tak, macie rację! Chodzi o kąpiel.  
Mamy nadzieję, że lubicie się pluskać w wannie, bo my bardzo! 
A w dzisiejszej bajce o tym, że warto się myć 
nawet kiedy zamiast brudnej buzi ma się brudny ryjek! 

Dzisiejszą bajkę udostępniła Bajecznej Fabryce jej autorka - Pani Urszula Lasecka, nauczycielka z Przedszkola nr 13 w Skierniewicach, zaś ilustracje do tej bajki przygotowały 5-latki z Przedszkola Publicznego nr 1 w Radomiu. 


"Smutna Świnka"

Na wiejskim podwórku od rana poruszenie. Zwierzęta podniosły gwar. Które z nich jest najczystsze?
Konik Chabetka rzekł:
- Jestem dokładny. Kopytka myję codziennie rano i wieczorem.
Na to Kotek Lśniące Futerko odezwał się:
- Moje futerko lśni idealnie, aż słoneczko się w nim przegląda. Łapka jedna, łapka druga i już myję całe ciało: plecy, brzuszek, uszy, pyszczek i nie straszna toaleta rano i wieczorem. Jeszcze tylko ząbki umyję.
Kaczuszka Mokra Łapka chwaliła się, że w wodzie jest szczęśliwa, więc moczy nóżki całymi dniami i też ceni sobie bardzo życie w zgodzie z czystością.
Na to odezwał się Baranek:
- Be, be. Kto w łapki bawić się chce? Niech idzie za mną.
I kolejno ustawiły się za Barankiem:
Konik Chabetka, który zawołał:
- Iha, ha
Kotek Lśniące Futerko, który zamiauczał:
- Miau, miau.
A Kaczuszka Mokra Łapka odezwała się:
- Kwa, kwa.
Przykicał za nimi Króliczek Białouszek ciekawy, w co zwierzątka postanowiły się bawić.
Tylko Świnka Brudny Ryjek została w kojcu chlewika smutna, że nikt jej nie zaprosił do zabawy. Cicho w kąciku chrząkała:
- Chrum, chrum brudasek jestem i nikt nie chce bawić się ze mną.
Usłyszał to Króliczek Białouszek i pobiegł do chlewika.
- Brudny Ryjku dlaczego jesteś smutna? I siedzisz tu sama. Chodź do nas, pobawimy się razem. 
W odpowiedzi usłyszał:
- Konik Chabetka powiedział, że czystość to zdrowie. Kto o czystość dba, ten śmieje się cha, cha. A ja, ja… - nie mogła z żalu powiedzieć ani słowa.
- A ty, a ty też możesz dbać o siebie. Konik miał rację.
Świnka z uwagą popatrzyła na Króliczka. Miał bielutkie futerko, bez żadnej plamki, czyste łapki i lśniące ząbki, które wystawały z pyszczka.
- Masz rację Białouszku, zadbam o siebie.
I powędrowali razem na podwórko, gdzie znajdowała się dosyć duża kałuża, w której Świnka Brudny Ryjek postanowiła się umyć. W kałuży było zbyt mało wody i kąpiel nie powidła się. Świnka w dalszym ciągu była brudna.
- Chodź Świnko pójdziemy nad staw obok podwórka - po chwili zastanowienia rzekł Króliczek.
- Ale ja nie chcę, bo tam jest głęboka woda!
- Nieprawda - odrzekł Króliczek  - Spójrz zwierzątka bawią się na brzegu i mają opiekuna. 
Nieopodal na mostku Gąsior Gęgak czuwał nad bezpieczeństwem bawiących się zwierzątek. I trzeba przyznać, że robił to doskonale, bo kto, jak kto, ale on o zabawach nad wodą wiedział najwięcej. Wiedział też, jak udzielać pomocy w razie niebezpieczeństwa.
- Kto w łapki gra, ten śmieje się cha, cha - powtarzały chórem zwierzątka i każde kolejno na brzegu stawu moczyło nóżki i pyszczek. Świnka przez moment obserwowała zabawę zwierzątek i też ustawiła się w kolejce. Zamoczyła nóżki i umyła ryjek i po chwili wesoło chrząkała:
- Chrum, chrum woda zdrowia mi doda. Kto w łapki gra ten śmieje się cha, cha.
Wszystkie zwierzątka się ucieszyły, że Świnka umyła się w stawie. A Konik Chabetka zaproponował, żeby Świnka zmieniła imię i nazywała się Czysty Ryjek. Śwince spodobało się nowe imię i nie musiała już czekać na to, żeby zwierzęta zapraszały ją do zabawy. Od tej pory wszystkie zwierzątka z podwórka bawiły się razem.









środa, 23 kwietnia 2014

Leśny chór

rys. Błażejek

Jeżeli nas pamięć nie myli - pierwszy raz zdarzyło się, by ilustracje do jednej bajki przygotowała Mama i jej syn. Mamy nadzieję, że to nie jest ostatni taki duet. Tymczasem zapraszamy Was do soczyście zielonego lasu, w którym od rana trwają przesłuchania do leśnego chóru. Zgłosiło się mnóstwo zwierząt. Jeżeli jesteście ciekawi kto wygrał, przeczytajcie dzisiejszą bajkę.  

rys. Ewelina

"Leśny chór"
Za błękitnym morzem, za zielonymi łąkami, za wysokimi wzgórzami stały w równych rzędach dęby, buki, brzozy i jodły. W samym sercu tego zielonego lasu, na polanie, każdego dnia odbywały się lekcje, prowadzone przez sędziwą Sowę. Leśni mieszkańcy zgłębiali tajniki chemii, fizyki i biologii, zaś wieczorami słuchali sowich opowieści pełnych niesamowitych historii.
Pewnego dnia do Sowy przyleciała jej siostra, mieszkająca w sąsiednim lesie. Opowiedziała mieszkańcom lasu o chórze, który swoim śpiewem umila wieczory jej przyjaciołom. Zwierzęta nie myśląc długo postanowiły zorganizować swój chór. Następnego dnia odbyły się przesłuchania. Ptaki, prężąc się na gałęziach drzew, godzinami śpiewały wyćwiczone utwory. Swoich sił spróbowali również wilk, dwa zające, dzik, łoś i lis. Sędziwa Sowa w milczeniu wysłuchała wszystkich wokalistów. Gdy miała już zamknąć listę chórzystów jej oczom ukazała się zielona żaba, która wdrapała się na kamień, stojący obok niej.
- W czym mogę Ci pomóc, moja droga? – zapytała spokojnie Sowa.
- Ja w sprawie przesłuchania do chóru leśnego, mam nadzieję, że zdążyłam, myślałam, że podróż zajmie mi mniej czasu. – odpowiedziała żaba.
- W prawdzie już zakończyliśmy, ale mogę zrobić wyjątek i chętnie wysłucham co masz do zaprezentowania.
Żaba włożyła na czubek swojej głowy czarny melonik. Odchrząknęła i zaczęła wystukiwać stopą rytm. Zgromadzone na polanie zwierzęta w milczeniu wpatrywały się w zielone, małe zwierzątko. Wszyscy uśmiechali się po cichu czekając na głośny rechot, skrzek, a tymczasem, gdy tylko żabka otworzyła usta z jej gardła wydobyła się przepiękna muzyka. Zwierzęta wymieniły zadziwione spojrzenia i nie mogły uwierzyć w to co się właśnie wydarzyło. Gdy żaba ukończyła swój występ ukłoniła się nisko i speszona zeszła z kamienia. Zwierzęta przez kilka minut biły brawo, licząc na powtórkę tego niesamowitego występu. Sowa ocknęła się z transu, w jaki wprowadził ją występ żaby, odchrząknęła szybko i rzekła:
- Bardzo dziękuję za występ, teraz udamy się na naradę, po której ogłosimy wyniki przesłuchania. Dajcie nam 20 minut.
Czas dłużył się w nieskończoność. Zwierzęta żywo dyskutowały nad składem leśnego chóru. Ich dyskusję przerwało wejście komisji na środek polany. W równym rzędzie stanął sędziwy słowik, skromny skowronek, kowalik akrobata, kos o brązowym dziobie i sędziwa sowa. Słowik wyczytał imiona chórzystów, ale wśród nich nie było muzykalnej żabki. Wtem głos zabrała sędziwa Sowa:
- Moi drodzy przyjaciele, nie wyobrażam sobie naszego chóru bez żabki, która oczarowała nas pięknym śpiewem. Jednak z przykrością muszę przyznać, że nie sądziłam, by jakakolwiek żaba była posiadaczem tak wspaniałego głosu. Wydawało mi się to niemożliwe. Żabka tymczasem dowiodła, że nie można nikogo oceniać po tym jak wygląda lub skąd pochodzi. Chylę więc czoła i obwieszczam wam kochani, że od tej pory nasz chór występował będzie z solistką! Oczywiście, o ile żabka przyjmie naszą propozycję.
Żabka zgodziła się z prawdziwą przyjemnością i podziękowała za to wspaniałe wyróżnienie. Odtąd jej głos rozbrzmiewał podczas wszystkich leśnych koncertów. Żaby zyskały przez to większy szacunek wśród zwierząt i były bardzo dumne ze swojej utalentowanej przedstawicielki. 

niedziela, 20 kwietnia 2014

Zagubiona pisanka

Rys. Rakothka

Z czym kojarzy Wam się Wielkanoc? Z zieloną trawą, zajączkami i kolorowymi pisankami?

Zastanawialiście się może kiedyś co wiosną porabia Mikołaj? 
Dzisiejsza bajka jest odpowiedzią na na to właśnie pytanie. 

"Zagubiona pisanka"

Najwyższa na świecie góra otoczona była zielonym lasem. Na szczycie tej góry w równy rzędach siedziały śnieżnobiałe kury, znoszące białe jak śnieg jajka. Kozice górskie dostarczały jajka do lasu w wiklinowych koszach, a wiewiórki ozdabiały je kolorami tęczy.
W ten sposób powstawały przepiękne wielkanocne pisanki, które zające umieszczały ostrożnie w wiklinowych koszykach zaplatanych przez świstaki. Zbliżała się Wielkanoc i pracy było mnóstwo. Zwierzątka uwijały się w pocie czoła od rana do późnego wieczora. O świcie leśna polana wypełniona była po brzegi wielkanocnymi koszykami. Punktualnie o godzinie 9:00 okoliczne ptaki przylatywały na polanę, chwytały koszyk pełen jajek i leciały pod wskazany na koszyku adres. I tak było tym razem. Wśród skrzydlatych doręczycieli na leśnej polanie zjawił się bocian o imieniu Maurycy. To był pierwszy jego wielkanocny lot z pisankami.  Maurycy wystartował i poleciał w kierunku północnym. Leciał sobie spokojnie, gdy nagle zerwał się przeraźliwy wiatr. Maurycy trzymał ze wszystkich sił koszyk wypełniony pisankami. Jednak wiatr był silniejszy i porwał wielkanocne jajka. Pisanki uniosły się nieco w górę, chwilę wirowały niesione mocnym podmuchem, aż w końcu zaczęły opadać. Maurycy zwinnymi ruchami wyłapywał je po kolei do koszyka. Złapał wszystkie z wyjątkiem jednej pisanki, która mieniąc się pięknymi tęczowymi barwami poleciała hen daleko na północ. Płynęła po błękitnym niebie niesiona silnymi podmuchami wiatru, kręciła piruety i wywijała salta. A gdy podmuchy wiatru ustały pisanka spadła na puszysty śnieg. Potoczyła się wprost pod nogi jakiegoś tęgiego jegomościa, całego ubranego na czerwono.
- Ho ho ho ho... a cóż to takiego do nas przyleciało? – głośnym głosem zahuczał ów pan i podniósł pisankę do góry. Patrzył na nią kilka minut podziwiając równo namalowane szlaczki.
- Chłopaki! - krzyknął mężczyzna - takiej bombki jeszcze nie mamy! - i rzucił pisankę w kierunku swoich sani, na czele których stały cztery renifery o czerwonych nosach.
Renifery przyglądały się chwilę bombce rzuconej przez Świętego Mikołaja. Bo ten pan w czerwonym ubraniu to był właśnie Święty Mikołaj. Az w końcu jeden z nich odezwał się:
- Szefie! Coś mi się zdaje, że to nie jest bombka... Widziałem coś takiego dawno temu. Kiedy jeszcze będąc młodym reniferkiem wykradałem się i zwiedzałem świat. Z tego co pamiętam to jest to pomalowane jajko...
- Jajko, powiadasz... - zamyślił się święty Mikołaj - ...to pewnie ktoś czeka na to kolorowe jajko.
- Tak! Przypomniałem sobie! To jest pisanka! Ludzie przygotowują takie pisanki na Wielkanoc – dodał renifer.
Mikołaj myślał chwilę, a potem odezwał się do reniferów:
- Chyba nic nie szkodzi żebyśmy przelecieli się troszkę i poszukali właściciela tej pisanki?
Renifery nie dały się długo prosić i po chwili sanie szybowały ponad puszystymi obłokami wypatrując właściciela tęczowego jajka. Podziwiali wiosnę, której praktycznie nie widywali, wciąż zajęci pracami na Biegunie Północnym. Świat widzieli zawsze tylko zimą.
Nagle zza wierzchołków drzew wyłonił się rozpędzony bocian, niosący w dziobie wielki kosz. Minął pędzące sanie.
- Widzieliście? - krzyknął Mikołaj - ten ptak trzymał w dziobie kosz wypełniony kolorowymi jajkami. Zawracamy!
- Ho ho ho! Drogi kolego! – zakrzyknął Mikołaj. Zaczekaj, chyba mamy coś Twojego!
Maurycy zatrzymał się w locie i zdumiony wytrzeszczył oczy. Miał przed sobą sanie Świętego Mikołaja, zaprzężone w renifery, a był środek wiosny. Ze zdziwienia otworzył swój czerwony dziób, a w tym momencie koszyk wypełniony kolorowymi jajkami runął w dół. Renifery nie zastanawiając się długo ruszyły w pogoń za spadającym koszykiem, by chwilę później koszyk z kompletem jajek wylądował na kolanach Świętego Mikołaja.
Mikołaj zaprosił do sań również Maurycego. Zziajany bocian usiadł obok.
- Dziękuję wam przyjaciele. Uratowaliście moją misję! – wykrztusił z siebie Maurycy, powoli dochodząc do siebie i łapiąc oddech. Po chwili odpoczynku bociek opowiedział swoim towarzyszom o leśnej fabryce pisanek, podróży pełnej wietrznych przygód i celu swojej wyprawy.
Mikołaj przez chwilę naradzał się z reniferami, a potem powiedział:
- Mamy dla ciebie taką propozycję. Podwieziemy cię do celu podróży. Zostawisz tam bezpiecznie pisanki, a potem odwieziemy cię na najwyższą na świecie górę i byłoby nam bardzo miło gdybyś zechciał pokazać nam fabrykę pisanek.
Maurycy chętnie przystał na taki pomysł. Spod prawego skrzydła wyciągnął narysowaną na małej kartce mapę, pokazując reniferom i Mikołajowi cel ich podróży. Raz dwa uwinęli się z dostarczeniem przesyłki i lecieli w stronę fabryki pisanek. O świcie byli w rodzinnych stronach bociana. Szukali idealnego miejsca na lądowisko, gdyż polana o tej godzinie zapełniona była po brzegi pisankowymi koszami. W końcu udało się bezpiecznie wylądować. Gdy zwierzątka pracujące w fabryce ujrzały wysiadającego z sań Mikołaja zaniemówiły. O świętym Mikołaju i reniferach opowiadała im sędziwa Sowa, mieszkająca na krańcu lasu. Nie sądzili jednak, że Święty Mikołaj w rzeczywistości istnieje. W mgnieniu oka zwierzęta otoczyły sanie wbijając zaciekawiony wzrok w przybyszów. Maurycy rozpostarł skrzydła i wzniósł się na kilka metrów nad sanie i rzekł:
- Drodzy przyjaciele, przedstawiam Wam moich nowych znajomych. Mikołaj i jego renifery przyjechali ze śnieżnej i mroźnej krainy, by zobaczyć naszą leśną fabrykę kolorowych pisanek.
Zwierzęta ożywiły się i zaczęły radośnie opowiadać gościom o fabryce, przekrzykując się wzajemnie.  Goście zostali zaznajomieni z całym procesem przygotowania pisanek i na koniec obdarowani koszem przepięknie malowanych jajek.
- Ho ho ho – odezwał się na Mikołaj. Bardzo wam dziękujemy za miłą gościnę i podarunki, ale na nas już czas. Wracamy do siebie, bo czeka na nas mnóstwo roboty związanej z Bożym Narodzeniem.
I w tym momencie mikołajowe sanie prowadzone przez renifery ruszyły zostawiając za sobą pisankową fabrykę. Po kilku chwilach na niebie nie było już śladu po saniach, zaś ich miejsce zajęła czarna chmura nadlatujących ptaków. Zwierzęta wiedziały, że ptaki przyleciały po kolejną porcję pisanek. Maurycy zerwał się na równe nogi, rozłożył skrzydła i poleciał na polanę. Pochwycił koszyk wypełniony pisankami i ruszył w kolejną podróż.  Do Wielkanocy wszystkie zamówienia na pisanki zostały zrealizowane i zwierzęta mogły wreszcie odpocząć. Przy wspólnym świątecznym stole wesoło wspominały odwiedziny Mikołaja.

Z okazji Świąt Wielkanocnych
życzymy Wam spokoju, odpoczynku
i bajecznie spędzonego czasu. 

Bajkopisarze

czwartek, 17 kwietnia 2014

Fryzjer

Rys. Olga


Czy lubicie wizyty u fryzjera? Zawsze niosą ze sobą zmiany.

Poprawiają humor, często relaksują.
Znamy też takich, którzy nie za bardzo lubią do niego chodzić.
Najczęściej okazuje się jednak, że nie taki fryzjer straszny...


"Fryzjer"

Mama powiedziała Jasiowi, że zabierze go do fryzjera.

Pierwszy raz, bo do tej pory strzygł go tata maszynką.

Wiedział Jaś, że włosy już długie, ale mama go zaskoczyła.

Myśli chłopiec nad tą sprawą, lecz z niewesołą minką.

Wyobraża sobie fryzjera. Z wielkimi jak grzebień zębami.

Z nożycami jak dwie ogromne kosy ścinające jego włosy.

Nie pomagają tłumaczenia, że inni też chodzą z mamami.

Że fryzjer krzywdy nie robi i łagodnie obchodzi się z włosami.

Nadeszła środa i w dniu tym sprawa się wreszcie wyjaśniła.

Drzwi salonu otworzył nie fryzjer, lecz pani co miło wyglądała.

Na wygodny fotel zlęknionego Jasia uprzejmie zaprosiła.

O długość i kształt fryzury ze szczegółami go wypytała.

Potem maszynką przystrzygła boczki i tył wedle zalecenia.

Resztę dokończyła przy pomocy nożyczek i grzebienia.

Na koniec odrobinę żelu z pachnącego pudełeczka wzięła.

Sprawnymi ruchami rąk żelem tym włosy chłopca musnęła.

Jaś fryzurę obejrzał w małym lusterku z każdej strony.

Wstał z fotela uśmiechnięty i bardzo zadowolony.

Potem w przedszkolu nową fryzurę koledzy podziwiali.

Jaś im opowiadał jak było, żeby też fryzjera się nie bali.


Zapraszamy również do zapoznania się z  bajkami o innych ZAWODACH. 

środa, 16 kwietnia 2014

Radio



Wyobrażacie sobie świat bez telewizora? Nie? A wiecie, że jeszcze nie tak dawno temu telewizji w ogóle nie było? Te czasy pamiętają nasi dziadkowie i pradziadkowie. Ale i oni mieli swoje "okno na świat" dzięki, któremu wiedzieli co jest modne i co się na świecie dzieje. Tym oknem było RADIO. A jak to wyglądało? Przeczytajcie sami.
Wspaniałą i kolorową oprawę dzisiejszej bajki przygotowała Grupa 0"g" (grupa 5-latków) z Rumi. Dziękujemy! Jesteśmy pod wrażeniem zaangażowania Kuby i jego Mamy - Karoliny, którzy przesłali do Bajecznej Fabryki papierowe (!!!!!) ilustracje.  

"Radio"

Może to wiecie, a może nie wiecie?
Kiedyś telewizji nie było na świecie.
Bajek się na ekranie wcale nie oglądało.
Ale nie było tak źle. Bajek się słuchało.

Słuchało się bajek przepięknych czytanych.
Przez tatusiów, babcie i oczywiście mamy.
A wieczorami codziennie radio włączano.
I razem z innymi na piękne bajki czekano.

W dzień słuchało się muzyki i informacji.
A najlepsze było słuchanie w czas wakacji.
Od rana do wieczora, albo i do północy.
Można było słuchać i mieć zamknięte oczy.

Tych czasów żadne dziecko nie pamięta.
Ale wcale to nie jest historia zamknięta.
Radio wciąż istnieje i wciąż go słuchamy.
Teraz odbiorniki w różnych miejscach mamy.

Radia możesz słuchać podczas podróży.
Słuchanie sprawia, że czas się nie dłuży.
Radio nadaje wszędzie, gdzie się znajdujesz.
Do słuchania jednak odbiornika potrzebujesz.

Tata słucha najczęściej radia w samochodzie.
Dziadek do śniadania, a babcia w ogrodzie.
Mama zaś sobie często z radiem podśpiewuje.
Kiedy smakołyki w kuchni dla nas gotuje.


















poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Papierowe pisanki - zróbmy to razem!


Zbliżają się Święta Wielkanocne, w związku z tym, w Bajecznej Fabryce zrobiło się bardzo wiosennie i kolorowo. A to za sprawą papierowych pisanek, które dla Was przygotowaliśmy. 
Mamy nadzieję, że oprócz tych tradycyjnych pisanek, znajdzie się miejsce i dla papierowych. 
Spróbujcie! I... zróbmy je razem:)





Potrzebne materiały:

- szablon jajka wycięty z brystolu
- kolorowy papier (najlepiej dwustronny)
- nożyczki, zszywacz, kawałek sznurka


Wykonanie:

1. Na brystolu rysujemy kontur jajka, który posłuży nam za szablon (nasz ma wymiary ok. 6,5 x 4,5 cm)
2. Szablon przykładamy do kolorowego papieru i wycinamy jajka 
(na 1 jajko potrzebujemy 4-5 wyciętych szablonów)
3. Łączymy wycięte szablony ze sobą za pomocą zszywacza 
( łączenie przebiega w linii środkowej)
Warto w środek szablonów wetknąć kawałek sznurka (ułatwi nam to późniejsze zawieszenie pisanek) i połączyć zszywaczem
4. Odginamy pojedyncze szablony formując w ten sposób kształt jajka.






sobota, 12 kwietnia 2014

Zuzia i czekoladowa kraina



Kto z nas nie lubi czekolady?
Czekolada jest taką rzeczą, która zjedzona nawet w niewielkiej ilości potrafi wywołać na buzi wielki uśmiech. Dziś czekolada ma swoje święto i z tej okazji zapraszamy Was w bardzo słodką podróż do Magicznej Fabryki Czekolady.

"Zuzia i czekoladowa kraina" 

Zuzia ma 6 lat, włosy w kolorze gorzkiej czekolady, obite kolanka i uśmiech od ucha do ucha. Mieszka z rodzicami w centrum ogromnego, głośnego i brudnego miasta. Z okna jej pokoju widać pajęczynę tramwajowych linii, dyskotekę ulicznych świateł i prężące się kominy okolicznych fabryk. Dlatego każdą wolną sobotę Zuzia i jej bliscy spędzają poza miastem, wśród lasów, zielonych traw i pachnących kwiatów. Zaopatrzeni w wypełniony prowiantem kosz i kraciaste koce leniuchują poza miejskim gwarem.
Podczas jednego z sobotnich pikników Zuzia szukała czterolistnych koniczyn. Babcia Józia powiedziała jej kiedyś w wielkiej tajemnicy, że takie koniczyny przynoszą szczęście. Wtem z morza koniczynowych liści wyłoniła się głowa odziana w filetowy kapelusz. Dziewczynka przetarła oczy ze zdumienia, bo oto właśnie ujrzała najprawdziwszego skrzata. Zuzia była przekonana, że te karzełki żyją tylko w bajkach. Ponieważ skrzat gdzieś pędził, dziewczynka porzuciła poszukiwania koniczyny i czym prędzej pobiegła za nim. Była bardzo ciekawa dokąd mu tak spieszno. Po pewnym czasie Zuzia poczuła słodki zapach czekolady. Zaczęła rozglądać się dookoła, gdyż była ciekawa skąd nagle w środku lasu wziął się zapach jej ulubionego przysmaku. Wtem dziewczynka zauważyła, że skrzat zniknął za wielkimi drzwiami, zza których wydobywał się cudowny czekoladowy zapach. Podeszła do nich i niepewnie nacisnęła mosiężną klamkę. Drzwi zaskrzypiały. Uchyliła je i weszła do środka. Za drzwiami jednak świat wyglądał całkiem inaczej. Zuzia stała wśród czekoladowych domków, z których wyglądały zaciekawione skrzaty. Obok niej płynęła czekoladowa rzeka. Na drzewach rosły czekoladowe owoce, a po niebie sunęły chmury z białej czekolady.
Zuzia pomyślała, że to sen - w dodatku wyjątkowo smaczny. Gdy dziewczynka rozglądała się dookoła została zauważona przez dwa krasnale w czerwonych czapeczkach. Skrzaty powiedziały dziewczynce, że trafiła do Magicznej Fabryki Czekolady. Zuzia nie mogła uwierzyć własnym oczom, ale karzełki wyjaśniły jej, że do Fabryki Czekolady mogą wejść wyłącznie dzieci, które wierzą w magię i zapytały czy miałaby ochotę zwiedzić to zaczarowane miejsce. Dziewczynka ochoczo zgodziła się na propozycję skrzatów, które chwyciły ją za ręce i poprowadziły w głąb tajemniczego świata czekolady... Zuzia spędziła w czekoladowym świecie cudowny dzień. Skrzaty okazały się bardzo gościnne. Oprowadziły ją po wszystkich zakamarkach Fabryki Czekolady i pozwoliły spróbować wszystkich czekoladek. Zuzia jadła wszystko na co miała ochotę. Kiedy dziewczynka poczuła się zmęczona skrzaty zaprowadziły ją do miłego pokoiku wyścielonego puchatymi poduszkami w kształcie kosteczek czekolady. Dziewczynka usiadła sobie wygodnie i popijała czekoladę z wielkiej filiżanki. Nagle poczuła się bardzo senna. Spod przymykających się powiek widziała, że skrzaciki śmieją się z tego, iż umorusała sobie buzię pijąc czekoladę. Przystawiły jej lusterko żeby mogła zobaczyć swoje czekoladowe “wąsy”. Potem zasnęła... a kiedy się zbudziła okazało się, że siedzi na łące wśród koniczyny. Pomyślała, że to dziwne. Widocznie przysnęła na chwilę i przyśnił jej się taki piękny czekoladowy sen. Pobiegła do rodziców i naprawdę oniemiała kiedy mama spytała ją:
- Zuziu, a co ty masz na twarzy? Czy to czekolada? Skąd ją wzięłaś?
Mama wyjęła z torby małe, składane lusterko i podała dziewczynce. Faktycznie jej twarz zdobiły czekoladowe “wąsy”.
Wtedy Zuzia opowiedziała rodzicom całą przygodę. A oni śmiali się tylko i nic a nic nie uwierzyli. Myśleli, że Zuzia specjalnie umorusała sobie twarz i zmyśliła całą opowieść...

A Wy jak myślicie? Czy Zuzia faktycznie odwiedziła Magiczną Fabrykę Czekolady?

piątek, 11 kwietnia 2014

Dzień Radia

rys. Rakothka 
Radio jest obecne w naszym życiu od bardzo dawna. Dzięki niemu nasi dziadkowie i pradziadkowie dowiadywali się co się dzieje na świecie. I choć dziś telewizja jest bardziej popularna to i tak radio jest z nami w podróży lub w czasie sprzątania pokoju. A wy kiedy słuchacie radia?
Do radiowego tematu powrócimy niebawem. Bajeczna Fabryka udostępni Wam, drodzy Czytelnicy, rymowankę okraszoną wspaniałymi ilustracjami nadesłanymi przez Karolinę i Kubę :))) 

Pawełek i nowe Muzeum Radia

Po długim tygodniu nadeszła sobota. Długo wyczekiwana sobota! Pawełek nie mógł doczekać się soboty, ponieważ dziadek obiecał mu, że wybiorą się na wycieczkę. Nie wiedział jednak dokąd wybiorą się na tę wycieczkę. To miała być niespodzianka. Pawełek był więc podekscytowany od samego rana. Obudził się bardzo wcześnie, ubrał i zbiegł do kuchni na śniadanie. I dopiero wtedy zauważył, że za oknem okropnie padało. Chmury były ciemnoszare i ciężkie. Wyglądały jakby mieściły w sobie wszystkie oceany i morza świata i tylko minuta dzieliła je od pęknięcia i rozlania się po chodnikach. W jednej chwili Pawełek posmutniał. „Nici z wycieczki. W taką pogodę nigdzie nie pojedziemy…”, pomyślał chłopiec.
Dzwonek do drzwi rozległ się głośno i niespodziewanie. Mama wpuściła do środka starszego pana z siwym wąsem w mokrym granatowym płaszczu i z jaskrawożółtym parasolem w ręku. Dziadek odwiesił płaszcz w korytarzu i skierował swoje kroki do kuchni, gdzie zauważył swojego wnuczka zrezygnowanego, leżącego na kuchennym blacie. Podniósł go na ręce i przytulił.
- Co się stało Mistrzu? – zapytał dziadek.
- Dzisiaj mieliśmy jechać na wycieczkę, pamiętasz dziadku? Ale nie pojedziemy, bo okropnie leje. – odpowiedział ze smutkiem chłopiec.
- Ależ oczywiście, że pojedziemy. Tam, gdzie się wybieramy nie będzie nam potrzebna ładna pogoda.
Pawełek spojrzał na dziadka zaskoczony. W jego małej główce zaczęły śmigać tysiące myśli. Dokąd w takim razie mieli jechać? Chłopiec nie musiał się długo zastanawiać. Dziadek szybciutko opowiedział mu dokąd się wybierają. Powiedział, że właśnie w tę sobotę otwierają nowe Muzeum Radia i był przekonany, że Pawełkowi spodobają się stare radia, których nigdy nie miał okazji widzieć. Uśmiech wrócił na twarz dziecka. Po wspólnym śniadaniu, dziadek i Pawełek pojechali do muzeum.
Nowe Muzeum Radia znajdowało się na drugim końcu miasta i zajmowało niski, ale bardzo szeroki budynek. Dookoła tegoż budynku był zielony park, w którym w głębi na ławeczkach siedzieli staruszkowie i rodziny z dziećmi. Dziadek z Pawełkiem podeszli pod ogromne mosiężne drzwi i stanęli w kolejce do kasy. Było jeszcze bardzo wcześnie, muzeum było jeszcze zamknięte i nikt nie wiedział, że pierwszego dnia otwarcia bilety nie będą potrzebne. Punktualnie o 10:00 wyszła wysoka pani w czarnej sukience i powiedziała, że zaprasza do zwiedzania. Tłum ucieszył się i wmaszerował do środka.
Muzeum zachwyciło Pawełka! Nie przypuszczał, że stare radia mogą być aż tak interesujące. I jakież one były różnorodne! Wśród eksponatów były ogromne radia, które wyglądały jak Pawełka szafa na ubrania, były mniejsze odbiorniki, które nie zajmowały więcej miejsca niż współczesny telewizor i było też mnóstwo małych radyjek kieszonkowych bardzo popularnych przed dwudziestoma laty. Były radia okrągłe, podłużne, kwadratowe, z długą antenką lub bez antenki w ogóle! Niektóre miały całe mnóstwo guziczków, a inne z kolei tylko dwa spore pokrętła.
Pawełek oglądał wszystkie eksponaty i był coraz bardziej zafascynowany. Dziadek chodził za chłopcem i opowiadał mu ciekawe historie na temat różnych odbiorników radiowych. Tak się złożyło, że dziadek Pawełka był wielkim miłośnikiem radia. W swoim domu nie miał telewizora ani video. W jego domu ciągle grało radio. Tylko co jakiś czas wymieniał starszy odbiornik na nowszy. Jednak było u dziadka jedno radio, którego nigdy nie wymienił. Było to stare radio nazywane "Stuart" z 1933 roku. To było ukochane radio dziadka. Dbał o nie bardzo starannie, choć od dawna już nie działało.
Pawełek słuchał opowieści z zapartym tchem. Gdy obeszli już całe muzeum chłopiec poczuł niedosyt. Widział tak wiele różnych odbiorników radiowych i miał ochotę na więcej! Obiecał sobie, że przyjdzie do muzeum jeszcze raz, z tatą lub mamą, żeby móc napatrzeć się na te niezwykłe rzeczy.
W drodze do domu dziadek zatrzymał się i wyciągnął z wewnętrznej kieszeni swojego płaszcza małe zawiniątko. Wręczył je Pawełkowi i powiedział, że to w prezencie, na dobry początek przygody z radiem. Chłopiec niecierpliwie rozerwał kolorowy papier i w środku zobaczył małe radyjko w starym stylu z dwoma pokrętłami i krótką antenką. Podziękował dziadkowi gorąco i resztę drogi do domu prawie przebiegł, nie mogąc doczekać się aż pokaże swój skarb mamie i tacie.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Żaba strojnisia

rys. Rakothka

Zosia ma 4 lata i mieszka w Warszawie. Wieczorami słucha opowiadań swojego Taty o żabie strojnisi. To właśnie żabie historie stały się inspiracją go napisania dzisiejszej rymowanki. 

"Żaba strojnisia" 

Zosia z tatą idą lasem,
lubią tak pochodzić czasem.
Zosia skacze, tańczy, biega,
aż tu tata ją ostrzega:

"Zosiu jak tak szaleć będziesz,
daję sobie uciąć rękę,
że pobrudzisz albo porwiesz
swoją nowiutką sukienkę."

Wiedział tata co powiedzieć,
żeby uspokoić Zosię,
bowiem wizja brudnej sukni
była Zosi nie po nosie.

Zosia lubi tę sukienkę.
W ogóle jest fanką mody,
ale oprócz pięknych strojów
pasjonują ją przygody.

I szukając przygód właśnie,
pędząc w lesie pośród traw
nasza mała bohaterka
dobiega nagle nad staw!

A nad stawem siedzi żaba.
Niby zwykła, jakich wiele,
ale jednak troszkę inna
niż jej żabi przyjaciele.

Inna, bo ubrana w suknię
kolorową, falbaniastą!
W takiej sukni żadna dama 
nie powstydzi się pójść w miasto!

Zosia zaskoczona pyta:
"Ktoś Ty królowo modowa?"
Żaba patrzy i spokojnie 
odpowiada jej w te słowa:

"Mówią na mnie Koko Żabel,
niektórzy Dolcze Żabana,
a to stąd, że zmieniam stroje
od samego tylko rana.

Lubię stroić się gustownie,
ciągle zmieniać przyodzianie.
lubię kiedy pośród wszystkich
niczym brylant aż się mienię!"

Zosia krzyczy: "Mam tak samo! 
Mój bakcyl to piękne szaty!
Chciałabym co dzień dostawać 
nowe sukienki od taty!

Super wreszcie spotkać kogoś
kto też hobby ma modowe!
Pokaż proszę moja żabko
całą swoją garderobę!"

"Bardzo  chętnie droga Zosiu!
Toż kocham pokazy mody!"
Mówiąc to się odwróciła, 
po czym wskoczyła do wody.

Wynurzyła się po chwili
Jednak cała łzami zlana.
Zosia podbiegła i pyta:
"Cóż Ci żabeńko kochana?"

Żaba na to "Jak to co jest?
Przecież jestem mokra cała!
Nowa suknia też przemokła 
i w dodatku się porwała!

Nie da pływać się w ubraniu,
bo za każdym razem ciuchy
zamiast pomóc tylko ciążą
utrudniając w wodzie ruchy.

Nie dla mnie ta wielka moda.
Wszak atłasy i jedwabie,
które tak dotąd wielbiłam, 
nie spisują się na żabie.

Jednak nie chce elegancko
wyglądać za wszelką cenę.
Wolę poczuć się znów żabą,
zamiast skakać w sukni z trenem!"

Zosia przytuliła żabkę.
Myśląc usiadły nad wodą.
Pojęły, że żyć nie można
tylko pięknem i urodą.

Przecież piękno i uroda 
Są jak płatki bzu ulotne
i nie te wartości w życiu
winny być dla nas istotne. 

Pożegnały się z uśmiechem,
każda w naukę tę bogata.
Żabka wskoczyła do stawu,
a na Zosię czekał tata.

Gdy wracali z tatą z lasu
ten zauważył w Zosi zmianę.
Postanowił więc zapytać:
"Co jest me dziecko kochane?

Co się stało tam nad stawem?
Jesteś dziś inną osobą."
"Nic tatusiu, od dziś wiem, że 
najważniejsze to być sobą."

sobota, 5 kwietnia 2014

Warzywniak - rzeżucha


Projekt WARZYWNIAK został powołany do życia przez Truskawką Anię oraz Zuzę Krynicką. Dziewczyny planują bawić się formą, strukturą i barwą. Chcą zbliżyć modę i kulinaria, promować sezonowe (i zdrowe!!!) produkty oraz kreatywne podejście do jedzenia i ubioru. W ramach tego projektu co miesiąc światło dzienne ujrzy inna część garderoby z warzywem/owocem jako motywem przewodnim. WARZYWNIAK zwrócił naszą uwagę i Bajeczna Fabryka przyłącza się dzisiejszą rymowanką do warzywno-owocowej zabawy. Każdego miesiąca opublikujemy wierszyk związany z głównym bohaterem tego cyklu. 
Szczegóły dotyczące projektu WARZYWNIAK, jak i jego kolejnych bohaterów znajdziecie na stronie www.warzywniak.eu oraz warzywniakowym fanpage’u.

WARZYWNIAK
bohaterka lutego - pietruszka (KLIK)
bohater marca - jabłko (KLIK)
bohater kwietnia - rzeżucha 

"Rzeżucha" 

Uśmiechnęła się Żaneta.
Od ucha do ucha.
Na oknie, w doniczce,
Zieleni się już rzeżucha.

Zasiała ją dni temu kilka.
Codziennie podlewała.
I piękną, zieloną rzeżuchę.
Żaneta wyhodowała.

Już się rozmarzyła Żaneta.
O twarożku z zieleniną.
Położy ją też na kanapce.
Żeby była z witaminą.

Podzieli się Żaneta rzeżuchą.
Ze swym bratem Grzegorzem.
Będą wspólnie dobie zajadać.
Kanapki z rzeżuchą na dworze.

Przed Wami rzeżuchowa galeria przygotowana przez 
"Stokrotki" z Przedszkola nr 13 im. Jana Pawła II w Tarnobrzegu.