piątek, 31 października 2014

Labirynt ze snu

rys. Rakothka (KLIK)

Kto z nas nie lubi bajek o smokach? Chyba nikt ;) Smoki z bajek są czasem przerażające, często śmieszne lub fajtłapowate, innym razem dostojne i urocze, a jeszcze innym razem biedne i zagubione. ZAWSZE są jednak tak samo fascynujące! Asia poznała smoki :) W jakich to było okolicznościach? Skąd się wzięły smoki i czy Asia się ich nie bała? Dowiecie się tego, czytając naszą dzisiejszą bajkę. Zapraszamy!

"Labirynt ze snu"

Siedmioletnia Asia kładła się do snu. W świetle nocnej lampki wysłuchała opowieści taty o groźnym i niebezpiecznym smoku, który porwał królewnę Jadzię. Bajka skończyła się szczęśliwie dla Jadzi. Tata zgasił lampkę, pogłaskał córkę po głowie i wyszedł z pokoju. Asia leżała kilka minut, starając się zasnąć. Wtem pokój dziewczynki zaczął się wypełniać mgłą. Asia wyszła spod kołdry i brodząc w gęstej mgle udała się w kierunku kuchni, szukając jej źródła. W pierwszej chwili pomyślała, że mama upiekła ciasto, które się przypaliło i w efekcie z piekarnika wydobywa się dym. Kuchnia była jednak ciemna, a piekarnik wyłączony. Asia, nie mogąc dosięgnąć do włącznika światła, otworzyła lodówkę, oświetlając ciemną kuchnię. Uwagę dziewczynki przykuły zielone drzwi, które w niewyjaśnionych okolicznościach pojawiły się między stołem a krzesłem. Niewielkie drzwi były drewniane i pokryte zieloną farbą. Nacisnęła na ciężką klamkę i otworzyły się. Za drzwiami było szaro i dziewczynka nic nie mogła zobaczyć. Postanowiła, że przekroczy ich próg choć na jeden krok, żeby zobaczyć, co kryją za sobą. Asia po omacku weszła w głąb pomieszczenia, kryjącego się za tajemniczymi drzwiami. Pomieszczenie pokryte było miękkim materiałem. Dziewczynka, szukając włącznika światła, wpadła w tunel i zaczęła szybko zjeżdżać, jak na zjeżdżalni, na dół. Światła w jednej chwili zapaliły się, a Asia spostrzegła, że zjeżdża po miękkiej ściance tuby pokrytej różowym pluszem. Kiedy wypadła z tuby, okazało się, że znalazła się na rozświetlonej słońcem, zielonej łące. Wylądowała na miękkiej stercie skoszonej trawy, więc się nie poobijała. Rozejrzała się dookoła i natrafiła na czyjś wzrok. Przed nią stał człowieczek, mniej więcej metrowej wysokości. Z bujnej brody wyciągnął kłębek błyszczącej, złotej wełny i zwrócił się do Asi tymi słowami:

Ktokolwiek zawita do naszej krainy.
Obojętnie z jakiej to przyczyny.
Ten musi naszą zabawę polubić.
Wejść do labiryntu i się nie zgubić!

Asia zatrzepotała rzęsami, licząc na to, że skrzat zaraz wyjaśni jej dokładnie wszystkie szczegóły nietypowej zabawy. Po skrzacie nie było jednak śladu, rozpłynął się w mgnieniu oka. Dziewczynka stała przed bramą otwierającą labirynt. Wokół niej nie było nikogo, natomiast przed nią malował się tunel stworzony przez gałęzie zielonych krzewów. Wystarczyło, że Asia przekroczyła linię "startu", a między listkami krzewów wyrosły w jednej chwili kolorowe i wspaniale pachnące kwiaty. Ponad głową dziewczynki szybowały wspaniale ubarwione ptaki i tęczowe motyle. Zerwał się wiatr, szepcząc dziewczynce do ucha:

Jestem wiatrem, co po labiryncie hula.
Szumię do ucha, niczym pszczoły z ula.
Wsłuchaj się, jak wsłuchało się wielu,
A poprowadzę cię do upragnionego celu.

Asia, słysząc te szepty, upuściła kłębek wełny na trawę. Motek złotej wełny potoczył się do przodu popychany przez powiewy wiatru. Dziewczynka pobiegła za kłębkiem. Złoty przewodnik prowadził ją ku nieznanemu. Asia z wypiekami na buzi zastanawiała się, co znajdzie na mecie. Nagle za zakrętem ujrzała wielkiego smoka. Nie był to taki zwykły smok. Cały umorusany był czekoladą i kawałkami ciasteczek oraz cukierków. Przed nim leżały: miecz, łuk i strzały, i wielka szczotka do zębów. Smok odezwał się:

Pójść dalej w drogę wolno możesz,
Lecz pod warunkiem, że mi pomożesz.
Zasnąć nie mogę, martwię się szalenie.
Pomóż mi pokonać moje zmartwienie.

Dziewczynka przybliżyła się do smoka, a ten szepnął jej do ucha:

Podpowiem ci, że jestem zębowym smokiem.
Zasnę spokojnie i wstanę z nowym rokiem.

Asia podeszła jeszcze bliżej smoka. Podniosła olbrzymią szczotkę do zębów. W tym momencie podbiegł do dziewczynki mały bóbr z tubką pasty do zębów. Asia wycisnęła na szczotkę pastę i podała ją zdziwionemu smokowi. Potwór otworzył paszczę i naśladując ruchy dziewczynki wyszorował wszystkie zęby. Złapał łapą najciemniejszy obłok i wycisnął z niego wodę, wypłukując usta z pasty. Uśmiechnął się do wybawczyni, prezentując śnieżnobiały uśmiech. Pomachał na pożegnanie i rozpłynął się w powietrzu.
Dziewczynka ruszyła w dalszą drogę. Nagle weszła do szerszego korytarza. Całe pomieszczenie usłane było porozrzucanymi wszędzie zabawkami. Przy jednej ścianie stały wielkie puste wiklinowe kosze. Na środku siedział kolejny smok. Był czysty, ale zalewał się łzami. Kiedy zobaczył Asię przestał płakać i zaryczał:

Nie przejdziesz dalej ani o krok.
To mówię ja – bardzo zły smok!
Nie puszczę cię w dalszą drogę,
Bo jestem zły, że zasnąć nie mogę!

Asia przypomniała sobie słowa mamy: "Zawsze odkładaj zabawki na miejsce, bez zbędnego wysiłku zapanuje porządek w twoim pokoju." Dziewczynka włożyła kilka zabawek do koszyka, a chwilę później smok zrobił to samo. W mig zapanował porządek. Smok pomachał dziewczynce i rozpłynął się w powietrzu. Ruszyła w dalszą drogę, śledząc wzrokiem kłębek wełny i wsłuchując się w szum wiatru. Wiatr zaśpiewał jej do ucha:

Wspaniale dałaś sobie radę.
Czas kończyć naszą zabawę.
Pamiętaj, co ci się tu przytrafiło.
W ładzie i porządku zasypia się miło.
A kto swe ząbki ładnie szoruje.
Ten zdrowy sen sobie gwarantuje!

Wokół stóp dziewczynki pojawiła się ponownie mgła, która z sekundy na sekundę zagęszczała się. Po chwili Asia nie wiedziała, gdzie się znajduje. Wystawiła do przodu ręce, by uchronić się przed zderzeniem z przeszkodą. Nagle na buzi dziewczynki pojawił się uśmiech. Asia wyczuła ramę swojego łóżka. Dziewczynka wiedziała, że dotarła do celu. Wdrapała się do łóżka i zasnęła. 

wtorek, 28 października 2014

Wróżka Michalinka

rys. Rakothka (KLIK)

Czy zastanawialiście się kiedyś, co jest największym źródłem radości i ciepła? Jak wyglądałaby kraina pozbawiona tego źródła? I jak zachowywaliby się jej mieszkańcy? Na wszystkie te pytania odpowie dziś Michalinka, która taką krainę odwiedziła i uwaga, uwaga... uratowała! :)

"Wróżka Michalinka"

Pewnego wieczoru Michalinka, leżąc pod ciepłą kołdrą, słuchała wiatru szumiącego za oknem. Szum mieszał się z szelestem liści, a do uszu dziewczynki dobiegł głos:

Gdzieś daleko, za wysokimi górami,
Głębokimi morzami i zielonymi lasami,
Prawie już na świata samym końcu,
Jest kraina, która marzy o ciepłym słońcu.
Ludzie tam marzną i żyją w ciemności,
Bez słońca nie mają żadnej roślinności.

Michalinka przez chwilę zastanawiała się nad tym, co usłyszała. Po namyśle stwierdziła, że opisana przez głos kraina nie może istnieć naprawdę, bo jej mieszkańcy musieliby być bardzo, ale to bardzo nieszczęśliwi. Z tą myślą dziewczynka zasnęła i śniło jej się, że jest wróżką. Kiedy stuknęła czarodziejską różdżką w oparcie łóżka, ono uniosło się i niesione tajemniczą siłą wprost wypłynęło przez okno. Dookoła było ciemno i tylko światła miejskich latarni rozświetlały mrok. Początkowo wróżka Michalinka próbowała sterować magicznym łóżkiem, lecz po chwili zorientowała się, że nie ma żadnego wpływu na kierunek, w którym leci. Fakt ten nieco dziewczynkę zaniepokoił, gdyż zdawała sobie sprawę, że z każdą chwilą coraz bardziej oddala się od domu. Dopóki jednak znajdowała się w swoim łóżku czuła się bezpieczna, więc postanowiła przekonać się, jaki jest cel tego nocnego "lotu". Wpatrywała się w dal, ale spokojne kołysanie łóżka sprawiło, że powieki zaczęły się stawać coraz cięższe. Michalince zdawało się, że zamknęła je tylko na chwilę, a kiedy je znowu otworzyła zobaczyła wokół siebie mgłę. Poczuła też, iż łóżko zaczyna opadać spokojnie w dół. Zaciekawiona usiadła i rozejrzała się dookoła. Nigdzie nie było widać słońca. Michalinka zastanowiła się przez moment i przypomniała sobie o wierszyku, który opowiadał szumiący wiatr.
"Czyżbym trafiła do tej smutnej krainy, której mieszkańcy nie znają roślin?", pomyślała.
Dziewczynka rozejrzała się dookoła. Tak, jak w słowach wierszyka, nigdzie nie było roślin. Było szaro, wręcz ciemno. W oddali zobaczyła kilka postaci, które po chwili zbliżyły się do niej i okazały się być mieszkańcami ponurej krainy. Michalinka podeszła do nich i uśmiechnęła się szeroko, mówiąc:
- Cześć. Mam na imię Michalina. A Wy?
- Tomek - wymruczał ponury chłopiec - Jesteś tu obca?
Michalinkę bardzo zdziwiła postawa chłopca, lecz mimo to nie przestawała się uśmiechać.
- Ja jestem Zosia - przedstawiła się mała dziewczynka, która do tej pory chowała się za plecami Tomka - Coś dziwnego stało się Twojej twarzy.
Michalinka była tym dość zdziwiona, więc zapytała:
- Co jest nie tak z moją twarzą?
- No... jest tak dziwnie wykrzywiona.
- Przecież ja się uśmiecham - odparła radośnie Michalina.
- Co robisz? - wykrzyknęły równocześnie dzieci.
Michalina otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Wyglądało na to, że nie tylko kraina była ponura, również ludzie ją zamieszkujący nie byli w najlepszym nastroju. Dziewczynka wiedziała, że musi im jakoś pomóc, jednak nie miała żadnego pomysłu. Wtedy usłyszała znajomy głos:

Pomyśl! Co szarość i smutek pokona?
Do walki z nimi jesteś wyposażona!
Spójrz do twej koszuli nocnej kieszeni,
Tam masz coś, co losy tej krainy odmieni.

Dziewczynka szybko włożyła rękę do prawej kieszeni koszuli. Jednak pomimo, iż szukała dokładnie, nic w niej nie znalazła. Już miała pomyśleć, że tym razem głos się pomylił, gdy postanowiła sprawdzić zawartość lewej kieszeni. Ku swemu zdziwieniu wyczuła w niej coś małego. Wyjęła tajemniczy przedmiot i okazało się, że była to żółta kredka. Bił od niej wspaniały blask. Tomek i Zosia z zaciekawieniem przyglądali się kredce. Jak się okazało nigdy nie widzieli żółtego koloru. Michalinka nie wiedziała, co robić. W jaki sposób ma odmienić los ponurej krainy przy pomocy małej kredki...
Wciąż ściskając w dłoni kredkę, zatoczyła ręką krąg, mówiąc:
- Naprawdę nie wiem, jak mam to zrobić. Jak uratować waszą krainę?
I wtedy oczom zdziwionych dzieci ukazała się żółta kreska. Przebiegała dokładnie w tym miejscu, w którym Michalinka machnęła ręką. Po chwili Michalinka znowu poruszyła ręką i tak powstała druga kreska. Chociaż kreski nie były duże, bił od nich wielki blask, a dookoła zrobiło się jaśniej. Wtedy dziewczynka uświadomiła sobie, że trzyma w ręce magiczną kredkę. Pomyślała też, że spróbuje narysować wielkie słońce i w ten sposób odczaruje to ponure miejsce. Nie myśląc długo Michalinka wspięła się na najwyższe drzewo, uważając by suche konary nie złamały się pod jej ciężarem. Gdy dziewczynka siedziała już na najwyżej położonej gałęzi drzewa zaczęła malować żółte koło. Z każdym ruchem jej ręki koło powiększało się, rozświetlając ciemną krainę. Po kilku godzinach słońce było sporych rozmiarów. Michalinka odepchnęła je ze wszystkich sił, kierując je w stronę niebieskiego nieba. Gdy słońce znalazło się na swoim miejscu wypuściło długie błyszczące promienie. Zgromadzone nieopodal dzieci zasłaniały oczy, chroniąc je przed nieznanym światłem. Nagle wszystko w ponurej krainie, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczęło nabierać kolorów. Z ziemi zaczęła wyrastać soczyście zielona roślinność. Niebo pokryło się błękitem i nawet ubrania dzieci nagle zaczęły nabierać barw. I wtedy zdarzyło się coś dziwnego. Zosia i Tomek stwierdzili, że ich buzie wykrzywiają się w uśmiechu, tak jak buzia Michalinki. Po chwili cała trójka śmiała się już bardzo, bardzo głośno. Śmiech dzieci był impulsem do pojawienia się jeszcze bardziej radosnych kolorów.

Wtedy Michalinka znowu usłyszała głos:
Wraca znowu radość do ponurej krainy,
Za sprawą tej oto dzielnej Michaliny.
Czas jednak jak zwykle pędzi jak szalony,
Pora już, Michalinko, wracać w rodzinne strony.

Michalinka z przykrością powiedziała swoim nowym przyjaciołom, że musi wracać do domu. Jednak obiecała, że pewnego dnia znowu odwiedzi tę radosną krainę. Zosia i Tomek mocno uściskali dziewczynkę, dziękując za słońce, kolory i uśmiech. Obiecali, że odtąd będą się uśmiechać tak często, jak to tylko możliwe i nie pozwolą by mrok ponownie zawitał do ich krainy. Gdy tylko Michalinka znalazła się w swoim łóżku natychmiast zasnęła. Obudziła się w swoim pokoju, z uśmiechem na ustach. Dziewczynka była przekonana, że to był tylko piękny sen, ale wtedy w lewej kieszeni swojej koszuli znalazła żółtą kredkę…

sobota, 25 października 2014

Ślimak Śluzak

Dzisiejsza bajka powstała z połączenia dwóch wspaniałych umysłów, dwóch przepięknych wyobraźni! Historia o ślimaku Śluzaku została napisana przez Kamilkę, naszą młodą Poczytniczkę, która popełniła między innymi Detektywa Szczurka, oraz Olka, naszego etatowego, bardzo zdolnego ilustratora :) Dzisiejsza ślimacza opowieść nie jest bynajmniej powolna, a wręcz pełna zwrotów akcji i bardzo wciągająca! Zapraszamy do lektury :)

wykonanie - Iga

"Ślimak Śluzak"

Dawno temu żyła sobie rodzina ślimaków. Była bardzo uboga, lecz zasłynęła z liczności jej członków. Nikt nie podejrzewał, że wychowuje się w niej ślimak o niezwykłych zdolnościach. Ślimak ten miał na imię Śluzak. Jego moc polegała na tym, że był bardzo szybki.
Pewnego razu w okolicy zabrakło sałaty, a to bardzo źle! Śluzak postanowił, że wybierze się do pobliskiej biblioteki w poszukiwaniu informacji o polu, na którym rośnie sałata. Następnego dnia po lekcjach, od razu po szkole, nie mówiąc nic nikomu, ślimak udał się do biblioteki. W czytelni nasz bohater, siedząc na drewnianym krześle, zobaczył przesuwający się z ogromną szybkością cień. Był to cień, którego jeszcze nie widział. Nie był to cień ani bibliotekarza-ślimaka, ani też żadnego zwierzątka, które było w bibliotece. Nagle poczuł ogromny przypływ mocy. Poczuł się bardzo szybki. Jak najszybciej tylko mógł podbiegł do dziwnego cienia. Był to krasnal, który miał na głowie szpiczastą, zieloną czapkę. W ręku trzymał dużą książkę z pięknym liściem sałaty na okładce.
- Co to jest? - zapytał mocno zdziwiony Śluzak.
- To jest księga Sałatowego Króla! - powiedział oburzony krasnal.
W tym momencie ślimak przypomniał sobie o książce, którą czytała mu jego mama. Nosiła ona tytuł "Sałatowy Król i jego rodzina". Było to bardzo dawno temu, więc nasz bohater nie pamiętał dokładnie jej treści.
- Skąd masz tę książkę?
- Mam ją od Sałatowego Króla, żeby ci ją dać - powiedział krasnal z dziwnym uśmieszkiem i jeszcze dziwniejszym spokojem. 
- Mi??? - zapytał zdziwiony ślimak.
- Tak, tobie. Mój król kazał mi dać ci tę książkę oraz ten oto list. Krasnal szybko podał Śluzakowi list w niebieskiej kopercie. Była to najładniejsza koperta, jaką Śluzak kiedykolwiek widział.
- Coś mi się tu nie podoba - powiedział Śluzak, który był bardzo zaniepokojony całą tą sytuacją.
Wtedy zdarzyła się bardzo dziwna rzecz: krasnal dziwnie szybko zniknął i Śluzak znowu poczuł ogromny przypływ mocy. Już chciał otworzyć książkę na pierwszej stronie, lecz naszemu bohaterowi przypomniało się, że nikt z jego rodziny nie wie gdzie jest!  Śluzak niczym strzała pomknął do domu. Wchodząc do budynku krzyknął najgłośniej jak tylko potrafił „Cześć” i szybko pomknął do swojego pokoju po drewnianych schodkach prowadzących na górę jego domu.Gdy ślimak otworzył drzwi pokoju, zauważył na półce z książkami dziwne światełko.
- Może ma to coś wspólnego z tą książką? - powiedział Śluzak z ogromnym zaciekawieniem, otwierając książkę.
„Zaraz, zaraz, jaką książką?!”. Okazało się bowiem, że Śluzak zgubił książkę!!!
„Gdzie jest ta książka?”, rozmyślał nasz bohater, coraz bardziej denerwując się.
Gdy pociągnął za klamkę, aby wyjść z pokoju w poszukiwaniu książki, okazało się, że drzwi są zamknięte. Nagle przypomniał mu się list, który wręczył mu krasnal.
- Zobaczymy, co jest w tym liście - mówiąc to Śluzak rozpakował list.
W liście było napisane:
Witaj Śluzaku!
Pewnie się zastanawiasz, dlaczego do ciebie piszę? Piszę ten list, bo chcę, żebyś władał ze mną Ślimakowym Królestwem.
P.S. Jeżeli będziesz już wiedział, to skontaktuj się z moim krasnalem.
Król Ślimak.
Śluzak bardzo był zdziwiony tym listem. Nie wiedział, co ma teraz zrobić, a najważniejsze,że nie wiedział, gdzie może znaleźć krasnala!!! Nagle zobaczył, że dziwne światełko na półce z książkami, które już wcześniej zauważył, zaczęło coraz bardziej świecić. Gdy Śluzak podszedł do półki, na której było dziwne światło, zobaczył pierścień z dużym czerwonym rubinem. Nagle pierścień powiedział do Śluzaka:
- Ja zaprowadzę cię do krasnala.
Na to odparł Śluzak:
- No to w drogę!
Nagle drzwi od pokoju ślimaka otworzyły się same. Nie zdziwiło go to za bardzo po całym dniu pełnym niezwykłych wydarzeń. Pierścień uniósł się w powietrze i wyleciał przez otwarte drzwi na schody. Śluzak, nie zastanawiając się ani chwili, pomknął za nim. Niestety biegł tak szybko, że skręcił w nie tę ulicę, co trzeba.
- Niech to! - krzyknął Śluzak bardzo nieszczęśliwy. - I jeszcze zgubiłem pierścień!
Ślimak był załamany, ale wiedział, że musi odnaleźć pierścień. Wrócił się do głównej ulicy. Niestety pierścienia już tam nie było. ​Nagle zobaczył swoją polonistkę spacerującą z psem po chodniku. Nie tracąc ani chwili nasz bohater podbiegł do swojej nauczycielki.
- Dzień dobry, czy widziała pani czerwony pierścień? - zapytał Śluzak.
- Dzień dobry, widziałam, a coś się stało? - zapytała z niepokojem nauczycielka.
- Tak, stało się, ten pierścień jest bardzo cenny - odpowiedział zatroskany Śluzak.           
- Potoczył się w tamtą stronę - wskazała nauczycielka z jeszcze większym niepokojem.
Śluzak podziękował nauczycielce, po czym udał się na poszukiwania pierścienia. Wkrótce okazało się, że pierścień czeka przed domem Śluzaka.
- Ale fajnie! - zawołał Śluzak.
Zobaczył, że pierścień już sam wchodzi do domu. Oczywiście rodzina Śluzaka nie zauważyła pierścienia, ale Śluzaka już tak...
- Śluzaku!!! -powiedziała mama ślimaka ze złością w głosie​.
- Tak, mamo? - zapytał Śluzak.
- Gdzie byłeś? Mama twojego kolegi dzwoniła i powiedziała, że nie przyszedłeś do niego po lekcjach. Przecież mu to obiecałeś!
- No nie przyszedłem, booo... booo.... booo.... .
Śluzak nie chciał powiedzieć rodzicom o prawdziwych zdarzeniach i nie chciał, żeby się dowiedzieli o pierścieniu.
"Mam pomysł, jak to zrobić!", pomyślał Śluzak i powiedział tak:
- Mamo nie wiedziałaś, że nasz piekarz miał wypadek... Tak, poważny wypadek. Złamał sobie muszelkę... i... i... upiekłem za niego ciastka i bułki dla wioski... i... i... i... było trochę sporo tych wypieków.
Śluzak nie kłamał. Piekarz naprawdę miał wypadek i naprawdę złamał sobie muszelkę. Tylko Śluzak nie piekł ani trochę, a o wypadku usłyszał przypadkowo od dwóch ślimaczych przekupek na targu, kiedy biegł za pierścieniem.
- Ojej, nie słyszałam o tym! - powiedziała zdziwiona mama Śluzaka.
- No więc mamo... dlatego mnie nie było tyle czasu...
- Och, Śluzaku! Jestem z ciebie taka dumna!​ Tylko jednego nie rozumiem, przecież ty nie umiesz piec!
- Yyyyyyyy ... Piekarz dał mi przepis bardzo, bardzo dokładny... i jakoś mi wyszło...
- No tak, jak się chce, to można wszystko! Idź się umyj i chodź na obiad, dzisiaj twoje ulubione danie!
Ślimak szybko poszedł umyć ręce, a potem zamiast przyjść do jadalni pobiegł do swojego pokoju. Śluzak szybko podbiegł do pierścienia ze zdziwioną miną.
Wtedy pierścień powiedział:
- Kiedy dasz Ślimaczemu Królowi odpowiedź?
- Nie wiem - powiedział Śluzak.
- To daj mi odpowiedź, jak będziesz gotowy. Ja teraz zniknę, ale pojawię się, kiedy będziesz wiedział. Pojawię się i dasz mi odpowiedź.
- Dobrze - powiedział Śluzak, po czym pierścień zniknął.
Tydzień później Śluzak miał już odpowiedź, a brzmiała ona tak:
Drogi Ślimaczy Królu!
Chciałem ci powiedzieć, że chciałbym z tobą rządzić Ślimaczym Królestwem, ale pod warunkiem, że będę mógł odwiedzać je kiedy zechcę i że będzie mieszkać ze mną moja rodzina.
Ślimaczy Król zgodził się na te warunki i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Koniec.

wykonanie - Iga

czwartek, 23 października 2014

Biblioteka



"Biblioteka"

Dookoła stare ściany i półki stare.
Książki stoją wśród nich jak za karę.

Jedna kaszle, druga kicha co chwilę.
Życie w starej bibliotece nie jest miłe.

Odezwał się raz tom opasłej encyklopedii:
Spójrzcie jacy jesteśmy szarzy i pobledli.

Wszystko przez to okropne pomieszczenie!
Wszyscy w nim źle czujemy się szalenie!

Remont by się tu przydał i ścian malowanie.
Lepiej byśmy wyglądali moi Panowie i Panie!

I ludzie by do nas wtedy chętniej zaglądali.
Nie tylko ci dorośli, ale też ci zupełnie mali.

***
W pewnej legionowskiej szkole jest biblioteka wypełniona wiekowymi regałami, których półki uginają się pod ciężarem wspaniałych książek. Od lat biblioteka czeka na remont, który jest w zasięgu ręki!

W imieniu Pani Marzeny (bibliotekarza) prosimy o głosy na legionowską bibliotekę.  
Akcja trwa od 15 października do 5 listopada.

Co należy zrobić?
1. Trzeba wejść na tę stronę:http://www.pekaespomaga.pl/site/index
2. Znaleźć bibliotekę (najlepiej na mapie), czyli szkołę:

Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 2 w Legionowie
im. Króla Jana III Sobieskiego 
ul. Królowej Jadwigi nr 11
05-120 Legionowo

3. Kliknąć w oddaj głos (podać swoje imię, nazwisko i maila) i potwierdzić, że się go oddało.

wtorek, 21 października 2014

Jabłuszka


Skąd się biorą jabłka? :) Pewnie wszyscy wiecie - przecież nie od babulinki z bazarku, tylko z drzewka pięknego! Jak to się stało, że Hałabała o tym nie wiedział? Tego raczej nie odkryjemy, ale dobrze, że już wie. Od kogo się dowiedział? Od dzieci oczywiście!
Jabłuszkową galerię przygotowały przedszkolaki z Miejskiego Przedszkola nr 57 im. Krasnala Hałabały w Katowicach. 

"Jabłuszka" 

Obok pewnego przedszkola
Biegła przez trawę dróżka.
Na niej Krasnal Hałabała
Znalazł czerwone jabłuszka.

Zastanawiał się chwil kilka,
Skąd się te jabłuszka wzięły.
Może ptaszki je przyniosły?
A może same przyfrunęły?

Wziął je Krasnal do koszyka,
Dźwiga dzielnie do przedszkola.
Patrzcie dzieci, co przyniosłem!
Już od progu głośno woła.

Usłyszały Krasnala wołanie,
Czteroletnie grzeczne smyki,
Biegną już chłopcy i dziewczynki,
Z grupy pani Agnieszki i Moniki.

Krasnal im wszystko opowiada:
Że nie wie, skąd jabłka się wzięły.
Mówią mu dzieci: Oj, Krasnalu,
Jabłka przecież nie przyfrunęły!

Obok przedszkola niedaleko,
Jabłonie stare przecież rosną.
Dzieci z Krasnalem je oglądały,
Gdy tak pięknie kwitły wiosną.

Racja! - wykrzyknął Hałabała.
Z drzew przecież pospadały!
Jabłka rosną na jabłoniach właśnie.
Spadły, bo pięknie już dojrzały.

Usiadły w koło mądre czterolatki,
Z Krasnalem owoce zajadają.
A na pamiątkę tego spotkania,
Grupę swą “Jabłuszkami”nazywają.














niedziela, 19 października 2014

Szamański talizman

rys. Roksana

Wszyscy wiedzą, że różowe okulary zmieniają świat i rysują go w pozytywnych barwach. A czy wiedzieliście, że tęczowe okulary mogą przenosić do innych krain? Adaś, bohater naszej dzisiejszej bajki, dowiedział się o tym zupełnie niespodziewanie. Koniecznie przeczytajcie, jaka niezwykła przygoda przytrafiła mu się kiedy miał na nosie tęczowe okulary!


***
Dzisiejsza bajka została napisana w nietypowy sposób przez cały skład Bajkopisarzy i czterech Poczytników: Zosię, Magdę, Anitę i Martynę. Każdy z uczestników akcji mógł napisać tylko jedno zdanie. Efekt zaskoczył wszystkich uczestników bajecznej zabawy! 
***

"Szamański talizman" 

Adaś spojrzał na rzeczy przyniesione przez mamę ze strychu: jakieś stare widokówki, wypisany długopis, kilka książeczek o Indianach i tajemniczo wyglądające okulary w tęczowo połyskujących oprawkach. Tajemnicze okulary już po chwili wylądowały na nosie chłopca. Niemal w tej samej chwili świat zawirował, zakręciło mu się w głowie. Nieustannie zamykał i otwierał oczy, bo wprost nie mógł uwierzyć, że to, co widzi naprawdę istnieje. Nagle jakby spod ziemi wyrosła przed nim prawdziwa wioska indiańska. Na rozłożystej polanie stało kilkadziesiąt namiotów tworzących pierścienie wokół dużego paleniska. Dość duży ogień w palenisku wskazywał na niedawną obecność mieszkańców w tym miejscu. Adaś poprawił okulary i zaczął się rozglądać."Tutaj musi ktoś być. Nie zostawiliby przecież takiego paleniska bez opieki!" pomyślał chłopiec. Nagle, jakby w odpowiedzi, zza rozłożystych krzaków wyszła dziewczynka. Dziewczynka miała wyraźne indiańskie rysy, piękne, długie i czarne włosy, ubrana była w indiański strój, a na ręku trzymała jakieś małe futrzaste zwierzątko. Dziewczynka uśmiechnęła się przyjaźnie i podeszła do Adasia. "Witaj w naszej wiosce" - odezwała się dziewczynka.
"Witaj. Jak masz na imię? Wiesz, co tutaj robię?" - zapytał Adaś.
"Nazywam się Błękitny Obłok, Adasiu, i doskonale wiem, po co się tu zjawiłeś. Nasza szamanka sprowadziła cię tu za pomocą zaczarowanych okularów, bo koniecznie musisz nam pomóc odnaleźć zaginiony talizman Indian."
"Jak to sprowadziła? Mnie? Talizman?" - chłopczyk zaczął się jąkać ze zdziwienia.
Błękitny Obłok uśmiechnęła się tajemniczo, chwyciła Adasia za rękę i powiedziała: "Chodź, szamanka wszystko Ci wyjaśni". Chłopiec poszedł za dziewczynką i przez całą drogę zastanawiał się, czy to wszystko przypadkiem mu się nie śni. Kiedy weszli do namiotu jego oczom ukazała się najpiękniejsza na świecie kobieta w indiańskim stroju. Adaś myślał, że szamanka będzie raczej stara, brzydka i bez zębów, bo taką widział kiedyś w filmie, który oglądał z tatą.
Szamanka miała zamknięte oczy, kołysała się rytmicznie nad paleniskiem, powtarzając cichutko niezrozumiałe zaklęcia - była w transie. Wnętrze namiotu wypełniał dym kadzideł i duszące powietrze. Nagle szamanka zatrzymała się i otworzyła oczy, zrobiła to tak gwałtownie, że Adaś aż podskoczył z wrażenia do góry, a szamanka uśmiechnęła się do niego bardzo miło.
"Nie bój się. Sprowadziłam Cię tutaj, ponieważ jesteś jedyną osobą na całym świecie, która może nam pomóc odnaleźć zaginiony talizman Indian, chroniący naszą wioskę przed złymi duchami. Jedyne, co trzeba zrobić, to... - szamanka na chwilę zawiesiła głos.
"to... wejść na Smoczą Górę i przynieść z niej talizman."
"Tylko? Tylko tyle? - zaśmiał się nerwowo Adaś - a co to za góra?". Szamanka westchnęła głośno, zanim opowiedziała o górze, której nazwa powstała u zarania dziejów osady, w której znalazł się Adaś. Wejście na górę było w miarę spokojne, ale na jej szczycie mieszkał groźny smok o żółtym umaszczeniu, pilnujący talizmanu. Bestia była ogromna, miała trzy głowy i lśniące w słońcu łuski. Niewielu śmiałków odważyło się jak dotąd podejść do jego legowiska, gdyż straszliwy wygląd potwora skutecznie ich odstraszał. "Smoka można podejść"- stwierdziła z powagą szamanka - "Ale trzeba się do tego odpowiednio przygotować. Nie jest tajemnicą, że smok ma jedną jedyną słabostkę - tylko Ty możesz odgadnąć jaką."
Adaś uśmiechnął się od ucha do ucha i powiedział:
"To faktycznie dobrze, że na mnie trafiło. Nie chcę się przechwalać, ale jestem chyba jedną z niewielu osób, które bardzo dobrze znają smoki. Są tak fascynującymi stworami, że przeczytałem chyba wszystkie książki, jakie kiedykolwiek zostały napisane na ich temat."
Chłopiec wiedział, że trzygłowe smoki bardzo lubią muzykę. Każda głowa inną. To był jedyny sposób, żeby smoka uśpić i odebrać mu talizman. Do plecaka zapakował suchy prowiant, mapę i trzy instrumenty: tamburyn, kastaniety i marakasy. Wyruszył w samotną i długą wyprawę. Wspinał się kilka godzin, aż wreszcie dotarł na szczyt. Od razu ujrzał smoka. Wylegiwał się w słońcu na wielkiej skale. Wyglądał okazale i dość groźnie. U jego stóp leżała skrzynia, w której miał się znajdować talizman. Adaś stąpał delikatnie, by nie zbudzić smoka. Zbliżał się do leżącej skrzyni, a talizman był w zasięgu jego ręki. Wtem smocze głowy uniosły się i w stronę chłopca spojrzały trzy pary groźnych oczu. Chłopiec wyciągnął z plecaka trzy instrumenty i na każdym z nich wybił ulubione rytmy. Smoczy wzrok złagodniał, a chwilę później słychać było już tylko głośne chrapanie. Adaś sięgnął po talizman i ruszył w powrotną drogę. Na miejscu czekała już szamanka. Podziękowała Adasiowi i powiedziała, że wieczorem odbędzie się wielka impreza na jego cześć. Adaś jednak podziękował: "Muszę już wracać do domu, mama pewnie się martwi...". Zamknął oczy i zdjął tęczowe okulary, a gdy je ponownie otworzył, odkrył, że jest we własnym domu. Kiedy zszedł na dół, żeby wytłumaczyć mamie, dlaczego tak długo go nie było, okazało się, że minęło tylko kilka minut odkąd wszedł na strych. Adaś spojrzał z uśmiechem na trzymane przez siebie okulary. "Chyba jeszcze nie jeden raz je założę" – pomyślał.

czwartek, 16 października 2014

Jesienne drzewa


Zastanawialiście się czasem nad tym, co się dzieje wśród jesiennych drzew? Jakie ciekawe sprawy zaprzątają głowę zwierzętom? Jakie owoce rodzą jesienne drzewa? I jak przeróżne kształty przybierają? Tego wszystkiego dowiecie się z dzisiejszej rymowanki!
Autorką dzisiejszego wiersza jest Agnieszka Wojas. 


rys. Iga

"Jesienne drzewa"

Jesienią DRZEWA pięknie się mienią,
wdziewają barwne suknie i w słońcu się czerwienią.
Przybierają barwy złote, rude i brązowe,
tworząc piękne BUKIETY na jesiennym dworze.
A z gałęzi na gałąź skacze WIEWIÓRECZKA mała,
bo ona AKROBATKA przecież doskonała.
I swym puszystym OGONEM zamaszyście
jak MIOTEŁKĄ zamiata już leżące na ziemi liście.
Pod jesiennym dębem leżą sobie ŻOŁĘDZIE,
ułożone cudnie, jak CUKIERECZKI w niejednym rzędzie.
Pod kasztanowcem natomiast brązowe KASZTANKI
złocą się, jak BURSZTYNKI w te jesienne poranki.
A JEŻYK – ta KULKA z kolcami na grzbiecie
wśród nich drepta tak sobie po tym świecie
podziwiając jesienne dary bogate,
a wśród nich GRZYBKI, jak CHATKI puchate.
Nieopodal w sadzie rosną JABŁKA na jabłoni,
tak dorodne z nich PIŁKI, że nie mieszczą się w dłoni.
Obok śliwa, pełna ŚLIWEK dojrzałych,
nie sposób zostawić tych OWALI całych.
A tuż za sadem pole KARTOFLI się rozpościera
i zaprasza, by te BULWY czym prędzej pozbierać.
Krajobraz ten zdobi też piękna JARZĘBINA,
pod jej KORALAMI aż gałąź się ugina.
Bo to jesień przecież i jesienne drzewa –
to cudowna natura, co krajobraz maluje i melodie jesienne nam śpiewa.

wtorek, 14 października 2014

5 urodziny Bajecznej Fabryki


Drodzy Poczytnicy, jest nam niezmiernie miło, gdy słyszymy od Was dobre słowa :) Wszelkie wyrazy wdzięczności i miłe słowa na temat naszej twórczości dodają nam skrzydeł do dalszej pracy i bardzo motywują! Wiedząc, że jest Was tak wielu po drugiej stronie staramy się podwójnie, a nawet potrójnie!, aby przybliżać Wam nasz bajeczny świat. Niespodzianki takie jak ta wzruszają do łez i sprawiają, że zespół Bajkopisarzy aż puchnie z radości! :)
Wspaniałą laurkę oraz poniższy wiersz przygotowały przedszkolaki z Przedszkola z Wilczy, grupa "Pszczółki" wraz z (cudowną!!!) Panią Iwonką Pietruchą - dziękujemy! 

"Urodziny Bajecznej Fabryki"

Jest taka Fabryka w wirtualnym świecie,
Gdzie magiczny staje się czas.
Posłuchajcie, jeśli o niej nie wiecie,
Bo to miejsce dla każdego z nas.

Ta Fabryka sprawia, że chwile
Stają się prawdziwymi bajkami.
Bo czas spędzają tu mile,
Maluchy wraz ze swoimi rodzicami.

Bajki, wiersze i opowiadania,
Wzbogacane rysunkami dzieci.
Każdy znajdzie coś do poczytania
W tym bajecznie kolorowym świecie.

Dziś spieszymy tam z życzeniami,
Bo Bajeczna urodziny świętuje.
Już 5 latek niezmiennie jest z nami.
Każde dziecko laurkę szykuje.

My życzymy Ci wiele zapału.
Bądź wśród nas, na co dzień i od święta.
Dzięki Tobie i duży i mały
O czytaniu bajek pamięta.

I pamiętaj, Bajeczna Fabryko,
Poczytnicy Cię bardzo kochają!
A z okazji Twojego święta –
Najpiękniejsze życzenia składają!

*******************************************

Sierpniowe popołudnie, warszawskie ulice wypełnione gęsto samochodami, autobus linii 510 - usiłujący nadrobić rosnące opóźnienie. 
W takich okolicznościach, całkiem przypadkiem, 5 lat temu powstał pomysł stworzenia miejsca, w którym czas stoi w miejscu i wypełniony jest bajecznym pyłem. Przy udziale kilku wspaniałych osób pomysł został wcielony w życie, a 14 października Bajeczna Fabryka ujrzała światło dzienne.

Zakładając Bajeczną Fabrykę nie sądziłam, że blog ten będzie obchodził kolejne jubileusze, tworzone przez Bajkopisarzy utwory na stałe zagoszczą w Przedszkolach i domach naszych Poczytników, a każda bajka zostanie okraszona wspaniałymi ilustracjami. 

I chociaż skład Bajkopisarzy się zmienia, a czas płynie - Bajeczna Fabryka stale rozwija się. Nie rozwija się jednak sama. Do tego rozwoju przyczynili się wszyscy, którzy podczas tych pięciu lat istnienia Bajecznej Fabryki wspierali ją: Poczytnicy, Nauczyciele wychowania przedszkolnego, Ilustratorzy i Bajkopisarze. 

Dzisiejsze święto Bajecznej Fabryki jest również Waszym świętem! Życzę Wam, Bajecznej Fabryce i sobie kolejnych lat bajecznej współpracy.


Karola - Peggykombinera

*******************************************


niedziela, 12 października 2014

Sztorm

rys. Mikołaj

Czy wiecie co to jest sztorm? :) Kto nie wie, niech koniecznie przeczyta nasze krótkie opowiadanie. Dowiecie się z niego, jak wygląda sztorm i co ciekawsze... jak go zrobić w domowych warunkach! Życzymy Wam udanej zabawy, a wszystkim żeglarzom - pomyślnych wiatrów!

"Sztorm"

Dziadek Mikołaja jest marynarzem. Wypływa w wielomiesięczne rejsy po ogromnych morzach i oceanach. Chłopiec wspólnie z babcią odlicza dni do powrotu dziadka. Z każdej wyprawy dziadek przywozi Mikołajowi nowy model statku oraz mnóstwo opowieści. Stało się to ich małą wspólną tradycją. Tym razem dziadek wrócił z rejsu nieco wcześniej, ponieważ statek został w porcie, w połowie drogi i miał być długo naprawiany. Dziadek przywiózł Mikołajowi miniaturę statku w dużej butelce wypełnionej wodą.
- Nic nie zapowiadało tak wielkiego sztormu... – zaczął swoją opowieść.
Mikołaj słyszał o sztormach od dziadka, ale nigdy nie zastanawiał się, na czym takie zjawiska polegają. Przysunął się bliżej dziadka i zatopił się w jego opowieściach. Opowieść o sztormie do tego stopnia wciągnęła Mikołaja, że w nocy długo nie mógł zasnąć, słysząc szum fal rozbijanych o skały. Następnego dnia chłopiec pobiegł do dziadka i zapytał, czy mogą zrobić sztorm?
- Właśnie dlatego kupiłem Ci tym razem statek w butelce. Potrząśnij nią, a zobaczysz, co dzieje się ze statkiem, gdy nadejdzie wielka fala. Mikołaj potrząsnął butelką, statek wirował, wszystko w środku bulgotało, ale to było za mało.
- Dziadku, zróbmy sobie prawdziwy sztorm!
Dziadek zaśmiał się głośno, podrapał się po głowie i uśmiechnął się zadziornie. Mikołaj wiedział, że dziadek spełni jego życzenie. Dziadek poprosił Mikołaja, by wybrał ze swojej kolekcji statek, którym często bawił się podczas kąpieli, a sam wziął największą miskę jaka była w domu i napełnił ją wodą. W kącie pokoju dziadek ustawił wielki wentylator, który był uruchamiany przy największych upałach. Potrafił wiać bardzo mocno.
- Mikołaju, czy jesteś gotowy? - zapytał dziadek, patrząc na swojego wnuka.
- Tak, dziadku! - wykrzyknął uradowany chłopiec.
- Połóż statek na wodzie.
Chłopiec wykonał polecenie dziadka i z uśmiechem obserwował, jak maleńki stateczek delikatnie kołysze się na wodzie. Nagle dziadek włączył wiatrak i statkiem zaczęło gwałtownie kołysać. Woda rozkołysała się i zaczęła rzucać stateczkiem od jednego do drugiego brzegu miski. Maleńki pokład łódki momentami wypełniony był po brzegi wodą. Mikołaj aż zaniemówił z przerażenia.
- Dziadku! Statek zaraz utonie! Zróbmy coś!
Gdy wydawało się, że statku jednak nie da się uratować i zaraz zatonie, dziadek wyłączył wentylator. Po chwili woda uspokoiła się i stateczek mógł unosić się spokojnie.
Mikołaj odetchnął z ulgą, a dziadek uśmiechnął się mówiąc:
- Udało nam się zrobić prawdziwy sztorm.
- Wiesz co dziadku... ja bym się strasznie bał na twoim miejscu – powiedział Mikołaj.
- Ja też się trochę bałem – odrzekł dziadek.
- Mam nadzieję, dziadku, że podczas kolejnego rejsu nie trafisz na sztorm - powiedział przejęty chłopiec.
Dziadek, widząc niepokój swojego wnuka, wziął go na kolana i opowiedział o kolorowych rybach, które widział podczas ostatniego rejsu. Mikołaj nie mógł uwierzyć, że oceany zamieszkują ryby o tak wspaniałych i intensywnych kolorach. Słuchając opowieści dziadka chłopiec oczami wyobraźni nurkował w oceanie.
Gdy dziadek wypłynął w kolejny rejs, Mikołaj często wspominał dzień, w którym wraz z dziadkiem zrobili najprawdziwszy sztorm w misce wody.

piątek, 10 października 2014

Sowy uparciuchy

rys. Olga 

Jak pewnie dobrze wiecie, sowy są nocnymi zwierzętami, które śpią w dzień, a w nocy żyją pełnią swojego sowiego życia. A czy wiecie, że inni mieszkańcy lasu próbowali przekonać sowy, że "żyją na odwrót"? Niedawno natknęliśmy się z Bajkopisarzami na krótki wierszyk, który jest tego dowodem; autorką tego wierszyka jest Iwona Pietrucha.

"Sowy uparciuchy"

Żyją w lesie małe sowy, małe sowy, mądre głowy,
Mądre bardzo, lecz nie wiedzą: w nocy trzeba spać!
Co tu robić, co tu robić, jaką radę dać?

Już dyrygent swą orkiestrę dzielnie angażuje,
Do zamiany swych nawyków sowy przekonuje.
Cyku-cyk, dylu-dylu, dzyń dzyń dzyń.
Fiu-fiu-fiu, bum-bum-bum, plim-plim.
Gra gitara: tara-tara. Trąbka jej wtóruje:
Tru-tu-tu-tu, tru-tu-tu-tu głośno alarmuje.
Wziął czynele mały zając, pięknie na nich gra.
Dryń-dryń-dryń, firli firli, la la la la la.

Mądre sowy nie chcą słuchać porad dyrygenta.
Zawsze w dzień smacznie chrapią, mają piękne sny.
Wolą nocą leśną ciszę, aniżeli gwarne dni.

czwartek, 9 października 2014

Znaczek pocztowy


Od wielu dekad znaczki były postrzegane przez człowieka jako coś fascynującego. Każdy był inny, każdy był interesujący, każdy mógłby opowiedzieć swoją historię. Skąd wyruszył, jakie kraje zwiedził, dokąd przybył. Czy zastanawialiście się kiedyś, Drodzy Poczytnicy, o czym opowiedziałby Wam znaczek, gdyby potrafił mówić? :)

"Znaczek pocztowy"

Rogi cztery, karbowane,
Na koperty przyklejane.
Różne ceny i obrazki,
Pokazują świata blaski.
Z przodu wielki wybór wzorków,
Tył jest tylko dla jęzorków.
Świat zwiedziły chyba cały,
Nawet z dżungli docierały.
U mnie w domu - mówię szczerze
Zagościły też w klaserze.
Może wiecie, dziś zgadniecie,
Kto tak podróżuje tu po świecie?

wtorek, 7 października 2014

Wakacyjne wspomnienia

rys. Kuba

Wakacyjnych wspomnień ciąg dalszy :) Wtorkowe wspominki przedstawia Agnieszka Wojas, której wiersz - napisany specjalnie na konkurs zorganizowany przez Wychowanie w Przedszkolu - opowiada o tym, jak różnorodnie można spędzić wakacje. Wiele świetnych pomysłów na przyszły rok!

"Wakacyjne wspomnienia"

Wakacje – ten czas radosny już minął,
wspomnienia nasze w kolorowy rulon zwinął.
Teraz po ten rulon razem sięgniemy
i wspólnie go tu rozwiniemy.
Do letnich przygód powrócimy,
powspominamy, do wielu miejsc zatęsknimy.
Morze – nasz Bałtyk ukochany,
choć on daleki, to uwielbiany.
Na plaży, przy morskich fal szumie,
babki piaskowe lepiliśmy dumnie.
Słonko nas radośnie ogrzewało,
swych ciepłych promyków wcale nam nie żałowało.
Na południu naszego kraju
góry na nas też czekały.
Czy to Tatry, czy Pieniny,
Bieszczady, a może Beskidy
już z oddali nas witały.
Pięknym swym widokiem zachwycały.
Piesze wędrówki po górskich szlakach były nader fajowe,
tak, jak górskimi rzekami letnie spływy kajakowe.
Las – zielony, dostojny, w ciszy dumał,
drzew gałęziami delikatnie szumiał.
W swe tajemnicze zakątki nas wabił,
otulał swym urokiem, jagodami karmił.
Kto wspomni czas spędzony na wsi?
Tam też byliśmy – u babci Joasi.
Karmiliśmy kurki, w sianie figlowaliśmy,
z uroków przyrody chętnie korzystaliśmy.
Wakacyjnej zabawy czas mijał beztrosko,
to na placu zabaw, w parku, czy pod sosną.
Wesoło z mamą i tatą było,
szkoda więc, że to się już skończyło.
I choć te wakacje bezpowrotnie minęły,
my miłe wspomnienia mamy i też wiemy,
że za rok znów lato do nas zawita
i każdy z nas z radością wakacje powita.
Każdy z nas garść nowych przygód dostanie –
nawet takich, których wcale nie było w planie!

niedziela, 5 października 2014

Ognisko na pożegnanie lata

rys. Roksanka

Na pewno wielu z Was, Drodzy Poczytnicy, było już na niejednym ognisku w swoim życiu. Lubicie ogniska? Ogniska z zapachem pieczonych kiełbasek, z ziemniaczkami z żaru ogniskowego i z chrupiącym chlebkiem podpalonym troszkę nad ogniem. Na samą myśl leci ślinka ;) Mała Roksana niedawno przeżyła swoje pierwsze ognisko. Czy jej się spodobało? Przeczytajcie sami!

"Ognisko na pożegnanie lata"

Wraz z końcem lata i letnich upałów nadszedł czas przygotowań działki dziadka Władka do chłodniejszych pór roku. Roksana razem z dziadkiem grabiła liście, zbierała ostatnie plony i sprzątała drewnianą altankę. Dziewczynka bardzo lubiła pomagać dziadkowi, spędzając czas na świeżym powietrzu. Gdy Roksana zbierała pozostałe ziemniaki, dziadek wpadł na pomysł, by wieczorem urządzić ognisko z pieczeniem zebranych ziemniaków. Wziął wnuczkę na kolana i wspólnie, jedząc ostatnie pomidory, planowali wieczór. Dziadek wyjaśnił dziewczynce, że ognisko można zorganizować tylko w wyznaczonych do tego miejscach i tylko w obecności kogoś dorosłego. Po posiłku udali się za altankę i przynieśli sporej wielkości kamienie, z których na wydeptanej trawie ułożyli kamienne koło. Następnie przynieśli sporo gałązek, które ułożyli w środku tego koła. Gdy wszystko było już przygotowane dziadek pozwolił Roksanie wybrać najładniejsze ziemniaki, które mieli wrzucić do ogniska w odpowiednim momencie. Teraz pozostawało już tylko czekać na zapadnięcie zmroku. Postanowili jednak nie marnować czasu. Dziadek zadzwonił do babci Krystyny, cioci Janiny i wujka Waldka, a następnie do rodziców dziewczynki, informując wszystkich o wieczornych planach.
Gdy zapadł zmrok dziadek rozpalił ognisko, a w alejce prowadzącej do działki dziadka pojawili się zaproszeni goście. Po chwili wyniesiony z altanki stół zapełnił się talerzami pełnymi stosów chleba, sałatek, ogórków kiszonych i kiełbas. Roksana nie mogła się jednak doczekać najważniejszego punktu wieczoru. Co chwilę pytała dziadka, czy można już wrzucać ziemniaki do ogniska, jednak dziadek cierpliwie tłumaczył, że muszą poczekać na odpowiedni moment. Aby skrócić dziewczynce czas oczekiwania postanowił, że najpierw nad ogniem upieką kiełbasy. Wujek Waldek przyniósł z altanki specjalne patyki, na które nabił nacięte wcześniej kiełbasy. Usiadł z dziewczynką przy ognisku i wspólnie czekali na ich upieczenie.
- Roksanko, gdy kiełbaski będą już gotowe upiecz również kilka kromek chleba. Jestem pewna, że ich smak cię oczaruje - krzyknęła babcia.
Dziewczynka była bardzo zdziwiona propozycją babci, ale postanowiła spróbować pieczonych kiełbasek i pajdek chleba. Gdy po kilku minutach kiełbaski i pieczywo były gotowe wszyscy usiedli na ławeczkach ustawionych wokół ogniska i jedząc przygotowane potrawy zaczęli śpiewać.
"Płonie ognisko w lesie, wiatr smętną piosnkę niesie..."
Roksana nie znała słów piosenki, ale nuciła pod nosem jej melodię i machała radośnie nogami. Gdy piosenka dobiegła końca dziadek szepnął dziewczynce, że nadszedł właśnie odpowiedni moment na wrzucenie ziemniaków do ogniska. Dziewczynka szybko pobiegła po koszyk, w którym czekały ziemniaki i podała go dziadkowi. Chciała sama wrzucać ziemniaki do ognia, jednak dziadek wyjaśnił jej, że mogłaby się poparzyć, w związku z czym jedynie uważnie obserwowała dziadka. Gdy ziemniaki znalazły się już w żarze ogniska ponownie rozległy się śpiewy. Wujek poszedł do samochodu po gitarę i przygrywał śpiewającym biesiadnikom. Dowcipy i piosenki zdały się nie mieć końca. Gdy tylko kończyli ostatnią zwrotkę jednej, wujek już rozpoczynał grać następną. Roksana jednak cały czas niecierpliwie wpatrywała się w ognisko. W końcu dziadek powiedział, że ziemniaki są już gotowe. Dziewczynka od razu podbiegła do dziadka, który wielkimi szczypcami wyciągał ziemniaki z żaru ogniska i układał je w metalowej misce. Chwilę później dwa ziemniaki wylądowały na talerzu dziewczynki. Roksana od razu chciała zabrać się do jedzenia, jednak babcia ostrzegła ją, że ziemniaki są jeszcze bardzo gorące i powinna jeszcze chwilę poczekać. W końcu jednak skosztowała pieczonego ziemniaka, na którego czekała cały wieczór. Jego smak oczarował dziewczynkę, a nałożone ziemniaki szybko zniknęły z talerza. Roksana sięgnęła jeszcze po dwie dokładki, zastanawiając się, dlaczego nigdy wcześniej nie jadła pieczonych ziemniaków.
Gdy ogień zgasł, skończyło się jedzenie, a biesiadnicy zaczęli przysypiać, dziadek ogłosił koniec spontanicznej imprezy. Widząc u wnuczki niedosyt biesiadowania i smaku pieczonych ziemniaków obiecał, że kolejny sobotni wieczór również spędzą wśród blasku płomieni ogniska. Dziewczynka w podskokach udała się do samochodu, odliczając dni do kolejnego ogniska. 

czwartek, 2 października 2014

zakrętkowe zwierzaki cz. IV


To już ostatnia odsłona ZAKRĘTKOWEGO CYKLU
Bohaterami poprzednich tygodni byli:
- kurczak i żaba
- rybka i pająk
- biedronka i pszczółka

A jakie zwierzątka przygotowaliśmy dla Was na zakończenie?
mała podpowiedź:)

na co dzień się unikają
jedno boi się drugiego
drugie za pierwszym goni
choć łatwe to nie jest dla niego :)

Zakrętkowymi zwierzakami są dzisiaj:


MYSZKA i KOTEK:)




A do kolejnego cyklu: "zróbmy to razem"  zbieramy kasztany i żołędzie:)