wtorek, 30 września 2014

Starszy brat

rys. Rakothka

Jeśli jesteście najstarszym z rodzeństwa, to na pewno znacie to uczucie ukłucia zazdrości i niepokoju, gdy na świat przychodzi Wasza siostrzyczka lub braciszek. Boicie się, że nic już nie będzie takie samo, że mama i tata nie będą poświęcać Wam tyle samo czasu, co do tej pory. Lecz martwicie się zupełnie niepotrzebnie! Pamiętajcie, rodzice będą Was zawsze kochać - bardzo mocno! Nawet, gdy już będziecie zupełnie dorośli ;) A o nowonarodzonej siostrzyczce lub braciszku pomyślcie tak - nareszcie macie towarzysza zabaw od rana do nocy!

"Starszy brat" 

- Filip, Filipku... Czas wstawać do przedszkola – usłyszał chłopiec i zaraz zerwał się na równe nogi.
Co tu robi ciocia Marzena i dlaczego to ona, a nie mama budzi go? Chłopiec analizował cały poprzedni dzień, szukając rozwiązania tej zagadki. Nic szczególnego jednak nie zwróciło jego uwagi. Wczorajszy dzień minął dokładnie tak jak zwykle.
- Gdzie jest mama? Gdzie jest tata? Ciociu co ty tu robisz tak rano? – zapytał.
Ciocia podrapała się po głowie, siadła na kuchennym taborecie i wzięła chłopca na kolana.
- Kochanie, mama i tata pojechali w nocy do szpitala. Pamiętasz, że wkrótce ma się urodzić twoja siostrzyczka? Mama poczuła, że to już i dlatego są teraz w szpitalu.
Filipek przypomniał sobie rozmowę z mamą, którą odbyli podczas pewnego długiego spaceru. Bez słowa wstał i poszedł do swojego pokoju. Ciocia zaniepokojona zachowaniem chłopca poszła za nim. Na podłodze siedział Filip i segregował swoje zabawki. W pewnym momencie chłopiec przerwał porządki, podniósł głowę i zapytał:
- Ciociu, myślisz, że mojej siostrze spodoba się ten czołg? - i podniósł wysoko nad głowę swoją ulubioną zabawkę.
- Na pewno – odpowiedziała ciocia. Myślę, że ...
W tym momencie usłyszeli dźwięk telefonu. Odebrała ciocia, bardzo się z czegoś ucieszyła, a następnie podała słuchawkę Filipowi mówiąc:
- To tata!
- Cześć tato! - krzyknął chłopiec - myślisz, że Zuzi spodoba się mój czołg? - zapytał, ale nie czekał na odpowiedź taty tylko kontynuował - jest zielony i brązowy, ma długą lufę i działające gąsienice. Jak Zuzia przyjedzie do domu to pobawimy się czołgiem i zapytam ją czy go chce.
Tata odpowiedział, że nie może teraz rozmawiać i że omówią to kiedy wróci do domu.
- No i się zaczęło – westchnął ciężko Filip
- Co takiego się zaczęło? – spytała ciocia
- Koledzy mnie ostrzegali... mówili, żebym zapomniał, że rodzice teraz będą się mną zajmować. Dzidziuś będzie najważniejszy! Już jest najważniejsza! Tata nawet nie chciał ze mną rozmawiać... – i chłopiec rozpłakał się. Ciocia zmartwiła się rozczarowaniem Filipa, posadziła go na swoich kolanach i opowiedziała mu o dniu, w którym z jej mamą i tatą zamieszkała Zosia, mama Filipka. Ciocia tak samo jak Filip obawiała się, że siostra zabierze jej rodziców i nie będą już mieli dla niej czasu, ale tak się nie stało. Filip wysłuchał opowieści cioci, ale nie był do końca przekonany.
Wieczorem do domu wrócił Tata. Już w progu poprosił Filipka o zaprezentowanie czołgu. Wspólnie obejrzeli dokładnie pojazd, zaś tata po krótkim namyśle zaproponował, by czołg zamienić na gumową kaczkę. Wytłumaczył Filipkowi, że dziewczynki lubią inne kolory niż chłopcy. Filip przyznał mu rację, wszystkie jego koleżanki lubią różowe i czerwone kolory, których on i jego koledzy nie znoszą. Przed snem wyszorowali mydłem gumową zabawkę i wytarli do sucha.
Dwa dni po rozmowie z ciocią do domu wróciła Mama, a wraz z nią dziwny pakunek. Mama usiadła na fotelu, trzymając zawiniątko i zawołała swojego ukochanego synka. Pierwszy raz Filip zobaczył swoją siostrę. Wyglądała trochę śmiesznie, ale całkiem ładnie. Filip położył na niej kaczkę.
- Proszę. To dla ciebie – powiedział
A mała istotka otworzyła jedno oko i dziwnie się wykrzywiła. Mama powiedziała, że to na pewno był uśmiech i bardzo mocno przytuliła Filipa mówiąc:
- Czuję, że będziesz wspaniałym starszym bratem. - Filip też to czuł i wcale, ale to wcale nie był już o siostrę zazdrosny. Wiedział, że rodzice kochają go nadal tak samo.

sobota, 27 września 2014

Opowieści Cioci Grażynki - rozdział XIV

rys. Rakothka

Zastanawialiście się kiedyś, jakie przygody spotykają Waszych ulubieńców, gdy znikają Wam niepostrzeżenie z oczu? Pewnego razu Marta, bohaterka kolejnego opowiadania Cioci Grażynki, zapodziała swojego Dinusia. Co się z nim działo przez ten czas? Przekonajcie się sami :)

"Przygody Dinusia"

Pewnego razu Marta zostawiła swojego Dinusia w przedpokoju, obok szafki na buty. Dinuś rozglądał się ciekawie dookoła, popatrzył sobie na buty, podskoczył, żeby zobaczyć siebie w lusterku. Nagle wpadł Adaś i zostawił uchylone drzwi. Dinuś chciał zobaczyć, co było na zewnątrz i chyłkiem wymknął się przez uchylone drzwi.
Na dworze było już ciemno. Tylko na ulicy niedaleko świeciła latarnia. Po chwili oczy Dinusia przyzwyczaiły się do ciemności. Dostrzegł w oddali trawnik, a na nim przebijające przez młodą, zieloną trawkę pierwsze wiosenne kwiatki. Dinuś postanowił zwiedzić ogródek i powąchać, jak pachną kwiatki. Poruszając się niezgrabnie na swoich krótkich łapkach dotarł do trawnika. Kwiatki pięknie pachniały. Nagle Dinuś dostrzegł w kącie ogrodu jakieś światełko. Gdy podszedł tam, zobaczył norkę w ziemi. U jej wylotu, w blasku światełka, dostrzegł... krasnoludka.
- Kim jesteś? - spytał krasnoludek.
- Jestem zabawką-przytulanką. - odparł Dinuś - Należę do dziewczynki, która mieszka w tym domu.
- Tak? - ucieszył się krasnoludek - Ja też ją znam. Mieszkałem u niej w lodówce w zeszłym roku. A teraz nauczyliśmy się z moimi braćmi krasnoludkami robić zapasy na zimę i nie musimy już głodować. Suszymy owoce z ogrodu: wiśnie, jabłka, śliwki, winogrona i mamy co jeść na zimę.
- Chodź do nas, napijesz się herbatki i opowiesz nam o dziewczynce.
Dinuś wszedł do ziemianki i usiadł przy stole. Napił się herbatki, poczęstował suszonymi owocami. Opowiadał o tym, że dziewczynka chodzi już do szkoły, że już pisze i liczy, że lubi czytać książki i rysować.
I tak zszedł mu czas do rana. Przerażony zobaczył, że jest już jasno, a dziewczynka pewnie zasnęła bez niego. Dotarł do drzwi domu i kiedy rano Tato je otwierał, wśliznął się niepostrzeżenie do domu. Podszedł do łóżka dziewczynki, odsunął Poziomkę i Świniśka i przytulił się do niej.
A tak naprawdę, to Dinuś był w tapczanie rodziców, razem z pościelą. Gdy tylko Marta przyszła do łóżka rodziców przytulić się, przyniosła też Dinusia i zostawiła go w pościeli. A Mama nie zauważyła i pościeliła go razem z kołdrą!

środa, 24 września 2014

zakrętkowe zwierzaki cz. III


Zabieramy Was dzisiaj na polanę na której spotkacie 
BIEDRONKĘ  i PSZCZÓŁKĘ -

bohaterów trzeciego tygodnia ZAKRĘTKOWEGO CYKLU:)

W poprzednich tygodniach powstały:

kurczak i żaba
rybka i pająk




niedziela, 21 września 2014

Jesień


Czy wiecie jaka pora roku się zbliża do nas wielkimi krokami? Jeśli jeszcze nie macie pomysłu to mamy dla Was małą podpowiedź, która na pewno Wam pomoże! Zapraszamy :)
Autorką jesiennego wiersza jest Agnieszka Wojas - dziękujemy! 

"Jesień"

Co to za pora roku,
co to wielkim barwnym pędzlem
brązy, złoto i czerwienie
rozpościera swoim tchnieniem?
Na konarach drzew koloruje liście,
potem strząsa je i soczyście
ściele wokół dywan piękny
muskany wiatrem pod nasze pięty?
To jest jesień – skarbami wypełniona pora,
niosąca jabłka, śliwki i orzechów worek.
Jarzębiny, kasztany, grzyby i żołędzie –
te dary również dookoła rozrzuca wszędzie.
Co na to jeżyk i wiewiórka mała?
To dla nich raj i radość niesłychana.
Z drzewa do dziupli, do norki z trawnika
zbierają szybko, więc wszystko znika.
Robią zapasy, bo zima będzie –
wnet przyjdzie, gdy jesień już odejdzie…

piątek, 19 września 2014

Kaczorek Niesforek

rys. Ewelina - KLIK

Mamy dla Was dzisiaj bajkę o bezpieczeństwie. O Waszym bezpieczeństwie. I o tym, co czują Wasi rodzice, gdy tracą Was z oczu. Przeczytajcie i koniecznie porozmawiajcie z nimi o tym, bo to Ważne - przez duże "W" :)
Autorką dzisiejszego opowiadania jest Urszula Lasecka z Przedszkola nr 13 w Skierniewicach - Dziękujemy! 

"Kaczorek Niesforek – Uwaga! Dbam o swoje bezpieczeństwo"

Nad stawem od rana wielkie poruszenie. Kaczki krzątają się, kwaczą o pogodzie, jaka woda w stawie, czy można już pływać. Nadeszła w końcu wiosna i zniknął lód. To marcowe słonko go rozpuściło. Cieplutkie promyki światła dotykały kolejno drzew i rozwijały pąki. Na drzewach pojawiły się tycie, tycie listki. Mały Kaczorek Niesforek był zdumiony, jak zmienia się świat dookoła. Ciekawiło go, jak to się dzieje, że drzewa zmieniają wygląd. I to w jednej chwili zamiast sterczących patyków, widać gałązki pokryte pączkami zieleni. "Cóż to takiego?", zastanawiał się
i koniecznie chciał to obejrzeć z bliska. Malec powędrował na wycieczkę, ale zapomniał, że nie wolno mu oddalać się bez opieki dorosłej kaczki. Drepcze i po drodze podskubuje trawkę.
Na chwilkę zatrzymał się i podpatrywał, jak mrówki w trawie spacerują i noszą igiełki sosny na budowę  swojego domku. 
Pod krzewami dojrzał coś fioletowego, co mieniło się w słoneczku. Kaczorek dziobem próbuje to zerwać. 
- Kaczorku Niesforku, to fiołki - jedne z pierwszych kwiatków wiosny. Nie wolno ich zrywać – upomniała go kaczka sąsiadka.
- Ale ja chciałem tylko spróbować, jak one smakują – speszył się malec.
- Przepraszam, rozumiem, nie będę niszczył kwiatuszków. Trawka jest smaczniejsza – i zaczął ją skubać.
Gdy najadł się, powędrował dalej. Dotarł do wierzby na przeciwnym brzegu stawu. Spojrzał wysoko na gałęzie. Gołąbek Tęczowe Skrzydełko skakał z gałązki na gałązkę. 
- On to ma dobrze – pomyślał –  Może dokładnie obejrzeć zielone pączki na gałązkach drzew.
Tymczasem zatroskana mama kaczka usiadła na kamieniu i wypatruje, gdzie podział się jej synek Kaczorek Niesforek. W stawie bawiło się stadko przyjaciół kaczorka, ale synka nie widać. Spostrzegła go nad stawem, ale po drugiej stronie. Pilnie przyglądała się, co też malec próbuje zrobić. 
- Przecież on chce wejść na drzewo – wyszeptała. 
- Czy kaczorkowi to się uda? – dodała po chwili.
- Kotek Miauczek, owszem, rach ciach i już może być na gałęzi, ale kaczy ród nie słyszał jeszcze o kaczce wędrującej po gałęziach drzew – pomyślała.
A Kaczorek Niesforek uparł się i podąża w stronę kolejnego pnia drzewa. Próba wdrapania się na drzewo znowu się nie powiodła. Łapki nie mają tak ostrych pazurków jak kotek. Kaczorek był bardzo uparty. Tak długo próbował wejść na któreś z drzew, aż się zmęczył. W końcu usiadł pod jednym
z nich i zasnął.
I śni, że siedzi na drzewie i widzi małe pączki listków. A pod drzewem zatroskana mama i kaczki sąsiadki lamentują: 
- Co też takiego ten Kaczorek Niesforek nawyczyniał. 
- Spadnie! 
- Połamie sobie łapki! Jak będzie chodził? 
- Oj synku, synku, martwię się o ciebie – zatroskała się mama. 
Nagle plusk i Kaczorek Niesforek wpadł do stawu. Dobrze, że umiał pływać. 
W tym momencie obudził się. To mama dziobkiem głaskała jego piórka. Tak mu było miło
i cieplutko. Kaczorek przytulił się do mamy jeszcze bardziej i poczuł, jak mocno bije jej serduszko. Ciekawe dlaczego? Powiedzcie dzieci.

wtorek, 16 września 2014

zakrętkowe zwierzaki cz. II


Witamy w drugim tygodniu ZAKRĘTKOWEGO CYKLU

W poprzednim tygodniu z zakrętek powstały:

Bohaterami w tym tygodniu są: RYBKA i PAJĄK:)

sobota, 13 września 2014

Kolejarz

rys. Felicjan*

Dziś w cyklu ZAWODY przedstawiamy Wam kolejarza. Jeśli tak samo jak nasz mały Maciek macie wątpliwości, kim jest kolejarz, koniecznie przeczytajcie nasz wierszyk. Wszystkie wątpliwości rozwiejemy!

"Kolejarz"

Usłyszał Maciek, że dziś Dzień Kolejarza.
Raz w roku takie święto się zdarza.
Lecz trapiło odrobinę małego Macieja,
Kim to właściwie jest ten kolejarz?

Czy to jest konduktor, co bilety kontroluje?
A może to ten pan, który pociągiem kieruje?
Może to jest ta pani sprzedająca w kasie bilety?
Myślał, lecz rozwiązania nie znalazł niestety.

Zastanawiał się długo, w książkach się zaczytał,
Aż poszedł do kuchni i po prostu mamę zapytał.
Mama na wszystko odpowiedź zawsze znajduje,
Coś pewnie wymyśli jeszcze zanim obiad ugotuje.

Gdy mama usłyszała, co trapi małego Macieja,
Odpowiedziała: w wujku Stefanie nasza nadzieja.
Po czym do wujka szybko w tej sprawie zadzwoniła.
W piątek rano po śniadaniu z wujkiem ich umówiła.

Doczekać się Maciek spotkania nie mógł straszliwie,
Odliczał kolejno dni bardzo niecierpliwie.
Aż wreszcie w piątek rano obudził się niespodzianie,
I pobiegł prędko do mamy na szybkie śniadanie.

Maciek nie wiedział, gdzie właściwie wuj Stefan pracuje.
Słyszał tylko, że jest dyrektorem i czymś ważnym kieruje.
Wszystko się wyjaśniło, gdy w końcu na miejsce dojechali.
I swój samochód pod Muzeum Kolejnictwa zaparkowali.

Wuj Stefan, jak się okazało, o kolejarzach wszystko wiedział.
Oprowadził ich po muzeum i wiele im opowiedział.
I teraz wie już Maciek, kim jest kolejarz i opowie wszystkim,
Że to każda osoba, która zajmuje się kolejnictwem.

* Zamieszczona powyżej ilustracja autorstwa Felicjana została uprzednio wykorzystana przy bajce pod tytułem - "Olek i lokomotywa", na którą serdecznie Was zapraszamy - KLIK.

czwartek, 11 września 2014

Wakacyjne wspomnienia

rys. Olga*

Znów rozpoczęła się szkoła i skończyły się wakacje. Nadchodzi jesień, a za nią zaraz przyczłapie zima... Po naszych wolnych dniach pozostaną jedynie wspomnienia. Piękne wspomnienia :) Co najchętniej wspominacie z tegorocznych wakacji? Podzielcie się z nami w komentarzach!
Dzisiejszy wierszyk, pełen wakacyjnych wspomnień, nadesłała do Bajecznej Fabryki Iwona Pietrucha - Dziękujemy!**

"Wakacyjne wspomnienia"

Kiedy za oknem zimno i deszcz,
Kiedy już jesień świat cały zmienia,
Zanurzam się wśród zdjęć
Na wakacyjne wspomnienia.

Kiedy za oknem zimno i deszcz,
Lato nad morzem mi się marzy.
Tak miło w słońcu wygrzewać się
Na skrzącej się piaskiem plaży.

Albo hen w góry z plecakiem iść,
Zabrać ze sobą śpiwór z namiotem.
Gdzieś na polanie z ptakami spać,
Nie myśleć o tym, co będzie potem.

W lesie odpocząć od myśli złych.
Z dala od zgiełku, ludzi, hałasu.
Nie mieć zegarka, bo przecież wiem -
Szczęśliwi nie liczą czasu.

Rzeka, jezioro, łąka czy park…
Mogłabym długo wymieniać.
Kiedy za oknem zimno i deszcz,
Pozostają  mi wakacyjne wspomnienia.

* Zamieszczona powyżej ilustracja autorstwa Olgi została uprzednio wykorzystana przy bajce pod tytułem - "Zabawy na plaży" (jednej z części zeszłorocznego, wakacyjnego cyklu - Wakacyjny czwartek z Olą), na którą serdecznie Was zapraszamy - KLIK.
** Opublikowany w dniu dzisiejszym utwór został przygotowany przez wyżej wymienioną autorkę na konkurs zorganizowany przez Wychowanie w Przedszkolu. 

wtorek, 9 września 2014

Dach nad głową

rys. Olek (10 lat)

Pewnie wszyscy znacie to tradycyjne powiedzenie - "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej" lub "Nie ma to jak w domu". Mając dom, czujemy się szczęśliwi i bezpieczni. A co, gdy tego domu nie ma? Myszka Celinka nie miała domu i cały czas płakała z tego powodu. Dopiero spotkanie nowego przyjaciela odmieniło jej los. Przeczytajcie dzisiejsze opowiadanie, a dowiecie się, czy Celinka znalazła swoje miejsce na ziemi.

"Dach nad głową

Ślimak Henryk uwielbiał podróże. Każdego dnia sunął przed siebie. Nigdy nie musiał martwić się o dach nad głową, kawałek suchej podłogi, czy miejsce do odpoczynku. Henryk w każdą podróż zabierał ze sobą swój dom - skorupę w kolorze zielonych oliwek. Czasami skorupa nieco ciążyła Henrykowi - szczególnie w trakcie upałów, jednak zawsze cieszył się, że jego dom jest tak blisko.
W trakcie jednej z dalekich wypraw Henryk spotkał małą myszkę Celinkę. Celinka była bardzo smutną myszką, która siedziała na kamieniu i cichutko szlochała. ślimak podszedł do niej i zapytał:
- Myszko, dlaczego płaczesz?
Myszka podkuliła ogon i uciekła na sąsiedni kamień. ślimak nie dawał za wygraną. Podszedł do myszki i zapytał ponownie:
- Myszko, dlaczego płaczesz? 
Myszka popatrzyła na ślimaka oczami pełnymi łez i odpowiedziała tak cichutko, że ślimak ledwie mógł usłyszeć jej odpowiedź:
- Płaczę, bo od dawna nie mam domu.
- Jak to możliwe, że nie masz domu? - ślimak Henryk nie mógł uwierzyć w to co powiedziała myszka. Jego zdziwienie było ogromne, gdyż dotychczas nie poznał nikogo kto nie miałby domu. Nie czekając na odpowiedź myszki powiedział:
- Nie martw się, koleżanko. Do wieczora znajdziemy Ci dom.
Myszka spojrzała na Henryka, ocierając łzy. 
- Ale jak chcesz to zrobić? Szukam domu już od wielu dni i ciągle nie mogę go znaleźć - myszka nie dowierzała w zapewnienia ślimaka.
- Przecież każdy musi mieć dom. Spójrz tylko na mnie. Ja swój dom noszę wszędzie ze sobą.
Celinka przyjrzała się muszli Henryka i uśmiechnęła się niepewnie:
- Możemy spróbować. Nie mam przecież nic do stracenia.
Henryk ucieszył się widząc uśmiech myszki i wtedy wpadł mu do głowy jeszcze jeden pomysł. Nie mógł uwierzyć, że nie wpadł na to wcześniej. Przecież myszka mogła zamieszkać razem z nim w skorupie. Już chciał o swoim pomyśle powiedzieć Celince, wtem zdał sobie sprawę, że jego domek nie ma dodatkowych drzwi, którymi myszka mogłaby wejść do środka. To odkrycie bardzo go zmartwiło. Po namyśle Henryk stwierdził, że skoro Celinka nie może zamieszkać w jego muszli to muszą czym prędzej rozpocząć poszukiwania. Już po chwili pełni zapału wędrowali w poszukiwaniu mysiego domu. Zaglądali pod każdy kamień, szukając ukrytego wejścia do opuszczonej mysiej norki. Bez rezultatu. Wszystkie norki były zamieszkałe i nie było miejsca dla małej Celinki. Zbliżała się noc i zaczęło się już ściemniać. Celince minął entuzjazm, mała myszka czuła, że kolejne poszukiwania domu dla niej nie zakończą się sukcesem. 
Była już bardzo zmęczona, więc poprosiła Henryka by zatrzymali się na chwilę i odpoczęli. Ślimak zauważył, że Celinka znowu ma oczy pełne łez. Wtedy jednak zobaczył, że w oddali widać młyn. Pokazał swoje odkrycie Celince i w myszkę wstąpiły nowe siły. Gdy przyjaciele doszli do młyna na dworze było już całkiem ciemno. Zmęczeni usiedli podziwiając budynek. Młyn był ogromny. ślimakowi i myszce wydawało się, że jego dach dotykał nieba. Wtem otaczającą ich ciemność rozświetliły cztery pary błyszczących oczu oraz szorstki głos:
- Kim jesteście i czego szukacie w naszym młynie?
ślimak ze strachu schował się na chwilę do skorupy, a po chwili wystawił z niej jedynie głowę. Celinka schowała się za skorupę swojego przyjaciela, licząc, że tubylcy jej nie zauważą.
- Szukamy domu - powiedział cicho Henryk.
Tubylcy otworzyli szerzej oczy, zaś koło zwierząt zrobiło się jasno. ślimak zauważył, że jego rozmówcami są cztery polne myszki. 
- Szukamy domu dla mojej towarzyszki - kontynuował, a po chwili dodał - Celinko, podejdź proszę do mnie. Celinka nieśmiało wyszła z ukrycia. Cztery polne myszki podeszły do niej i powiedziały chórem:
- Jeżeli nie masz domu to możesz u nas zamieszkać. 
A po chwili jedna z nich dodała:
- Teraz noce są chłodne. Będzie Ci u nas ciepło. 
Celinka nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Czyżby jej poszukiwania po wielu dniach miały dobiec końca? Celinka nieśmiało powiedziała:
- Będę bardzo szczęśliwa mogąc z Wami zostać.
Cztery polne myszki podbiegły do Celinki i mocno ją uściskały.
Widząc to Henryk uśmiechnął się szeroko i ruszył w dalszą podróż. Tej nocy ślimak Henryk zasypiał w swojej muszli bardzo szczęśliwy, bo myszka Celinka też miała swój dom. 
Morał dzisiejszej historii jest taki, że każdy powinien mieć swoje magiczne miejsce - swój dom. 

niedziela, 7 września 2014

zakrętkowe zwierzaki cz.I


Otwieramy ZAKRĘTKOWY CYKL w ramach którego będziemy pokazywać Wam, jak z zakrętek 
(np. po mleku, soku, wodzie) można zrobić zwierzaki.
W każdym tygodniu przedstawimy 2 różne zwierzątka (w sumie będzie ich 8).
To prosta zabawa do której zapraszamy dzieci w każdym wieku. Jedyną trudnością może być wycinanie małych elementów z papieru dlatego pomoc rodziców będzie również mile widziana:)

Bohaterami w tym tygodniu są: KURCZAK i ŻABA:)







piątek, 5 września 2014

Latawiec

rys. Roksana

Dzisiejszy rymowany wierszyk opowiada o losach pewnego latawca. Latawca, który uciekł w przestworza od niedobrego właściciela, poszukując całkiem nowego ciepłego domu. Czy mu się to udało? Czy odnalazł swoje szczęście? Przeczytajcie, a wszystkiego się dowiecie! 

"Latawiec"

W dzień pewien szary, bury, ponury,
Uniósł się latawiec wysoko do góry.

Minął ptaki i cztery pierzaste chmury,
Poleciał wysoko, hen za lasy i góry!

Uciekał od chłopca, co go źle traktował.
Zrobił w nim dziury i brzydko pomalował.

Chciał zaznać szczęścia i odrobiny radości,
A także poczuć smak podniebnej wolności.

Leciał nad morzem, jeziorem i wielką rzeką.
Zaleciał do kraju leżącego bardzo daleko.

Wtem zerwał się wiatr nagły i porywisty,
Latawiec się przeraził, bo wleciał w las cienisty.

Na skraju tego lasu stał maleńki, ładny domek.
W domku tym z rodzicami mieszkał grzeczny Tomek.

Obok domku rósł dąb rozłożysty i powykrzywiany.
Powiew wiatru zaczepił latawiec o jego konary.

Zauważył to Tomek i z domku wybiegł jak z procy.
Latawiec był wysoko, zawołał więc tatę do pomocy.

Tata długą drabinę wziął z garażu.
Latawiec trafił w dłonie chłopca od razu.

A że był już w naprawdę kiepskim stanie,
Wziął się Tomek od razu za wielkie naprawianie.

Po kilku godzinach naprawy z pomocą mamy i taty,
Można było podziwiać wspaniałe rezultaty.

Wzbił się latawiec w niebo i pięknie zaprezentował.
Tomek na nim kolorowego smoka namalował.

Z radością do rąk chłopca po locie powrócił.
Z takim przyjacielem już nigdy nie będzie się smucił.

środa, 3 września 2014

Mrówkojad Egon


rys. Franek /5 lat/

Czy przyjaźń mrówki z mrówkojadem jest w ogóle możliwa? Często wydaje nam się, że są na tym świecie rzeczy niemożliwe - tak, jak przyjaźń mrówki z mrówkojadem. Ale czasem zdarzają się wyjątki i nawet mrówka może znaleźć przyjaciela w mrówkojadzie :) Przeczytajcie dzisiejszą bajkę i pamiętajcie, że wszystko jest możliwe, jeśli się tylko mocno tego pragnie!

"Mrówkojad Egon" 

W upalnym Meksyku wśród zielonych traw znajdowało się mrowisko zbudowane przez czarne mrówki. Owady godzinami krążyły wśród traw, szukając pożywienia. Czasami, ze względu na panujący upał, poszukiwanie jedzenia było dla mrówek prawdziwym wyzwaniem. Jednak jak wiadomo mrówki są bardzo pracowite, więc poruszały się bez wytchnienia.
Pewnego dnia jedna z młodszych mrówek w mrowisku, imieniem Pedro, tak skupiła się na poszukiwaniach, że zabłądziła wśród traw. Kilkugodzinne poszukiwania mrowiska nie dały żadnego rezultatu. Zrezygnowany owad wdrapał się na wysokie źdźbło trawy, wypatrując własnego domu. Z radością odkrył, że mrowisko jest niedaleko. Mrówka, schodząc z wysokiego źdźbła trawy, zerknęła w kierunku domu i odkryła, że w stronę mrowiska podąża bardzo dziwny zwierz. Pedro ruszył w stronę domu, biegł najszybciej jak tylko potrafił. Mała mrówka była bardzo przestraszona. Nie wiedziała, co to za zwierzę podąża w kierunku mrowiska, ale miała przeczucie, że nie wyniknie z tego nic dobrego. Gdy Pedro wbiegł na polanę, na której znajdowało się mrowisko z przerażeniem stwierdził, że ów dziwny zwierz jest już u celu. Wystraszona mrówka przystanęła na moment i ze zdziwieniem patrzyła jak zwierzę siada koło mrowiska przyglądając mu się z zaciekawieniem. Pedro dostrzegł, że zwierzę oblizuje się co jakiś czas, prezentując swój bardzo długi język. Wystraszona mrówka nie bacząc na niebezpieczeństwo ruszyła w stronę mrowiska, by ostrzec swoich braci. Mała mrówka już myślała, że uda jej się przebiec niezauważenie obok zwierza, gdy wtem z przerażeniem stwierdziła, że jest obserwowana. Pedro stanął i trzęsąc się ze strachu próbował coś powiedzieć. Jednak przerażenie sprawiło, że nie mógł wydobyć słowa. Nagle wielki zwierz odezwał się:
- Cześć. Pobawisz się ze mną?
Pedro spojrzał w lewo, następnie w prawo, a chwilę później zerknął za siebie. Poza nim i zwierzem nikogo innego nie było na polanie.
- Pobawię się z Tobą, ale nie rób krzywdy moim braciom.
- Nie miałem zamiaru robić im krzywdy. Po prostu szukam towarzysza zabaw.
Mała mrówka uspokoiła się nieco i podeszła bliżej do zwierzaka siedzącego przed nią.
- Zanim zaczniemy wspólną zabawę musisz powiedzieć mi, jak się nazywasz?
- Nazywam się Egon i jestem... mrówkojadem.
Na dźwięk słowa "mrówkojad" Pedro ponownie zaczął się trząść ze strachu.
- Nie bój się. Nie zrobię Ci krzywdy. Nigdy nie skrzywdziłem żadnej mrówki - Egon chciał przekonać Pedra o swoich przyjaznych zamiarach. - Owszem, moi bracia polują na mrówki i termity - kontynuował mrówkojad - ale ja wolę owoce i właśnie nimi karmi mnie moja mama.
Pedro mimo zapewnień swojego nowego znajomego czuł się nieco niekomfortowo. Postanowił jednak zadbać o bezpieczeństwo swoich braci i podejmując wielkie ryzyko - rozpocząć zabawę z mrówkojadem.
Wbrew wcześniejszym obawom Pedro świetnie bawił się z Egonem. Najfajniejsze było zjeżdżanie po długim nosie mrówkojada. Również podnoszenie przez Egona okazało się bardzo zabawne. W pewnym momencie mrówka stwierdziła, że zrobiło się już bardzo późno i musi wracać do mrowiska. Pedro z żalem pożegnał się z mrówkojadem. Następnego dnia mrówkojad czekał niedaleko mrowiska na swego przyjaciela, licząc na dzień pełen zabaw. Od tego dnia Pedro każdą wolną od pracy chwilę spędzał z Egonem. Pozostałe mrówki również przekonały się do jego obecności i traktowały go jak członka dużej mrówczej rodziny. Owady były pewne, że żaden inny mrówkojad nie zbliży się do nich i ich domu, gdyż Egon - ich przyjaciel - stał na straży ich bezpieczeństwa. 

poniedziałek, 1 września 2014

Pierwsze chwile w szkole

Kto z Was, drodzy Poczytnicy, jest leworęczny? Pewnie jest Was trochę wśród nas :) Jeśli kiedykolwiek spotkaliście się z sytuacją w jakiej znaleźli się Piotruś i Filip, to opowiedzcie nam o nich w komentarzach pod bajką. Podzielcie się z nami, jak sobie poradziliście. Drodzy Praworęczni, pamiętajcie! Leworęczność to wyjątkowy dar, nie defekt.

rys. Rakothka 

"Pierwsze chwile w szkole"

Wrzesień tego roku był inny od dotychczasowych. Piotruś pierwszego dnia tego miesiąca zastał na krześle białą koszulę, czarne spodnie i czarną muszkę. Wystrojony udał się z mamą do budynku, o którym słyszał od kilku miesięcy. Po uroczystym apelu dzieci przeszły z panią do klasy z napisem IA. W ławce przypadło mu siedzieć ze śmiesznym, piegowatym chłopcem o imieniu Filip. Piotruś nie był z tego zadowolony, gdyż miał nadzieję, że będzie siedział ze swoim najlepszym kolegą - Karolem. W dodatku już drugiego dnia szkoły okazało się, że Filip trzyma kredkę w lewej ręce! Piotruś przyglądał mu się kilka minut, zastanawiając się, jakim cudem chłopiec jest w stanie cokolwiek lewą kredką narysować. Po przyjściu ze szkoły przystąpił do prób. Jego podejrzenia potwierdziły się, lewą ręką nie był w stanie narysować nawet jednej prostej kreski. Następnego dnia w szkole, jakby jakiś diabełek wskoczył w Piotrusia. Zaczął naśmiewać się z Filipa, że jest jakimś mutantem i że tą lewą ręką to na pewno się nie nauczy pisać. Filipowi było bardzo przykro. Zwłaszcza, że inne dzieci uwierzyły Piotrusiowi i nikt nie chciał się z nim bawić na przerwie. Po powrocie do domu Piotruś był bardzo zmęczony. Nawet nie zauważył, gdy zasnął w trakcie rysowania szlaczków zadanych przez panią na zadanie domowe. Następnego dnia obudził się w swoim łóżku i przypomniał sobie o przerwanych szlaczkach. Pospiesznie nakreślił pozostałe zawijasy i zygzaki, spakował zeszyt i ruszył do szkoły. Kiedy przekroczył drzwi swojej klasy i usiadł w ławce poczuł, że wszystkie dzieci jakoś dziwnie się na niego patrzą. Na środek wyszła Agatka, najlepsza uczennica w klasie, rozejrzała się dookoła, upewniwszy się, że wszyscy słuchają, a potem wbiła wzrok w Piotrusia i wyrecytowała:

Oto przed Wami chłopiec głupawy.
Nie nadaje się do żadnej zabawy.
Ręki prawej do pisania używa.
Ten mutant Piotruś się nazywa!!!

Słysząc wierszyk wszystkie dzieci wybuchnęły śmiechem. Jedynie Piotrusiowi, który zrobił się czerwony jak burak, nie było do śmiechu. Próbował tłumaczyć, że nie jest mutantem, jednak nikt nie chciał go słuchać. Dzieci otoczyły go z każdej strony, naśmiewając się z jego odmienności. Wszystkie do pisania używały lewej ręki. Zresztą nie tylko do pisania. Rzucały, jadły i podawały sobie na powitanie zawsze tylko lewą rękę. Tylko Piotruś używał prawej. Chłopiec chciał uciec, wydostać się ze szkoły za wszelką cenę. Zaczął krzyczeć, ta sytuacja była dla niego nie do zniesienia. Mocno zacisnął oczy. Chciał zniknąć, zapaść się pod ziemię. Nagle poczuł, że gdzieś spada. Poczuł, że jest na twardym podłożu... otworzył oczy i ujrzał swój pokój. Piotruś odetchnął głęboko - to był tylko zły sen. Jednak ten koszmar uświadomił mu, jak bardzo krzywdzące były jego oskarżenia. Przecież Filip jest takim samym chłopcem jak on, a nie żadnym mutantem. Piotruś zdecydował, że następnego dnia zaraz po przyjściu do szkoły przeprosi swojego kolegę z ławki. Całą drogę do szkoły układał w głowie scenariusz rozmowy z Filipem. Jego rozmyślania przerwało ciche "cześć", które wypowiedział idący obok niego Filip. Piotruś nabrał powietrza w płuca i jednym tchem wyrecytował:
- Filip! Ja chciałem Cię przeprosić za moje głupie zachowanie. Nie powinienem był się naśmiewać z tego, że jesteś leworęczny! Wybacz mi...
- Wiesz Piotrku, bardzo się ucieszyłem, że siedzimy razem w ławce. Miałem nadzieję, że zostaniemy dobrymi przyjaciółmi - Filip mówił bardzo cicho - ale swoimi słowami sprawiłeś mi wielką przykrość.
- Nie wiem jak Cię przeprosić. Wiem, że nie jesteś żadnym mutantem - Piotruś nadal przepraszał kolegę.
Chłopcy szli w milczeniu do szkoły. Pierwsze dwie przerwy również milczeli i unikali się. Na trzeciej lekcji Filip przysunął się bliżej Piotrusia i szepnął mu na ucho - "Może zagramy w piłkę po szkole?". Piotruś z radości wykrzyknął na głos "Tak!", zapominając, że na lekcji obowiązuje cisza. Wszyscy uczniowie spojrzeli na Piotrusia zdziwieni jego zachowaniem, ale chłopiec i jego sąsiad z ławki śmiali się z tej sytuacji, nie zwracając uwagi na pozostałych uczniów. Od tego dnia Filip i Piotruś byli nierozłączni. Piotruś pilnował, by w szkolnej ławce Filip siadał po lewej stronie, zaś on po prawej. Dzięki temu podczas rysowania i pisania ich łokcie nie przeszkadzały sobie. Chłopcy cieszyli się, że się uzupełniają. Ta "lekcja" stała się dla Piotrusia początkiem długoletniej przyjaźni z Filipem.