piątek, 1 maja 2015

Mali żeglarze

rys. Ala

Żeglarski żywot do najłatwiejszych nie należy, ale jest za to bardzo intrygujący! Skrzat Waldek, chcąc spełnić swoje marzenie, postanowił wybrać się w podróż. Z czego zbudował łódkę? Jakie przygody spotkały go po drodze? I czy poznał kogoś ciekawego? Tego wszystkiego dowiecie się z naszego krótkiego opowiadania :)

"Mali żeglarze"

W starym młynie mieszkał skrzat Waldek. Nosił czerwony kubrak i druciane okulary. Waldek marzył o dalekich podróżach. Pewnego dnia postanowił wyruszyć w jedną z nich, spełniając swoje największe marzenie. Długo zastanawiał się, z czego mógłby zrobić łódkę, aby popłynąć do Ameryki. Podczas jednego ze spacerów po okolicznej łące natknął się na połowę łupinki od orzecha włoskiego. Skrzat wszedł do niej, zamknął oczy i wyobraził sobie fragment planowanej podróży. Z radości pisnął, płosząc ptaki przesiadujące na pobliskiej brzozie. Łupina nie była ciężka, więc bez problemu zaniósł ją o własnych siłach do domu. Musiał zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy, co okazało się dla niego sporym wyzwaniem. Dokładnie sporządził listę rzeczy, które musi zabrać ze sobą, aby niczego nie zapomnieć. W międzyczasie skrzat zaczął z łupiny budować łódź z prawdziwego zdarzenia. Po kilku dniach ciężkiej pracy, w pobliskiej kałuży skrzat dokonał pierwszego wodowania. Z dumą podziwiał swoją łódź z łupinki orzecha włoskiego, z masztem z zapałki i żaglem z błękitnego płótna. Na suchym liściu dębu ułożył wszystkie zgromadzone przedmioty niezbędne do podróży. W pobliskiej rzece postawił żagle i wyruszył. Woda była spokojna, więc nie miał żadnych problemów z opanowaniem swojej łupinowej łódki. Był bardzo przejęty i podekscytowany, ponieważ nie wiedział, jak jego podróż potoczy się dalej. Płynął, podziwiając przybrzeżne pola, łąki i lasy. Godzinami podziwiał obłoki, które radośnie tańczyły na niebie. Godziny zmieniły się w dni, a dni w tygodnie. Skrzatowi zaczęła doskwierać samotność. Wypatrywał towarzysza podróży. Lecz gdy tak płynął nikogo nie spotkał, kto by chciał z nim płynąć tak daleko. Powoli tracił nadzieję, że ktoś zechce z nim podróżować. Gdy zatrzymał się w pewnej miejscowości, aby uzupełnić swoje zapasy poznał mrówkę. Owad porzucił mrówcze życie i od jakiegoś czasu podróżował bez konkretnego celu.
- Jestem Waldek i jestem żeglarzem - skrzat z dumą wskazał dłonią swoją łódź z łupiny orzecha.
- Jestem Wiola i jestem podróżnikiem - przywitała się mrówka.
Skrzat opowiedział mrówce o swojej podróży oraz tęsknocie za towarzystwem. Po kilku minutach rozmowy postanowili, że dalej podróżować będą razem. Kolejnego dnia ruszyli. Obawiali się, że łódka dla dwóch żeglarzy okaże się zbyt ciasna, ale po chwili przekonali się, że ich przypuszczenia były bezpodstawne. Rozmowom i dobrej zabawie nie było końca. Palcem po mapie planowali dalsze etapy podróży. Sielankę przerwał porywisty wiatr, który wzburzył spokojną dotychczas wodę rzeki. Łódka zaczęła się gwałtownie kołysać we wszystkie strony, sprawiając, że ich rzeczy zostały w mgnieniu oka porozrzucane po całym okręcie. Oboje szybko zaczęli układać je na miejsce. Waldek spojrzał w górę, gdyż usłyszał dziwny dźwięk. Gdy ujrzał, co się stało, bardzo posmutniał. Wiola zrozumiała, dlaczego jej współtowarzysz się rozpłakał - zapałka służąca za maszt złamała się. Wspólnie próbowali zbudować maszt od nowa z krótszej zapałki, ale niestety każda próba rekonstrukcji masztu kończyła się fiaskiem. Dryfowali kilka godzin, szukając rozwiązania. Wtem zerwał się wiatr, który szepnął żeglarzom:

Prawdziwy żeglarz się nie poddaje.
Wykorzystuje co los mu daje.
Nie pozwól żeglarzu by fala cię niosła.
Z zapałek przecież można robić wiosła... 

Waldek otarł łzy i posłuchał wiatru. Razem z Wiolą zaczęli wiosłować, ale było to bardzo wyczerpujące. Musieli robić sobie często przerwy, aby nabrać sił na dalszą podróż. Po kilku godzinach wiosłowania brzeg był w zasięgu ręki. Ucieszeni żeglarze wpadli sobie w ramiona. Wyszli na ląd, rozejrzeli się wkoło. Okolica była wspaniała. Wysokie trawy, obok których rosły kolorowe kwiaty. Waldek usiadł na kamieniu i zamyślił się.
- O czym myślisz, mój drogi? - zapytała Wiola.
- Może tutaj zostańmy? - zaproponował skrzat - Okolica jest piękna, a wody chyba oboje mamy dosyć na jakiś czas - dodał Waldek.
Wiola uśmiechnęła się szeroko i rozpoczęła poszukiwania idealnego miejsca na nowy dom. Tuż za kamieniem odkryli opuszczoną mysią norkę, która idealnie nadawała się na nowe miejsce zamieszkania. Wszystkie przedmioty z łodzi zmieściły się w domu, zaś łupka po orzechu została wkopana do ziemi i wykorzystana na basen wypełniony kroplami rosy. Żeglarze pełni szczęścia odpoczywali po długiej podróży, wspominając wszystkie ekscytujące przygody.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz