czwartek, 31 lipca 2014

Kolorowy zawrót głowy - zielony


Zielono mi, la la la, zielono mi! Śpiewacie sobie tak czasem? Jeśli tak, to chwalicie wtedy jeden z najpiękniejszych kolorów tęczy - kolor czterolistnej koniczynki, kumkających żabek w stawie i ufoludków z kosmosu! Dziś kolejna zwrotka wiersza o tęczy i kolejna prośba o Wasze zdjęcia. Tylko zielone tym razem!

"Tęcza"

Pewnie się zastanawiacie,
jak i gdzie powstała tęcza.
Ja to wiem, więc już Wam mówię
i że prawda to – poręczam.

Działo się to wieki temu,
kiedy grupa profesorów
ogłosiła wielki casting
dla wszystkich w świecie kolorów.

Każdy z barwnych kandydatów
miał polecenie zadane,
by na owy casting przynieść
to co nim pomalowane.
  
Pierwszy stawił się czerwony
niosąc róże, tulipany,
wino, cały zestaw szminek
i truskawek kosz wypchany.

Po nim przybył kolor żółty.
Z sakwy wyjął promyk słońca,
dwa żonkile, trzy cytryny
no i piasku tak z pół korca.

Trzeci startował niebieski.
W policyjny strój przebrany
przyniósł kawałeczek nieba
i morskiej wody dwa dzbany.

Za nim ustawił się pomarańczowy.
Na głowę włożył kapelusz słomkowy.
W rękach niósł pomarańcze dojrzałe.
I brzoskwiń dwie torby niemałe.

Zielony wystąpił następny z kolejki.
Pokazał trawę z parkowej alejki.
Przyniósł ogórki i dorodne cukinie.
I pęczek szpinaku co z zieloności słynie.


wtorek, 29 lipca 2014

Policjant


W naszym cyklu ZAWODY - który mamy nadzieję lubicie :) - przedstawiamy dzisiaj postać policjanta. Pana w niebieskim mundurze, który dzielnie patroluje ulice, łapie przestępców i pomaga mieszkańcom w swojej okolicy. Przeczytajcie wierszyk, a dowiecie się więcej na temat tego, jak wygląda praca policjanta. 
Ilustracje do dzisiejszej bajki przygotowały przedszkolaki z Przedszkola z Wilczy, grupa "Pszczółki". 

"Policjant"

Pan w mundurze, co gwizdek w ręku ma,
to policjant, którego mama i tata zna.

Lśnią na pagonach srebrne gwiazdki,
chyba to komendant z naszej jednostki

Ma czapkę z orłem, rękawiczki białe,
stoi na skrzyżowaniu ulic Kwiatowej i Małej.

W różne strony rękoma dwoma wymachuje,
jednych na lewo, innych na prawo kieruje

A kto jest niegrzeczny i za szybko jedzie,
ten z pewnością znajdzie się w biedzie.

Mandacik policjant szybko wypisuje
i o złym czynie kierowcę informuje.

Jest też detektyw, co rozwiązuje zagadki -
kto ukradł babci z grządki ulubione kwiatki.

Zawsze czujny i gotów do pomocy,
byśmy byli bezpieczni w dzień i w nocy.

Policjant to bliski przyjaciel nasz,
uczy, przestrzega, na pewno go znasz.








niedziela, 27 lipca 2014

Niedziela na wsi - bajka o upartym ośle Igorze

Kto z Was jest uparty - ręka w górę! Czy ta upartość wychodzi Wam na dobre? Czy może jednak nie? Osioł Igor był niezwykle uparty. Nic nie pomagało, nic nie działało... Jeśli się uparł, to praktycznie nic nie mogło zmienić jego decyzji. Ale nadszedł dzień, kiedy nasz Osioł Igor przeżył przygodę. Niezbyt przyjemną... Przeczytajcie!

wykonanie - Olek

"Uparty osioł Igor"

We wsi rozniosła się wieść, że nad pobliską rzeczką od poprzedniego dnia stoi osioł Igor. Zwierzę stało godzinami nieruchomo. Gospodarz próbował go przekonać do powrotu do zagrody dobrocią,  zaś później siłą - bez rezultatu. Po całej okolicy niósł się głos upartego osła:

Iiią, iiią, iiią
Zabrać mnie stąd chcą.
A ja zostać tutaj chcę!
Iiią, iiią zostawcie mnie!

Zbiegły się zwierzęta i namawiały Igora do powrotu, zwłaszcza, że zbliżała się burza i pozostawanie na dworze nie było bezpieczne. Igor jednak uparcie stał nieruchomo, udając, że nikogo nie widzi i nikogo nie słyszy. Powtarzał w kółko słowa:

Iiią, iiią, iiią
Zabrać mnie stąd chcą.
A ja zostać tutaj chcę!
Iiią, iiią zostawcie mnie!

Do powrotu nie skłonił Igora nawet deszcz, który zaczął padać. Wokół osła w krótkim czasie pojawiły się kałuże, które z chwili na chwilę rozrastały się do sporych rozmiarów. Uparty kłapołuch stał i ryczał głośno do momentu, kiedy w okolicy uderzył pierwszy piorun. Wystraszyło go to nieco, ale nie ruszył się z miejsca tylko już szeptem powtarzał:

Iiią, iiią, iiią
Zabrać mnie stąd chcą.
A ja zostać tutaj chcę!
Iiią, iiią zostawcie mnie!

W jednej chwili granatowe niebo zostało poprzecinane błyszczącymi błyskawicami. Cisza, która panowała wokół Igora została wypełniona głośnymi grzmotami, zaś otaczające go kałuże zlały się ze sobą.  Igor przeraził się nie na żarty. Nagromadzona woda sięgała mu już do kolan. Zaczął głośno ryczeć. Najgłośniej jak potrafił:

Iiią, iiią, iiią
Ratunkuuuuuuuu!
Iiią, iiią, iiią
Chcę wrócić do domu!

Wołanie usłyszały inne zwierzęta. Wszyscy mieszkańcy gospodarstwa zebrali się koło kurnika i zaczęli wspólnie planować akcję ratunkową upartego osła. Na dyskusję nie było dużo czasu, bowiem burza szalała w najlepsze, a między głośnymi grzmotami słychać było krzyk Igora. Postanowiono w końcu, że bez pomocy gospodarza się nie obejdzie i zaniepokojone losem osła zwierzęta zaczęły wszystkie na raz jak najgłośniej wydawać odgłosy. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Gospodarz wybiegł z domu i od razu poznał, co się dzieje. Wody wokół osła było już tak dużo, że pozostawało jedynie dopłynięcie do niego łodzią. Gospodarz pobiegł po sąsiada, który był wędkarzem. Panowie ruszyli łodzią na ratunek podtapianemu zwierzęciu. Po kwadransie łódź wróciła, a na jej pokładzie stał zdenerwowany i wystraszony osioł. 

sobota, 26 lipca 2014

Opowieści Cioci Grażynki - rozdział XII


rys. Rakothka

Urodziny babci, to zawsze ważne wydarzenie. Często świętujemy je hucznie i oczywiście z całą rodziną. O babciach trzeba pamiętać i dbać o nie, ponieważ są mądrością starszego pokolenia :) Dziś zapraszamy na kolejny rozdział Opowiadań Cioci Grażynki właśnie o urodzinach babci. Miłej lektury!

"Urodziny Babci"

- Czy wszystko już spakowane? Nie zapomnijcie o kwiatach!
Mama ogarnęła wzrokiem swoją gromadkę. Cała rodzina wybierała się do Babci, która obchodziła osiemdziesiąte urodziny. Uroczystość miała się odbyć w restauracji, bo Babcia zaprosiła wszystkie swoje dzieci (a miała ich sześcioro, Mama jest najmłodsza) i wnuki oraz swoje rodzeństwo. Razem około czterdzieści osób.
Poprzedniego dnia Babcia jeszcze dzwoniła, żeby się upewnić, czy Karolina na pewno będzie, bo musi dla niej zamówić danie wegetariańskie na obiad!
Podróż minęła szybko, dzieci słuchały sobie płyt, a potem wszyscy wspominali siedemdziesiąte urodziny Babci. Marta była trochę markotna, bo nie lubiła słuchać o czasach, kiedy jej jeszcze nie było.
Gdy wysiedli przed restauracją wszyscy inni byli już na miejscu. Akurat składali Babci życzenia. Wszystkie dzieci i wnuki ustawiły się w kolejce, od najstarszych do najmłodszych, wręczali kwiaty i życzyli Babci dużo zdrowia, szczęścia i długich lat życia.
Marta znała wszystkie Ciocie i Wujków z pokolenia Mamy, ale nie znała rodzeństwa Babci - rzadko wszyscy się zjeżdżali. Kręciła się więc trochę zdezorientowana. Była najmłodszą wnuczką Babci. Wręczyła jej piękną laurkę, którą wczoraj rysowała całe popołudnie i ozdobiła wyklejankami.
Po życzeniach wszyscy zrobili sobie pamiątkowe zdjęcia i siedli do obiadu. Na pierwsze danie był tradycyjnie rosół z makaronem, na drugie danie różne kotlety, pieczone kurczaki, zrazy zawijane, do tego ryż, ziemniaki i surówki. Karolina dostała placek cygański z pieczarkami. Po obiedzie spotkała wszystkich niespodzianka! Ciocia Alinka i Wujek Rysio zaprosili orkiestrę. Wszyscy ruszyli więc do tańca. Marta tańczyła najpierw z Tatą, potem z Bartkiem, prawnukiem Babci, dwa lata od niej młodszym. Wszyscy tańczyli nie tylko w parach, ale też robili kółeczko, a nawet węża, który krążył nie tylko po parkiecie do tańca, ale również wokół stołu.
Nastąpiła przerwa w tańcach i na parkiet wjechał tort urodzinowy. Nie miał osiemdziesięciu świeczek, bo tylu pewnie Babcia nie dałaby rady zdmuchnąć, tylko dwie świeczki, tworzące liczbę 80. Gdy Babcia zdmuchnęła świeczki, wszyscy bili brawo i śpiewali „sto lat”. Tort był piętrowy, żeby dla wszystkich starczyło. Oprócz tortu były jeszcze różne ciasta upieczone przez córki i synowe Babci. W czasie podwieczorku Babcia oglądała prezenty. Największy z nich był już w domu - nowy telewizor, na który złożyły się wszystkie dzieci.
Wszyscy jeszcze raz zaśpiewali „sto lat” w kilku wersjach, potem zaczęły się chóralne śpiewy. Bartek zaczął śpiewać „Przepijemy naszej Babci domek mały", Wujek Rysiek zaczął potem „A ja nie chcę czekolady”, przy czym wtórowały mu córki, klaszcząc do rytmu i podśpiewując w odpowiednich momentach „param - pam - pam”. Siostra Babci, Ciocia Zosia, która śpiewała w zespole ludowym, zaczęła różne śmieszne przyśpiewki, wtórował jej w tym Wujek Tomek.
Marta była zachwycona. Karolina i Adaś znali tę atmosferę z wesel swoich kuzynek, ale ona wtedy była jeszcze mała i nie pamiętała tego.
Znów zaczęły się tańce, aż do kolacji. Wszyscy robili zdjęcia, niektórzy nawet kręcili filmy. Po kolacji wszyscy zaczęli się żegnać i wsiadać do swoich samochodów. W drodze powrotnej Marta była tak zmęczona, że usnęła. 

czwartek, 24 lipca 2014

Kolorowy zawrót głowy - pomarańczowy


Dziś kłania Wam się kolejny kolor tęczy - pomarańczowy. Kolor zachodu słońca, słodkich pomarańczy i oczywiście znanego wszystkim łakomego kota Garfielda! :) Pamiętajcie, potrzebujemy Waszych pomarańczowych fotek do naszej kolorowej galerii. Przysyłajcie!

"Tęcza"

Pewnie się zastanawiacie,
jak i gdzie powstała tęcza.
Ja to wiem, więc już Wam mówię
i że prawda to – poręczam.

Działo się to wieki temu,
kiedy grupa profesorów
ogłosiła wielki casting
dla wszystkich w świecie kolorów.

Każdy z barwnych kandydatów
miał polecenie zadane,
by na owy casting przynieść
to co nim pomalowane.
  
Pierwszy stawił się czerwony
niosąc róże, tulipany,
wino, cały zestaw szminek
i truskawek kosz wypchany.

Po nim przybył kolor żółty.
Z sakwy wyjął promyk słońca,
dwa żonkile, trzy cytryny
no i piasku tak z pół korca.

Trzeci startował niebieski.
W policyjny strój przebrany
przyniósł kawałeczek nieba
i morskiej wody dwa dzbany.

Za nim ustawił się pomarańczowy.
Na głowę włożył kapelusz słomkowy.
W rękach niósł pomarańcze dojrzałe.
I brzoskwiń dwie torby niemałe.


wtorek, 22 lipca 2014

Poziomki

Za oknem świeci słońce ogrzewając nas swoimi ciepłymi promieniami. Drzewa zaczynają puszczać pąki, a owoce dojrzewają coraz szybciej. Czy zastanawialiście się kiedyś dlaczego owoce najpierw są twarde i niesmaczne, a później słodkie i soczyste? Na to pytanie odpowie Wam dzisiejsza bajka, którą nadesłał do nas Poczytnik Piotr z Raciborza. Serdecznie dziękujemy i zachęcamy do wysyłania do nas Waszych bajek!!!
rys. Olga

"Poziomki" 
Była sobie rodzina Poziomek. Był dziadek Poziomka, była babcia Poziomka, mama Poziomka, tata Poziomka i ich troje dzieci: oczywiście Poziomek! Dziewczynka Poziomka, chłopczyk, który nazywał się Poziomek oraz drugi chłopczyk, który również nazywał się Poziomek.
Pewnego słonecznego dnia cała rodzina bawiła się w poziomkowym ogrodzie. Nagle dziadek Poziomka powiedział:
- Słuchajcie, wymyśliłem świetną zabawę! Ja już jestem bardzo czerwony, bo jestem dojrzały, ale Wy dzieci jesteście jeszcze zielone. Będziemy się bawić, które z Was szybciej dojrzeje i będzie czerwone!
Na to dzieci:
- Ale Dziadku, co trzeba zrobić, żeby dojrzeć?
- A, kochane dzieci - odpowiedział Dziadek- trzeba cały czas wystawiać głowę do słońca, pić dużo wody, spać w nocy, a w dzień się uśmiechać. Wtedy szybko będziecie czerwone.
Tak więc dzieci przez wiele dni robiły tak, jak powiedział im Dziadek Poziomka, wystawiały swoje główki do słońca, piły dużo wody z porannej rosy i głośno się śmiały. Aż pewnego dnia dziewczynka Poziomka zauważyła, że zaczynają jej się czerwienić policzki. Cała szczęśliwa pobiegła do mamy wołając:
- Popatrz mamo jakie mam policzki!
Po chwili przybiegł jej brat. Jemu zaczęły się czerwienić uszy... Zdziwiona mama go zapytała:
- Czemu tak Ci się uszy czerwienią?
- No nie wiem - odpowiedział chłopczyk - chyba od słońca, tak jak mówił Dziadek.
Cóż, braciszek nie powiedział całej prawdy, że trzymał główkę bokiem.
Za kilka dni dzieci były już całe czerwone i wtedy cała rodzina wyglądała na piękne, dojrzałe poziomki.
Tego dnia przez las wędrowała dziewczynka - Emilka - w ślicznym kwiecistym fartuszku i kolorowym kapeluszu, w który miała wpięte kolorowe polne kwiatki. Zauważyła rodzinę poziomek i pomyślała: „Zerwę te poziomki do mojego koszyczka wiklinowego, który dostałam od mojej kochanej babci i zaniosę jej w prezencie!”. Zerwała je, włożyła do koszyczka i poszła szybko do babci, a babcia, gdy je zobaczyła bardzo się ucieszyła i powiedziała do wnuczki: „Z tych poziomek upieczemy pyszne, poziomkowe muffinki i zrobimy poziomkowe przyjęcie”. Emilka widziała, jak wszyscy goście, którzy przybyli na przyjęcie stają się radośni i szczęśliwi po skosztowaniu pysznych babeczek z poziomkami.
Nic dziwnego, przecież poziomki dojrzewając ogrzewały się w ciepłym słońcu i dużo się uśmiechały!

niedziela, 20 lipca 2014

Niedziela na wsi - bajka o owcy Barbarze

Jak często zwracacie uwagę na swoją czuprynę w lustrze? Czy często chodzicie do fryzjera? Pewnie wiecie, że niektórzy z nas tego bardzo nie lubią. Na przykład Owca Barbara z dzisiejszej bajki zawsze uciekała przed maszynką do strzyżenia swojego gospodarza. Lecz nadszedł taki dzień, kiedy i Barbara musiała pozwolić dotknąć swoich pięknych loków. Kto ją strzygł i dlaczego do tego doszło - przeczytajcie sami!

wykonanie - Olek

"Owca Barbara"

Owca Barbara mieszkała we wsi Kałuże. Od lat słynęła ze stylowej fryzury - drobnych loczków. Jej fryzura intrygowała wszystkich mieszkańców wsi. Barbara bardzo dbała o swoją wełnę i od dłuższego czasu unikała tradycyjnego strzyżenia. Ukrywała się w pobliskim lesie przed warkotem maszynki gospodarza, chroniąc swoje loki przed ścięciem. Było jej co prawda trochę gorąco w tej bujnej fryzurze, ale kiedy ją pytano, dlaczego się nie ostrzyże, beczała:

Bee, bee, beee
Każdy o tym przecież wie!
Że natura tak wymyśliła
By owca piękne loki nosiła!
Bee, bee, beee

Aż razu pewnego Barbara wskoczyła do jeziora, by podczas panujących od kilku dni upałów ochłodzić się odrobinę. Woda była przyjemnie chłodna, Barbara spędziła w niej blisko pół godziny. Gdy wyszła z wody odkryła, że po jej sprężystych lokach nie ma śladu, zaś jej wełna wyprostowała się. Była załamana. Przecież żadna szanująca się owca nie chodzi w takiej naciągniętej wełnie. Barbara udała się szybkim krokiem do swojej koleżanki - kury Józi - którą fascynowało fryzjerstwo. Kilka lat temu Józia mieszkała w sąsiedztwie zakładu fryzjerskiego i podglądała działania mistrza srebrnych nożyczek. Gdy Józia zobaczyła zmoczoną owcę i wyprostowane loki - westchnęła głośno. Bez zastanowienia wskoczyła na owczy grzbiet i za pomocą kurzych łapek i dzioba rozpoczęła czesanie Barbary. Rozczesywanie skołtunionej wełny było jednak dość trudne, zwłaszcza na bokach i kura zaproponowała Barbarze wystrzyżenie boków. Owca ze łzami w oczach zgodziła się. Kura kilka godzin pracowała nad odbudową fryzury Barbary. Nakazała owcy, by zamknęła oczy i nie podglądała jej poczynań. Gdy Józia skończyła pobiegła do ogrodu gospodarza, zerwała kwiat goździka i wróciła do owcy. Kwiat wpięła Barbarze tuż za prawym uchem. Po chwili podała owcy znalezioną kilka lat temu łyżkę i nakazała, by owca oceniła swoje odbicie. Barbara kręciła łyżką w każdą stronę wzdychając cichutko.  Zmiana była ogromna, ale owca była zadowolona. Nie wiedziała tylko jak inne zwierzęta ocenią jej nową fryzurę. Barbara pełna obaw ruszyła na spacer po okolicy. Jej przyjaciele obsypali ją komplementami. Pochwałom i oklaskom nie było końca. Barbarze tak spodobała się historia z fryzurą, że zaczęła namawiać inne owce do skorzystania z usług kury Józi. Te jednak beczały:

Bee, bee, beee
Każdy o tym przecież wie,
Że to wbrew naturze,
Gdy owca chodzi w takiej fryzurze!
Każdy o tym przecież wie,
Że porządna owca na łyso strzyże się!
Bee, bee, beee

Barbara nie przejmując się opiniami koleżanek z dumą prezentowała fryzurę przygotowaną przez kurę Józię, bowiem dla owcy najważniejsze było pozostać sobą.  Gospodarz zdziwiony zmianą wyglądu Barbary postanowił nie nękać jej już strzyżeniem i z dumą pokazywał swoją oryginalną owcę na różnych owczych pokazach. Barbara była w swoim żywiole, gdy mogła prezentować się na owczym wybiegu. Sekretem jednak pozostało, kto jest tajemniczym fryzjerem Barbary.

sobota, 19 lipca 2014

Kolekcjoner chmur


Na pewno każde z Was leżało kiedyś na łące i oglądało płynące po niebie chmury. Na pewno nie jedno z Was widziało różne kształty chmur i opowiadało mamie czy tacie, że właśnie widziało smoka albo ogromnego chomika. Ulubionym zajęciem Franka z naszej nowej bajki było właśnie takie bujanie w obłokach. Swoją fascynacją zaraził jednego członka z rodziny. Jesteście ciekawi kogo? Przeczytajcie koniecznie!

Wszystkie ilustracje do dzisiejszej bajki przygotowały "Stokrotki" z Przedszkola nr 13 im. Jana Pawła II w Tarnobrzegu - dziękujemy! 

"Kolekcjoner chmur"

Poznajcie Franka. Franek ma 6 lat, mieszka w małym miasteczku wraz z rodzicami i starszą siostrą. Rodzice nazywają Franka marzyciel, bo gdy tylko nadarza się okazja chłopiec zadziera głowę wysoko do góry i podziwia chmury. Chłopiec godzinami podziwia sunące po błękitnym niebie jasne obłoki, obserwując kształty jakie przybierają. W jednej chwili sceneria nieba zmienia się ze stada puszystych owiec w zburzone i spienione morze, by chwilę później zmienić się w ogromnego smoka pożerającego kawałki waty cukrowej.  
Pewnego dnia Franek chciał podzielić się swoim małym sekretem z tatą. Poprosił go by razem z nim zadarł głowę do góry i popatrzył na chmury. Jednak tata Franka bardzo szybko zaczął się niecierpliwić i stwierdził, że przecież na niebie nie ma żadnych owiec, a jedynie chmury. Chłopiec był rozczarowany postawą taty i z żalem opowiedział o tym swojemu dziadkowi. Starszy pan podrapał się po siwej głowie, wziął Franka na kolana i szeptem powiedział:
- Drogi wnusiu, niestety nie każdy widzi podniebny magiczny świat. Jedynie nieliczni mogą obserwować wspaniałe obrazy pojawiające się na błękicie nieba. Gdy byłem mały - ciągnął dalej dziadek - nikt nie wierzył w moje opowieści o smokach gnających po niebi, zmieniających się w jednej chwili w białe jak śnieg duchy. 
Gdy Franek usłyszał słowa dziadka uśmiechnął się od ucha do ucha i zapytał:
- Ale dlaczego tylko niektórzy widzą smoki zamiast chmur?
Dziadek musiał się chwilę zastanowić zanim odpowiedział na to pytanie. Po namyśle stwierdził:
- Wiesz Franiu. Tylko dzieci o bardzo dużej wyobraźni mogą zobaczyć smoki wśród chmur. Mam nadzieję, że gdy dorośniesz zostanie coś z Twojej dziecięcej fantazji. Powiem Ci w sekrecie, że ja czasami mogę dostrzec wśród chmur owcę albo wzburzone morze.
- Dziadku! - wykrzyknął Franek - to może pójdziemy jutro na łąkę i wspólnie pooglądamy sunące po niebie obłoki? - zaproponował chłopiec.
Dziadek bez namysłu zgodził się, proponując by wyruszyli zaraz po śniadaniu.
Następnego dnia Franek razem z dziadkiem leżeli w milczeniu kilka godzin na kraciastym kocu, obserwując puszyste obłoki. Chłopiec ukradkiem zerkał w stronę dziadka, sprawdzając czy dziadek rzeczywiście obserwuje niebo. Franek był zdziwiony, bo dziadek leżał spokojnie i obserwował niebo. Chłopiec nie zauważył by dziadek się niecierpliwił. W pewnym momencie dziadek zapytał Franka:
- Wnusiu czy widzisz to stado owiec?
Franek wpatrywał się intensywnie w to miejsce na niebie, które wskazał dziadek, jednak zamiast owiec dostrzegł tylko dwie kury znoszące jajka. Od razu opowiedział dziadkowi o efekcie swoich obserwacji. Dziadek zaśmiał się w głos. 
- Franku, na tym polega cała zabawa. Każdy może zobaczyć na niebie coś innego. Wszystko zależy od naszej wyobraźni.
Po wyprawie na łąkę Franek wraz z dziadkiem postanowili, że w każdą sobotę będą wybierać się w inne miejsce, by podziwiać chmury i wymieniać się swoimi obserwacjami. Franek nie mógł opanować radości. Po obiedzie z wypiekami na twarzy narysował dziadkowi wszystkie obłoki, które widział podczas wspólnej wyprawy. Dziadek powiesił rysunek na lodówce, by każdego dnia przypominał im o sobotnich wyprawach.


















czwartek, 17 lipca 2014

Kolorowy zawrót głowy - kolor niebieski



Przedstawieniem dzisiejszego koloru najlepiej zajęłyby się smerfy. Dlaczego? Ponieważ to ich kolor! Mowa oczywiście o niebieskim - kolorze nieba, skrzydełek zimorodka i stroju Supermana! Przysyłajcie swoje niebieskie zdjęcia. Im ich więcej, tym wspanialsza będzie nasza wakacyjna galeria kolorów!

"Tęcza"

Pewnie się zastanawiacie,
jak i gdzie powstała tęcza.
Ja to wiem, więc już Wam mówię
i że prawda to – poręczam.

Działo się to wieki temu,
kiedy grupa profesorów
ogłosiła wielki casting
dla wszystkich w świecie kolorów.

Każdy z barwnych kandydatów
miał polecenie zadane,
by na owy casting przynieść
to co nim pomalowane.
   
Pierwszy stawił się czerwony
niosąc róże, tulipany,
wino, cały zestaw szminek 
i truskawek kosz wypchany.

Po nim przybył kolor żółty.
Z sakwy wyjął promyk słońca,
dwa żonkile, trzy cytryny 
no i piasku tak z pół korca.

Trzeci startował niebieski.
W policyjny strój przebrany
przyniósł kawałeczek nieba 
i morskiej wody dwa dzbany.


wtorek, 15 lipca 2014

huśtawka dla...zróbmy to razem!

jaskółeczka zaćwierkała
w szybę dziobem zastukała
wykręciła dwie ósemki
zaśpiewała ptasie trelki
...
Pamiętacie ten nasz wierszyk o jaskółkach,
które cały dzień pracowicie budowały gniazdo?
KLIK
 Dzisiaj, właśnie dla nich, a może i nie tylko:) zrobimy coś, 
co pozwoli im trochę odpocząć. 

Trzymajcie się mocno
fruniemy na huśtawkę!




Do wykonania huśtawki potrzebne nam będą:






Wykonanie:

1. mocujemy drut na końcach patyka, formując półkole
2.  wokół druta oplatamy ściśle paski materiału 
(możemy najpierw opleść drut materiałem i dopiero potem przewiązać całość do patyka)
3. na górze wiążemy sznurek do powieszenia huśtawki 
(na gałązce, drzewku lub gdziekolwiek indziej:) )
4. ptaszki przytwierdzamy do patyka za pomocą drucika lub kleju
i gotowe:)












niedziela, 13 lipca 2014

Niedziela na wsi - bajka o kurze Katarzynie

Często zdarza się tak, że jak jesteśmy inni niż nasze otoczenie, to czujemy się gorsi, prawda? Lecz pamiętajcie - inny wcale nie znaczy gorszy! Tę naszą "inność" może ktoś polubić, pokochać, ba!, zachwycić się nią! I dzięki niej mogą nam się przytrafiać bardzo miłe rzeczy :) Tak było z Kurką Katarzyną, o której jest nasza dzisiejsza bajka. Przeczytajcie koniecznie!


wykonanie - Olek

"Kura Katarzyna"

Kura Katarzyna od lat mieszkała na jednym z wiejskich podwórek. Godzinami kroczyła po nim, jak modelka po wybiegu. Podczas upałów szukała schronienia przed słonecznymi promieniami w cieniu starego dębu, rosnącego na sąsiednim podwórzu. Spotykała się wtedy z innymi kurami, plotkując o mieszkańcach całego gospodarstwa. Kury lubiły się też bardzo przechwalać, czego Katarzyna nie znosiła. Najczęściej chwaliły się urodą znoszonych przez siebie jaj. Gdakały jedna przez drugą:

Moje jajko najpiękniejsze, ko, ko, ko.
Moje za to jest największe, kut-ku-dak.
Moje za to najmodniejszy kolor ma!
Ko, ko, ko! A ja wcale nie myślę tak!

Katarzyna nigdy nie zabierała głosu w tej sprawie. Jej sąsiadki z kurzej grzędy znosiły jednobarwne jaja - zazwyczaj śnieżnobiałe lub kremowe. Ona, natomiast, znosiła od kilku sezonów piegowate jajka. Za każdym razem gospodarz wiedział, które jajka pochodzą od niej. Katarzyna czuła się gorsza od innych kur, aż do dnia kiedy nie usłyszała rozmowy właściciela kurnika z jakimś dziwnym panem w okularach. Właściciel okularów zachwalał piegowate jajka, podkreślając ich znakomity smak oraz soczyście żółty kolor żółtka. Katarzyna zarumieniła się w momencie, gdy zdała sobie sprawę, że panowie rozmawiają o znoszonych przez nią jajkach. Nie tylko ona usłyszała tę rozmowę. Wieść o nagłym zainteresowaniu odmiennymi jajkami rozeszła się po kurniku w tempie błyskawicy. Dało się słyszeć gdakanie:

Ko, ko, ko rzeczy to niesłychane!
Najlepsze jajka nakrapiane?
To być nie może, kut-ku-dak!
Takich jajek nie znosi normalny ptak!

Mimo przykrych komentarzy koleżanek, tym razem kura Katarzyna z radością patrzyła na piegowate jajka. Długo myślała o tym, co powiedział pan w okularach. Kiedy po kilku dniach ujrzała go ponownie, postanowiła odmienić swój los. Szybkim ruchem ułożyła rozwiane piórka, pazurki spiłowała na pobliskim kamieniu, wyprostowała się i krokiem modelki przeszła obok pana w okularach. Pan stał zdumiony. Nigdy wcześniej nie widział takiej kury. Szeptem powiedział coś do gospodarza, a ten skinął głową. Gospodarz pochylił się nad Katarzyną, chwycił ją w pasie i delikatnie przeniósł do sporej wielkości pudełka. Chwilę później pudełko zostało zaniesione przez pana w okularach na sąsiednie podwórko. Oszołomiona bohaterka naszej bajki po wyjściu z pudełka odkryła, że otoczenie zmieniło się. Nie było wokół niej niemiłych kwok. Żwawym krokiem podeszły do niej drobne kurki, proponując najlepsze miejsce w nowym kurniku. 

czwartek, 10 lipca 2014

Kolorowy zawrót głowy - kolor żółty


Dziś kolejna odsłona wakacyjnego cyklu o kolorach. Bohaterem następnej zwrotki wiersza jest kolor żółty - kolor słońca, makaronu i kąpielowej gumowej kaczuszki! Mamy nadzieję, że pamiętacie o robieniu zdjęć poszczególnym kolorom w Waszym otoczeniu i przesyłanie ich do nas, abyśmy mogli wspólnie stworzyć największą galerię kolorów na świecie! :)

"Tęcza"

Pewnie się zastanawiacie,
jak i gdzie powstała tęcza.
Ja to wiem, więc już Wam mówię
i że prawda to – poręczam.

Działo się to wieki temu,
kiedy grupa profesorów
ogłosiła wielki casting
dla wszystkich w świecie kolorów.

Każdy z barwnych kandydatów
miał polecenie zadane,
by na owy casting przynieść
to co nim pomalowane.
   
Pierwszy stawił się czerwony
niosąc róże, tulipany,
wino, cały zestaw szminek 
i truskawek kosz wypchany.

Po nim przybył kolor żółty.
Z sakwy wyjął promyk słońca,
dwa żonkile, trzy cytryny 
no i piasku tak z pół korca.




wtorek, 8 lipca 2014

Lisek chytrusek

rys. Marysia

Czy zdarza się Wam zjeść samemu słodycze, które mama dała do szkoły, czy może chętnie dzielicie się z innymi tym co macie? Poznajcie naszego dzisiejszego bohatera Karola, który sam podpowie co jest lepsze. ZAPRASZAMY :)

"Lisek chytrusek"

Wyobraźcie sobie las. Zielony, pachnący i zapełniony zwierzętami. W lesie, w samym jego środku, stoi dąb, na którego szczycie ukryty jest dom sędziwej Sowy. Ptak mieszka w tym lesie od zawsze, był pierwszym jego mieszkańcem. Sowa ma siwe pióra i druciane okulary. Godzinami siedzi na bujanym fotelu i czyta książki. Tuż po zmroku pod starym dębem gromadzą się zwierzęta, by wysłuchać opowieści Sowy. I tak było tym razem. Pod drzewem na kamieniach zasiadły zwierzęta. Sowa sfrunęła na dół i usiadła na najniżej gałęzi dębu. Poprawiła druciane okulary i zaczęła swoją opowieść:

W każdym lesie zwierząt jest bez liku,
zaczynając od zająca, kończąc na słowiku.

W tym zaś, o którym w wierszu mowa,
żyła sobie rodzinka lisów, zupełnie typowa.

Był tata lis, mama lisica i dzieci gromada.
O jednym lisiątku wspomnieć tu wypada.

Lisy słynęły w lesie z tego, że miłe były.
Z innymi zwierzętami chętnie się dzieliły.

Tylko lisek Karol, najmłodszy w rodzinie.
Kiedy miał się dzielić dziwną miewał minę.

Swoje smakołyki przed innymi chował.
A gdy miał się podzielić to bardzo żałował.

Sowa zamilkła. Spojrzała na zgromadzone zwierzęta, które w milczeniu słuchały jej opowieści. Chrząknęła, zdjęła okulary, spojrzała w górę i przez chwilę patrzyła na złoty księżyc płynący po granatowym niebie, następnie ciągnęła dalej lisią opowieść.

Aż się kiedyś zdarzyło, że na szkolną wyprawę.
Karol śniadania zapomniał i zrozumiał sprawę.

Gdy inni zajadali ze smakiem swoje jedzenie
Liskowi z głodu w brzuszku burczało szalenie.

Szczęśliwie koledzy urazy do niego nie żywili.
Tym co mieli z głodnym Karolem się podzielili.

Morał z dzisiejszej opowieści jest prosty.
Dzielić się należy, koniec tej chytrości! 

Sowa zamilkła. Zerwała się z gałęzi, rozpostarła skrzydła, okrążyła drzewo, a gdy spojrzała w dół zauważyła odchodzące do swoich domów zwierzęta. Zapadła ciemna noc. 

niedziela, 6 lipca 2014

Niedziela na wsi - bajka o odważnej śwince

Odwaga jest cechą, którą każdy chciałby posiadać. Nie wszyscy jednak znajdują w sobie odwagę, aby być odważnymi w sytuacjach kryzysowych. Świnka Kalinka z naszej dzisiejszej bajki okazała się bardzo odważną i mądrą świnką. Dzięki jej szybkim decyzjom nowi przyjaciele odzyskali to, co prawie utracili i zaakceptowali jak swoją. Przeczytajcie, aby poznać historię Świnki Kalinki :)

wykonanie - Olek

"Odważna świnka"

W gospodarstwie pana Henryka, między oborą a stodołą, stał murowany chlewik, który od lat zamieszkiwany był przez świnki. Mieszkańcy chlewika chodzili własnymi drogami, które wiodły od chlewika do basenu wypełnionego brązowym błotkiem. Zwierzęta godzinami zażywały błotnych kąpieli, zaś pod koniec dnia gęsiego wracały do chlewika, by ułożyć się do snu. Podczas jednego z powrotów stado różowych świnek spotkało swoich leśnych braci - dziki. Świnka Kalinka, najmłodsza ze stada, zafascynowana mijanymi zwierzętami, rzekła:

Jestem różową świnką,
od lat zwą mnie Kalinką.
A wy, jak się nazywacie?
Kudłate świnki, skąd przybywacie?

Dziki stanęły zdziwione odwagą świnki. Wiadomo było, że świnki hodowlane nigdy nie zaczepiały dzików, bo uznawano, że mieszkańcy lasu są lepsi i ważniejsi. Kalinka nie znała panujących zasad i pełna radości oczekiwała odpowiedzi na zadane pytania. Dziki ruszyły przed siebie, ignorując różową świnkę, ale ta nie dała za wygraną. Podbiegła do nich i uśmiechnęła się szeroko. W końcu jeden z dzików nie wytrzymał i powiedział:

My jesteśmy groźne dziki!
Chrum, chrum, chrum!
Nie zaczepiają nas żadne smyki!
Chrum, chrum, chrum!
Kto mądry schodzi nam z drogi!
Chrum, chrum, chrum
Zmykaj stąd bom bardzo srogi!

I dziki ruszyły przed siebie biegiem, lekceważąc małą świnkę. Ona jednak postanowiła pójść za nimi jeszcze kawałek. Trzymała się jednak z tyłu. Nagle usłyszała wielki łomot i głośne chrumkanie, jakby wołanie o pomoc. Lekceważąc przestrogę groźnego dzika ruszyła na ratunek. Kalinka biegła co sił w nogach. Gdy ponownie dostrzegła stado dzików - zwolniła. Podeszła cicho do stojących w kręgu zwierząt, w środku którego była wielka dziura, do której wpadł mały dziczek. Dziki stały i nie wiedziały, co zrobić. Nie wyglądały już wcale na groźne. Były wystraszone i bezradne. Kalinka wiedziała, co oznacza ten dół. To sidła zastawione przez kłusowników. Przez chwilę zastanowiła się, a potem pędem ruszyła w stronę gospodarstwa. Po kilku minutach wróciła, ciągnąc długą linę. Bez pytania liną obwiązała w pasie najstarszego i najtęższego z dzików. Ustawiła pozostałe dziki za nim w szeregu, zaś drugi koniec liny rzuciła maleńkiemu dziczkowi, nakazując, by złapał ją zębami. Zakrzyknęła:

Ciągnijcie z całych sił!
Chrum! Chrum! Chrum!

I już po chwili mały dziczek znalazł się na powierzchni. Był uratowany! Ucieszone dziki wiwatowały:

Wiwat dzielna, mądra świnka!
Chrum, chrum, chrum!
Kłania się Tobie nisko!
Dzików cały tłum!
Chrum, chrum, chrum!

To stresujące wydarzenie stało się początkiem wielkiej przyjaźni Kalinki i jej leśnych braci. Mała hodowlana świnka zasłynęła w całym lesie z ogromnej odwagi. 

sobota, 5 lipca 2014

Sowa i jej orkiestra


Jeśli leśna orkiestra, to tylko orkiestra sowy! Mądre sowy doskonale wiedzą, jakie nuty zaprosić do wspólnej melodii i tylko one potrafią zagrać tak, że nogi same nam podrygują. Bajeczna Fabryka zaprasza zatem do tańca!
Autorką sowiej bajki jest Agnieszka Wojas. 

"Sowa i jej orkiestra" 

Pewna Sowa proszę państwa
zaprosiła mnie do tańca.
A że wkoło gra muzyka
nogi rwą się do walczyka.
Słychać: fiju fiju fju,
zaraz potem: tru tu tu.
Świerszcz na skrzypcach gra: cyk cyk
i do tańca porywa w mig.
Ale co to? Kto tak gra?
Echo niesie: tra ta ta!
Słychać głośne bum bum bum,
więc się zebrał wielki tłum
i do tańca też się rwie,
bo orkiestra gra za dwie!
Nie do wiary, jakieś cuda!
Wszyscy tańczą, co tam nuda!
Sowa patrzy, się raduje,
bo to radość jej sprawuje!
Sama za trójkącik chwyta:
dzyń dzyń dzyń wesołe słychać.
Wszyscy tańczą, gra orkiestra,
Sowa pierwsza, za nią reszta.
Dzeń dzeń dzeń, szur szur szur,
nawet słychać tur tur tur!
Tru tu tu, tra la la.
Wszyscy tańczą, muzyka gra.

czwartek, 3 lipca 2014

Kolorowy zawrót głowy - kolor czerwony


Kto ciekawy prawdziwej historii tęczy, niech w lipcu kieruje swoje kroki do Bajecznej Fabryki :) 
Co tydzień kolory będą się przedstawiały w formie kolażu z przedmiotów w swojej barwie i co tydzień każdy kolor będzie miał swój kawałeczek wiersza. Drodzy Poczytnicy - czytajcie, oglądajcie i działajcie, aby stworzyć własne kolorowe kolaże. Pierwszym kolorem jest czerwony - kolor serca, maków na łące i naszych ulubionych truskawek!

Waszym zadaniem jest przesłanie na adres bajecznafabryka@gmail.com zdjęć przedstawionych w wierszu kolorów. 
Na koniec lata stworzymy wspaniałą kolekcję Waszych kolorowych zdjęć. 
Bawicie się z nami? 
Z niecierpliwością już od dziś czekamy na wasze "czerwone zdjęcia"
Razem pokolorujmy ten wakacyjny czas!

"Tęcza"

Pewnie się zastanawiacie,
jak i gdzie powstała tęcza.
Ja to wiem, więc już Wam mówię
i że prawda to – poręczam.

Działo się to wieki temu,
kiedy grupa profesorów
ogłosiła wielki casting
dla wszystkich w świecie kolorów.

Każdy z barwnych kandydatów
miał polecenie zadane,
by na owy casting przynieść
to co nim pomalowane.
   
Pierwszy stawił się czerwony
niosąc róże, tulipany,
wino, cały zestaw szminek 
i truskawek kosz wypchany.



wtorek, 1 lipca 2014

Samotny pies



Często długo szukamy ciepła i miłości, a tymczasem ciepło i miłość znajdują nas samych. Niespodziewanie. Serdecznie zapraszamy do przeczytania dzisiejszej pięknej bajki!
Ilustracje do dzisiejszej bajki przygotowały przedszkolaki z Przedszkola z Wilczy, grupa "Pszczółki" - dziękujemy! 


"Samotny pies"

W pewnym mieście, którego nazwa zaczynała się na literę "B" ludzie w pośpiechu przemierzali szare i brudne ulice. Nie zatrzymywali się nawet na chwilę, by zobaczyć co dzieje się wokół nich. Wśród morza długich ludzkich nóg te same ulice przemierzał łaciaty pies. Choć tak naprawdę nie wiadomo czy te łaty to nie błoto i zapis jego przygód. Ludzie pędzili gdzieś nie zwracając na niego uwagi albo może dzięki tym łatom tak stapiał się z szarością ulic, że nie było go widać. Pies był za to bacznym obserwatorem. Nikt ani nic nie umknęło jego czujnemu oku. Znał tych ludzi, każdy but, krok, zapach. Mimo, że każdy z poranków w mieście, którego nazwa zaczynała się na literę "B" wyglądał podobnie, dalsza cześć dnia była nie do odgadnięcia. Mijały miesiące, a łaciaty pies przemierzył dziesiątki kilometrów ulicami tego miasta.
Pewnego słonecznego dnia, po długiej porannej wędrówce, zmęczony usiadł pod rozłożystym dębem, królującym w miejskim parku. Przyglądał się ludziom opalającym się na zielonej trawie, dzieciom grającym w piłkę oraz psom merdającym radośnie ogonami.
- Ładnie tu - usłyszał głos. Odwrócił się. Obok niego siedział mały piegowaty chłopiec. Miał włosy jasne jak słoma i wielkie ciekawskie oczy koloru nieba.
- Lubię to miejsce, tak tu spokojnie - chłopiec mówił dalej, a pies tylko patrzył na niego zdziwiony. Od tak dawna nikt nie zwracał na niego uwagi, nikt nic nie mówił, nie był miły. Nagle chłopiec wstał i pobiegł do parku.
Następnego dnia pies znowu siedział pod dębem. Godzinami wypatrywał piegowatego chłopca, czas mijał, a jego towarzysz zabaw nie pojawił się. Znudzony zasnął koło południa. Obudził go powiew ciepłego wiatru i śmiech małego chłopca. Całe popołudnie biegali wokół drzew, turlali się po zielonym trawniku i zbierali porozrzucane po całym parku gałązki. Rozumieli się świetnie, lubili te same zabawy i mieli już swoje ulubione miejsce - cień po dębem z widokiem na park. Codziennie spotykali się w tym samym miejscu, a później pędzili przed siebie na poszukiwanie przygód. Ich zabawie towarzyszyła masa śmiechu i oczywiście ciągle szczekanie. Dlatego gdzie się nie pojawili ktoś po chwili ich przepędzał, bo robili zbyt dużo hałasu. Postanowili poszukać dla siebie ustronnego miejsca gdzie mogliby chichotać i szczekać na zmianę ile tylko pozwoliłyby im gardła.
kolejnego dnia wyruszyli spod dębu tym razem nie w stronę miasta, a dalej za park. Bez problemu znaleźli zielony plac, gdzie mogli do woli szaleć. Nie mieli jednak świadomości, że w tej części parku każdego dnia spaceruje mama chłopca z jego maleńką siostrą. Mama od razu poznała swojego syna. Zdziwiło ją jednak towarzystwo psa. Obserwowała długie minuty ich wspólną zabawę i nie mogła wyjść z podziwu, że chłopiec tak świetnie zajmuje się i bawi się z psem. Bardzo się zdziwiła, bo choć synek wspominał coś o nowym przyjacielu, nie spodziewała się, że jest nim łaciaty pies. Postanowiła go zawołać i zapytać co tutaj robi:
- Jasiu! Jasiek! - wolała, ale chłopiec był tak zajęty rzucaniem patyka i czekaniem aż pies grzecznie go odda, że nie słyszał mamy. Za to usłyszał i zobaczył ją pies. Tak bardzo przestraszył się zbliżającej się kobiety, że bez zastanowienia zaczął uciekać przez park. Kiedy Janek zobaczył jak jego przyjaciel biegnie ile sił w nogach w przeciwnym kierunku zaczął go wołać i biec za nim.
- Łatku! Łatku stój!
Pies biegł jeszcze przez chwilę, dopiero kiedy przestał słyszeć wołanie chłopca stanął. Przyjaciele już nie spotkali się tego dnia. Chłopiec wrócił do domu, a Łatek długo spacerowała po obrzeżach miasta. Bardzo bał się, że po tym jak mama zobaczyła swojego synka z nim, nie pozwoli im się już bawić i nigdy więcej się nie zobaczą.
Następnego dnia czekał pod dębem w nadziei, że Janek do niego przyjdzie. Nie zawiódł się. Janek usiadł koło niego i zapytał:
- Piesku, co się wczoraj stało?
Łatek pomerdał ogonem i pobiegł w stronę kopca ułożonego z małych patyków. Przyniósł chłopcu jeden z nich w nadziei, że rozpoczną kolejny dzień zabaw. Zdziwił się jednak, bowiem chłopiec odłożył przyniesiony patyk, pogłaskał go i wyciągnął z zielonego plecaka czerwoną smycz oraz obrożę. Po chwili na szyi łatka prezentowała się wzorowo zapięta obroża zakończona smyczą. Bez dwóch zdań - byli gotowi do drogi. Pies w pierwszej chwili pomyślał, że to nowa zabawa. Zaczął wyrywać się i uciekać, ale jego ruchy ograniczała smycz. Janek cały czas poklepywał po grzbiecie Łatka i powtarzał, że wszystko będzie teraz dobrze. I było! Mama Janka po spacerze w parku opowiedziała tacie o nowym przyjacielu chłopca. Oboje nie myśląc długo zdecydowali o tym, że Łatek zamieszka z nimi. Wspólnie z synkiem pojechali następnego dnia do parku i cierpliwie czekali na niego oraz Łatka. Prosto z parku pojechali razem do weterynarza. Łatek był bardzo dzielny, przeszedł wszystkie badania oraz połknął podane przez lekarza leki. Wieczorem wszyscy stanęli na progu nowego domu Łatka. Od tego dnia zabawom tego duetu nie było końca, stali się nierozłączni, a uśmiech nie schodził z twarzy Janka.