środa, 28 stycznia 2015

Opowieści Cioci Grażynki - rozdział XVII

rys. Rakothka 

W dzisiejszej odsłonie swoich opowiadań Ciocia Grażynka powie Wam co nieco o balu karnawałowym Marty. Będzie o ciekawych strojach, o konkursach i o tańcach. Marta była Panią Wiosną, a za kogo Wy byście się przebrali? :)

"Bal karnawałowy"

Wczoraj mieliśmy w klasie balik karnawałowy. Był to bal przebierańców, każdy musiał ubrać jakiś strój.
Ja byłam przebrana za Panią Wiosnę. Mama przygotowała mi strój - do kolorowej, falbaniastej sukienki ozdobionej kwiatkami, którą kiedyś nosiła Karolina, doszyła mi więcej kwiatków zrobionych z kolorowych wstążek. Takimi samymi kwiatkami ozdobiła mój słomkowy letni kapelusz. Wyglądałam bardzo kolorowo i wiosennie.
W naszej klasie jest tyle samo dziewcząt ilu chłopców. Pani porobiła więc kotyliony, takie podwójne znaczki, a potem połączyła nas w pary! Ja tańczyłam... z Patrykiem!
Oprócz tańców mieliśmy różne konkursy i zabawy, np. taniec na gazecie, składanej na coraz mniejszą powierzchnię. Na końcu ledwo mieściły się stopy!
Była też zabawa z krzesłami poustawianymi wkoło: Pani włączała muzykę i gdy przerywała, trzeba było usiąść. Startowałam w tym konkursie i dotarłam prawie do końca. Lepszy ode mnie był tylko Bartek.
Był też konkurs na najszybciej zjedzonego pączka, bez użycia rąk! Ale śmiesznie wyglądali z buziami umazanymi dżemem z pączków! Wygrał Daniel.
Nasze stroje też były przedmiotem konkursu - na najbardziej pomysłowy. Tu odpadli ci, którzy mieli gotowe stroje kupione w sklepie - np. Julka była przebrana za czarodziejkę, z peleryną, spiczastą czapką i różdżką. Wygrała Ania, w stroju żaby. Był zrobiony z zielonej krepiny - czapka z żabimi oczkami, spódniczka i takie niby - płetwy na ręce.
Balik był udany, wszyscy się świetnie bawili. Chłopcy tylko nie bardzo chcieli nas prosić do tańca, ale z dziewczynami też można tańczyć.
Przychodzi teraz do mnie Kasia, odrabiamy razem lekcje. Pomaga nam Mama, bo ja za szybko wszystko robię i Kasia za mną nie nadąża. Mama narzeka, że za bardzo się spieszymy, bo jak odrobimy lekcje, to bawimy się w restaurację moją nową kuchnią albo budujemy z klocków Lego.
Ale najważniejsze, że Kasia nie dostaje już „chmurek" za liczenie, tylko „słoneczka". Pani nawet ostatnio ją pochwaliła.
Muszę napisać o jeszcze jednej ważnej rzeczy. Mój rysunek dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy został wydrukowany na pocztówce! Na odwrocie kartki jest moje imię, nazwisko, klasa i szkoła.
Tato kupił pełno tych pocztówek i powysyłał wszystkim znajomym!

niedziela, 25 stycznia 2015

Mały Karolek i kundelek Kacperek

rys. Kasia (8 lat)

Gdy mały Kacperek zamarzył o piesku rodzice długo się zastanawiali, lecz w końcu zgodzili się. Wierzyli, że ich synek jest już na tyle duży, że będzie umiał zaopiekować się drugą żywą istotą. Problem pojawił się później - jakiego pieska wybrać? Dyskusjom nie było końca. Aż dziadek zaprowadził wnuczka do miejsca, w którym wiele piesków oczekiwało na ciepły i bezpieczny dom. I tam pewne małe stworzenie o brązowych ufnych oczach wybrało Kacperka na swojego życiowego kompana...

"Mały Karolek i kundelek Kacperek" 

W małym miasteczku pod Krakowem wraz z rodzicami mieszkał Kacperek. Kacperek miał 6 lat. Chłopiec miał jedno duże marzenie - bardzo chciał mieć psa. Często śniły mu się długie spacery do lasu wraz z czworonożnym przyjacielem. Bardzo długo przekonywał mamę i tatę, aż w końcu rodzice uznali, że Kacperek jest już wystarczająco dużym chłopcem i poradzi sobie z obowiązkami związanymi z posiadaniem czworonoga. Chłopiec udał się z Tatą do biblioteki, by wypożyczyć wielki atlas psów. Cała rodzina długimi godzinami oglądała najróżniejsze rasy psów, starając się wybrać najlepszego towarzysza dla Kacperka. Mamie najbardziej podobał się malutki york, jednak Kacperek marzył o nieco większym psie. Z kolei tata głosował za owczarkiem niemieckim, którego bała się mama. Dyskusje zdawały się ciągnąć bez końca, a Kacperek ciągle nie mógł się zdecydować. Zrezygnowany chłopiec nie mógł zasnąć. Kilka razy zapalał nocną lampkę i zerkał do atlasu psów, szukając wymarzonego towarzysza. Bez rezultatu. Następnego dnia cała rodzina udała się do dziadka Jurka z wizytą. Chłopiec postanowił skorzystać z doświadczenia swojego ukochanego dziadka i poprosić o pomoc w wyborze idealnego psa. Dziadek uważnie przejrzał atlas, ale również nie mógł wybrać idealnego psiego towarzysza dla swojego wnuczka. Gdy Kacperek już prawie miał zrezygnować z pomysłu posiadania psa dziadkowi wpadł do głowy pewien pomysł:
- Kacperku jutro zabiorę Cię na wycieczkę w pewne miejsce. Wydaje mi się, że tam czeka na Ciebie czworonożny przyjaciel.
Kacperek strasznie się ucieszył i pomyślał, że z pewnością dziadek zabierze go na wystawę psów. Z przejęcia nie mógł w nocy zasnąć. Jakież było jego zdziwienie, gdy okazało się, że zamiast na wystawę psów dziadek Jurek zabrał go do schroniska dla zwierząt. Pan, który pracował w schronisku zaprosił ich do środka i powiedział, że najczęściej to pies wybiera sobie właściciela. Kacperek był trochę zdziwiony tymi słowami. Przecież wiadomo, że to on sam zadecyduje jaką rasę wybrać. Kiesy weszli na teren schroniska ich oczom ukazał się długi szereg klatek. Kacperek przez chwilę stał jak zaczarowany i nie mógł się ruszyć. Po namyśle stwierdził, że wśród tylu psów nigdy nie znajdzie tego jednego jedynego i bardzo się tym zmartwił. Jednak dziadek chwycił Kacperka mocno za rękę i rozpoczęli poszukiwania. Psy w klatkach podbiegały żeby zobaczyć gości, niektóre stały spokojnie i tylko łapały w nozdrza zapach przybyłych, niektóre zaś głośno ujadały, a nawet wyglądały bardzo groźnie. Kacperek miał wrażenie, że wszystkie, niezależnie od zachowania, wyglądają na smutne. Poczuł jakby ukłucie w serduszku i zrozumiał skąd się ono wzięło. Te psy były niechciane albo porzucone, dlatego tu były... Kacperek powiedział dziadkowi, że najchętniej zabrałby wszystkie psiaki do domu, jednak wiedział, że nie może tego zrobić. Wędrując wśród klatek chłopiec co chwilę przystawał, gdyż miał wrażenie, że właśnie mieszkańcowi tej klatki będzie mógł podarować dom. Jednak ciągle nie mógł się zdecydować. Gdy już zaczął tracić nadzieję zorientował się, że dużymi brązowymi oczami przypatruje mu się mały, niepozorny kundelek. Piesek wysunął nos przez siatkę i wsparł się na jednaj łapie, a drugą jakby zamachał do Kacperka. Kiedy szczeknął przyjaźnie chłopiec już wiedział: To ten! Dziadku to jest mój pies! Zobacz, on mnie wybrał! To na pewno on! Kiedy podekscytowany Kacperek powiedział Panu pracującemu w schronisku, którego pieska chciałby zabrać do domu, ten tylko się uśmiechnął mówiąc:
- To kundelek Kafelek. Kilka osób już chciało zabrać go do domu, jednak on pierwszy raz tak bardzo cieszy się na czyjś widok. Masz rację Kacperku - jestem pewien, że Kafelek wybrał Cię na swojego właściciela. 
I już po chwili Kacperek drapał szczęśliwego pieska za uszami. Wiedział, że zyskał wiernego kompana wielu zabaw i psot.

środa, 21 stycznia 2015

Babcia i Dziadek



rys. Kamilka

Nadszedł dziś Dzień Babci, a jutro zawita Dzień Dziadka. Pamiętajcie o złożeniu życzeń swoim ukochanym babciom i dziadkom. Bajeczna Fabryka dołącza się do wszystkich życzeń  i przedstawia wierszyk napisany przez naszą wierną Czytelniczkę - Panią Iwonę Pietruchę. Wierszyk o nie takich zwyczajnych babciach i dziadkach ;) Zobaczcie sami!

"Babcia i Dziadek"

Babcia z kokiem na głowie, pledem w kratę okryta,
W fotelu bujanym, swej wnuczce książkę o skrzatach czyta.
Albo drutami przebiera i szalik dla wnuka robi,
Ciepły ten szalik wełniany niejedną szyję ozdobił.

Dziadek fajkę przypala, przyłoży drewnem do pieca.
Gazetę przejrzy wieczorem, jeśli nie zgaśnie mu świeca.
Dziadek zwierzęta nakarmi, zanim położy się spać
I rano też musi, przed świtem, do zwierząt swoich wstać.

Dziś nie ma takich babć - powiecie.
Dziś dziadków z fajką nie znajdziecie.
Wszystko nam zmienił nowoczesny świat,
Babciom ubyło zmarszczek, Dziadkom ubyło lat.

Dziś babcia zumbę wywija lub uczy się angielskiego,
Dziadek na motor wsiada i jedzie w trasę z kolegą.
Babcia nie bawi już wnuków lecz w pracy się realizuje.
Dziadek przed komputerem podróże dalekie planuje.

Nieważne, jaka ta babcia, nieważne co robi dziadek.
Ważne, że są wciąż z nami i nie jest to przypadek.
I pewnie mi jednogłośnie zaraz tu przytakniecie:
Bez babć i dziadków byłoby szaro na świecie.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Kosmonauta

rys. Olek (10 lat)

W cyklu ZAWODY prezentujemy dziś kosmonautę. Wielu chłopców i pewnie też wiele dziewczynek chciałoby być takim kosmonautą, dla którego miejscem pracy jest przestrzeń kosmiczna - wśród gwiazd, planet i satelitów. Czyż to nie fascynujące? Drodzy Poczytnicy, ilu z Was marzy o byciu kosmonautą? :)

"Kosmonauta"

Kuba bardzo często rozmyślał o podróżach.
Ochota na nie była od dawna bardzo duża.
Gdy wieczorami gwiazdy spokojnie podziwiał,
Marzył, że blisko nich na co dzień przebywa.

O jasno świecącym księżycu śnił też czasami,
Albo, że spaceruje sobie pomiędzy gwiazdami.
Ogrzewa się milutko w blasku samego słońca,
A tym przyjemnym uciechom nie ma wręcz końca.

Koledzy się w czoło pukali, często wyśmiewali.
Zapał się jednak w Kubie nic a nic nie wypalił.
Czytał chętnie i dużo, uczył się języka angielskiego.
Nie miał zamiaru rezygnować z marzenia swojego.

Aż razu pewnego rzecz stała się niesłychana,
Dziadek po niego przyjechał już z samego rana.
Kuba nie wiedział, czego ma się spodziewać,
Zaczął czym prędzej ubrania swe wdziewać.

Gdy wsiedli do samochodu, to daleko jechali,
Aż pod stadionem wielkim w końcu zaparkowali.
Dziadek nic nie zdradził wnukowi, o co chodzi.
Wtem Kuba patrzy, a tu kosmonauta wychodzi!

Miał biały kombinezon i dziwnie w nim chodził,
Pod pachą dużą bańkę i palcem po planszy wodził.
Kuba z zapartym tchem na niego spoglądał,
Słuchał wszystkiego uważnie i zdjęcia oglądał.

Wiele ciekawych rzeczy dowiedział się ze spotkania.
Doczekać się nie może, aż pójdzie do szkoły z rana.
By opowiedzieć na przerwie wszystko kolegom swoim,
Że wie, iż będzie kosmonautą i wcale się tego nie boi!

piątek, 16 stycznia 2015

Odważna myszka


Czasami spotykamy na swej drodze osoby, które się jąkają. Pamiętajcie, że bycie innym bywa dla nich niezwykle trudne. Inny, nie znaczy gorszy, a czasem wręcz przeciwnie. Bądźcie więc otwarci!

"Odważna myszka"

W pewnym zwyczajnym domku pod lasem mieszkała mała Ola wraz z rodzicami. Dziewczynka nie wiedziała jednak, że na strychu mieszka jeszcze jedna rodzina - mysia rodzina. Małe myszki mieszkały na strychu już od wielu lat. Właściwie to mieszkały tam dwie rodziny myszek. Wielopokoleniowe. Pierwsza z rodzin – Państwo Myszyńscy, mieli dwójkę dzieci - Kasię Myszyńską i Krzysia Myszyńskiego. W drugiej rodzinie – Państwa Futerków, też była mała myszka - Zosia Futerko. Kasia i Krzyś mieli mnóstwo pomysłów na figle i psoty. Często schodzili ze strychu w poszukiwaniu nowych przygód. Kilka razy myszki chciały na taką wyprawę zabrać ze sobą Zosię, jednak nigdy nie mogły jej znaleźć. Zosia Futerko unikała spotkań z rówieśnikami. Kasia i Krzyś nie bardzo wiedzieli, co jest tego powodem. Aż pewnego dnia, kiedy wszystkie dorosłe myszki wyszły z domu w poszukiwaniu pożywienia, Zosia zauważyła, że po schodach skrada się kot. Mała myszka bardzo się przestraszyła. Szybko zorientowała się, że musi ostrzec pozostałych przed grożącym im niebezpieczeństwem. Myśl, że musi opuścić swoje mieszkanie i odezwać się, przerażała ją jeszcze bardziej niż czyhający kocur.
W końcu pobiegła do sąsiadów i zastukała łapkami. Kasia i Krzyś jednocześnie znaleźli się przy drzwiach. Byli bardzo zdziwieni, kiedy zobaczyli Zosię Futerko. Po przerażonej minie sąsiadki zorientowali się, że stało się coś złego. Kasia krzyknęła głośno:
- Zosiu, co się stało?
Jednak Zosia nie potrafiła powiedzieć ani słowa. Otworzyła tylko szerzej oczy ze strachu.
- Zosiu musisz nam powiedzieć, o co chodzi - ponaglał Krzyś.
Jednak mała myszka zdołała tylko kilka razy powiedzieć "k, k, k...", a po jej policzkach popłynęły łzy.
- K, k, k...kot – odezwała się po chwili. - Na scho, cho, cho...chodach – dodała.
- Kot na schodach! – pierwsza krzyknęła Kasia. – Musimy zamknąć drzwi!
I trzy myszki, ile sił w łapkach, pobiegły do drzwi. Kot był już prawie na strychu i myszki zdążyły w ostatnim momencie zatrzasnąć mu drzwi przed nosem. Gdy niebezpieczeństwo zostało zażegnane, Kasia i Krzyś zaczęli się głośno śmiać. Wtem spostrzegli, że Zosia chce ukradkiem wrócić do swojego mieszkania.
- Zosiu poczekaj! - zawołała Kasia
- Od dziś jesteś naszą bohaterką! - powiedział radośnie Krzyś.
- J, j, ja? - Zosia była bardzo zaskoczona słowami rodzeństwa.
- No pewnie, że ty! - wykrzyknęli razem. – Zostań z nami. Pobawimy się.
- Ale ja. Ale ja. Ja się j, j, j jąkam i c, c, c ciężko mnie czasem z, z, z, zrozumieć – powiedziała cicho Zosia.
- Przecież to nikomu nie przeszkadza - stwierdziła radośnie Kasia.
- I, i, i nie będziecie się ze, ze, ze mnie śmia, śmiali? - Zosia była bardzo zdziwiona.
- Zosiu! Jak mogłaś w ogóle tak pomyśleć! - Kasia mocno przytuliła koleżankę.
- I nie zapominaj, że gdyby nie ty, kot zrobiłby nam krzywdę! - dodał Krzyś.
- W ogóle nam nie przeszkadza, że się jąkasz. Nic a nic! – dodała Kasia.
Zosia była szczęśliwa. Tego dnia zyskała dwoje wspaniałych przyjaciół. Zresztą nie tylko. Zyskała tego dnia coś więcej. Pewność siebie.

Chcecie wiedzieć, co było potem?

Zosia z dnia na dzień nabierała coraz więcej pewności siebie. Dni spędzała na zabawach z przyjaciółmi i nauce nowych rzeczy. Sama wychodziła do innych i wymyślała nowe zabawy. Była uczynna, grzeczna i wszyscy bardzo ją lubili. I nikt jej nie dokuczał z powodu jąkania. A wiecie, co się zdarzyło później? Zosia coraz rzadziej zacinała się przy mówieniu, aż w końcu pewnego dnia przestała się jąkać!

środa, 14 stycznia 2015

Nietoperze

rys. Tymek (4 lata)

Nietoperze - stworzenia nocne, zamieszkujące ciemne jaskinie i posługujące się raczej zmysłem słuchu, niż wzroku. Henio - bohater naszej bajki - był zafascynowany nietoperzami. Chciał koniecznie wiedzieć o nich jak najwięcej! I właśnie dlatego rodzice zabrali go na wycieczkę :) Czy Henio spotkał nietoperze? Przeczytajcie!

"Nietoperze"

Czy nietoperze jeżdżą na rowerze?
Czy nietoperze wdrapują się na wieże?
Czy nietoperze gwiżdżą na spacerze?
Czy nietoperze nocą fruną na wybrzeże?

Henio próbował od kilku dni znaleźć odpowiedzi na te trudne pytania. Zapytał babcię Krysię, dziadka Władka i mamę. Niestety nikt nie był w stanie udzielić mu odpowiedzi na zadane pytania. Wiedział, że nietoperze latają w nocy i że mają wielkie uszy. Najbardziej interesowało go, jak one mogą spać do góry nogami. Swoimi pytaniami zasypywał wszystkich od rana do wieczora, aż wreszcie podczas naprędce zwołanej narady rodzinnej ustalono, że trzeba Heniowi nietoperze pokazać. Chłopiec uszczęśliwiony decyzją swoich bliskich przystąpił wraz z tatą i mamą do planowania wycieczki. Tata pokazał Heniowi książkę, w której autor szczegółowo opisał życie tych nocnych zwierzątek.
Wreszcie nadszedł dzień, w którym całą rodziną mieli wybrać się do jaskini. Przygotowali się dobrze, wzięli ciepłe ubrania i wygodne buty. Do plecaka taty zapakowali latarki, mapy i suchy prowiant. Ruszyli w podróż, która chłopcu dłużyła się niemiłosiernie. Chłopiec co kilka minut dopytywał rodziców, czy cel podróży jest w zasięgu ręki. Gdy dotarli na miejsce Henio był szczęśliwy, jak nigdy. Z rodzicami udali się na plac, który pokazał mu na mapie tata. Plac znajdował się w bliskim sąsiedztwie jaskini. Na miejscu zbiórki czekał już na nich przewodnik - Pan Grzegorz. Na wstępie opowiedział nieco o trasie, jaką mieli iść i spytał Henia, czy nie boi się nietoperzy, których jest w jaskini bardzo dużo.
- Nie boję się - powiedział Henio - Przyjechałem tutaj specjalnie, by je zobaczyć.
Pan Grzegorz uśmiechnął się pod nosem. Zapalił latarkę i ruszył w stronę jaskini. Szli przez wąski korytarz, a potem weszli do wielkiej sali, w której pan Grzegorz przy pomocy latarki podświetlał stalaktyty oraz stalagmity i opowiadał o nich różne interesujące, a czasem zabawne historie. Henio jednym uchem słuchał opowieści przewodnika, a drugim nasłuchiwał szelestów skrzydeł nietoperzy. W ciemnościach wypatrywał błysku ich oczu. Chłopiec starał się być czujny. Chwilami wydawało mu się, że słyszy jakiś szelest, ale nie był pewien. Wtedy pan Grzegorz powiedział, że teraz pójdą korytarzem nietoperzy. Henio aż wykrzyknął z radości, ale pan przewodnik upomniał go, że trzeba być cicho, żeby nietoperzy nie spłoszyć. Pan Grzegorz osłabił ostrość światła latarki i ruszył pierwszy. Henio szedł zaraz za przewodnikiem. Zamiast patrzeć pod nogi patrzył w górę, wypatrując stada nietoperzy. Przez nieuwagę potknął się i upadł. Upadek Henia spłoszył nietoperze, które piszcząc rzuciły się do ucieczki. Henio stał jak zahipnotyzowany i patrzył, jak nietoperze wylatują. Część z nich pozostała jednak na swoich miejscach. Pan Grzegorz, widząc radość chłopca, tylko bez słowa pogroził mu palcem i uśmiechnął się szeroko. Przyznał się, że sam bardzo lubi nietoperze i dawno nie widział ich w ruchu, a o tych, które zostały powiedział, że to muszą być wyjątkowe śpiochy, skoro nawet tak wielki rumor ich nie obudził. Tata zrobił kilka zdjęć nietoperzom, sprawiając tym wiele radości Heniowi. Gdy opuszczali jaskinię chłopiec nie mógł pogodzić się z tym, że to koniec przygody z nietoperzami. W milczeniu pokonali drogę do samochodu. Gdy Henio wsiadł do samochodu odkrył, że na sąsiednim siedzeniu leży mały pakunek zaadresowany do niego. W pośpiechu rozpakował go. Krzykom pełnym radości i śmiechom nie było końca. Henio w dłoniach trzymał drewnianą figurkę przedstawiającą prawdziwego nietoperza. Podczas drogi powrotnej sam odpowiedział sobie na swoje pytania:

Nietoperze nie jeżdżą na rowerze.
Nietoperze nie wdrapują się na wieże.
Nietoperze nie gwiżdżą na spacerze.
Nietoperze nocą nie fruną na wybrzeże. 


rys. Adaś (9 lat)

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Skąd się bierze śnieg

rys. Rakothka

Gdy nadchodzi zima wszystkie dzieci zadają jedno bardzo ważne pytanie - skąd się bierze śnieg? Czy wiecie? Niektórzy z Was pewnie wiedzą. Tych, którzy wcześniej nie słyszeli tej historii zapraszamy na dzisiejsze opowiadanie. Dziadek Pawełka wyjaśni Wam wszystko ze szczegółami :)

"Skąd się bierze śnieg"

- Dziadku, dziadku, skąd się bierze śnieg? - zapytał któregoś dnia Pawełek.
- Śnieg się bierze z nieba, wnusiu. - odpowiedział dziadek.
- Ale jak to z nieba? Tak po prostu? - maluch nie odpuszczał.
- Hm, daj się dziadkowi chwilę zastanowić i przypomnieć sobie tę całą śniegową historię. Zjedzmy obiad, który przygotowała mama i później znów porozmawiamy. - odparł dziadek.
Na obiad były bardzo lubiane przez Pawełka kluski śląskie - te z dziurką w środku! - z przepysznym gulaszem warzywnym. Ostatnimi czasy mama zapowiedziała bowiem, że cała rodzina powinna jeść więcej warzyw. I tak też się stało. Na obiad coraz częściej pojawiały się marchewki, brokuły, kalafiory i cukinie. Raz nawet był fioletowy bakłażan! Pawełek pamiętał ten obiad wyjątkowo dobrze, ponieważ bardzo się zdziwił, gdy mama zaczęła przyrządzać jakieś fioletowe warzywo. Zdumienie sięgnęło zenitu, gdy chłopiec spróbował mały fioletowy kawałek i okazało się, że... to było nawet smaczne! Może nie były to pycha brukselki, ale smakowało całkiem nieźle. Po obiedzie mama podała deser. Ciasteczka korzenne i maślane, które można było dodatkowo maczać w płynnej czekoladzie.
Dziadek usiadł wygodnie przy kominku i zawołał Pawełka. Chłopiec akurat kończył pochłaniać piąte z kolei ciasteczko maślane. Gdy tylko usłyszał głos dziadka wiedział, że czeka go niesamowita historia. Usiadł więc na kolanach dziadka i przytulił się. Obaj wpatrywali się w płomienie kominka.
- A więc chciałbyś wiedzieć, skąd się bierze śnieg. - powtórzył dziadek, a Pawełek pokiwał energicznie głową. - Otóż jak już wspomniałem śnieg się bierze z nieba. Ale nie tak po prostu, o nie. Żeby zrobić śnieg trzeba się sporo napracować i trzeba mieć specjalne zdolności. Bo wiesz, Pawełku, śnieg jest tworzony przez aniołki w niebie.
Oczy Pawełka rozszerzyły się i wyglądały jak pięciozłotówki. Odwrócił twarz w stronę dziadka, a ten uśmiechnął się, wiedząc, że udało mu się wzbudzić zainteresowanie wnuczka. Chłopiec miał tysiące pytań w głowie, ale postanowił ich na razie nie zadawać, żeby dziadek nie zapomniał całej historii i żeby przypadkiem nie przestał opowiadać. Słuchał cierpliwie. Tylko jego oczy wpatrujące się z napięciem w oczy dziadka zdradzały podekscytowanie.
- Tak, właśnie tak, to aniołki tworzą śnieg i zsyłają go na ziemię. Każdy aniołek w niebie ma swoje specjalne zadanie. Niektóre pilnują, abyś cały czas się uśmiechał i był szczęśliwy, inne czuwają nad tatusiem, gdy jedzie w długą daleką podróż, a jeszcze inne opiekują się dobrymi duszami, które odeszły z tego świata, np. babcią Józefiną.
Tu dziadkowi zakręciła się łezka w oku. Pawełek wiedział, że dziadek bardzo tęsknił za babcią, ponieważ często powtarzał, że już chciałby do niej dołączyć. Przytulił się więc mocno do gładko ogolonej, ale wciąż jakby szorstkiej twarzy dziadka i pocałował go. Dziadek uśmiechnął się.
- Jak już mówiłem, każdy aniołek ma swoje specjalne zadanie. I istnieją aniołki, które tworzą śnieg. Lecz nie jest to łatwe zadanie. Aby móc tworzyć śnieg te wybrane aniołki muszą najpierw chodzić do specjalnej szkoły, w której uczą się, jak to robić. Śnieg to bowiem wielka odpowiedzialność! Musi mieć piękne płatki - każdy inny! Nie mogą być takie same, więc aniołki muszą mieć wspaniałą wyobraźnię. Musi się dobrze lepić, żeby dzieci mogły ulepić bałwana lub porzucać się śnieżkami. Jeśli będzie się kiepsko lepił, to dzieci będą smutne, a tego aniołki nie lubią. I jeszcze musi być odpowiednio śliski - na tyle śliski, żeby móc się na nim ślizgać, ale nie za bardzo śliski, aby auta mogły bezpiecznie jeździć po ulicach.
Pawełek potakiwał, wiedząc, że to były najprawdziwsze i najważniejsze cechy śniegu. Inaczej być nie mogło!
- W szkole śnieżynkowej aniołki uczą się, jak zachować w płatkach śniegu te wszystkie cechy i uczą się wycinać różne wzory. Pamiętasz, jak na początku zimy padał taki niewielki śnieg? Tak jakby nieśmiało? To właśnie nowe aniołki uczyły się na swoich pierwszych lekcjach. A teraz popatrz, jak im dobrze idzie!
Dziadek pokazał palcem za okno, gdzie śnieg padał jak szalony. I tak już drugi tydzień z rzędu. Nie wyglądało na to, aby w ogóle kiedykolwiek miał przestać padać! Pawełek zamyślił się.
- Ale dziadku, skoro u nas pada śnieg dzień i noc przez cały czas, to aniołki muszą być bardzo zmęczone!
- Tak myślałem, że może Cię to zastanowić - mądry z Ciebie chłopiec. Ale nic się nie martw. W ciągu dnia aniołki tworzą tak dużo śnieżynek, że wystarcza ich i na dzień i na noc. Śnieg przechowują w chmurkach, z których sączy się on na ziemię w ciągu nocy i dzięki temu aniołki mogą spokojnie odpoczywać.
- To dobrze. - ucieszył się Pawełek.
- Jeszcze wrócę na chwilę do tworzenia płatków śniegu i Ci powiem, że każdy płatek jest tworzony indywidualnie i ręcznie. Aniołki nie mają żadnej specjalnej maszyny, tylko posługują się nożyczkami. Z cieniutkiego leciutkiego białego puchu wycinają różne kształty i tak powstają śnieżynki. Mają przy tym sporo zabawy i bardzo lubią swoje zajęcie. A przez to, że każda śnieżynka musi być inna, to używają swojej wyobraźni i nie nudzą się.
- Dziadku, to naprawdę bardzo ciekawa historia! Nie wiedziałem, że to aniołki robią śnieg!
Gdy dziadek skończył opowiadać śniegową historię, Pawełek zaczął zadawać wszystkie pytania, z którymi wcześniej się wstrzymywał. Rozmawiali jeszcze przez godzinę. Dziadek cierpliwie odpowiadał na pytania, a Pawełek dowiedział się wszystkiego o śniegu i aniołkach.
Następnego dnia na spacerze, na polanie przykrytej świeżym śniegiem, wnuczek zrobił śniegowego aniołka specjalnie dla dziadka w podziękowaniu za wspaniałą historię.

piątek, 2 stycznia 2015

Spotkanie z dinozaurem

fot. Figa

Dinozaury, dinozaury - którzy z Was, Drodzy Chłopcy i Dziewczęta, lubią dinozaury? Którzy z Was bawili się z kolegami i koleżankami plastikowymi figurkami, rysowali wielkie dinozaury na lekcjach plastyki lub nawet pojechali w odwiedziny do Parku Jurajskiego? Pewnie wielu z Was :) Igor marzył o tym, żeby choć raz dotknąć jakiegoś dinozaura. I wiecie co? Udało mu się! Przeczytajcie i dowiedzcie się, jak to było możliwe :)

„Spotkanie z dinozaurem”

Bohaterem dzisiejszego opowiadania jest Igor. Siedmiolatek o włosach w kolorze gorzkiej czekolady. Igora od kilku lat interesują dinozaury. Te nietypowe zainteresowania dzieli ze swoim dziadkiem Fryderykiem. Każdą sobotę spędzają razem, przeglądając albumy przedstawiające te fascynujące stworzenia. Nad łóżkiem chłopca wiszą w równym rzędzie półki, zapełnione figurkami przedstawiającymi dinozaury. Przed snem Igor przygląda się swoim ulubieńcom. Zapala nocną lampkę, zbliża ulubionego tyranozaura do jej światła, a na ścianie pojawia się ogromny cień groźnego dinozaura. Czasami po takiej wieczornej zabawie Igorowi śni się, że ogromny tyranozaur rex mieszka u niego w pokoju. Jednak częściej śni mu się, że żyje w czasach dinozaurów, mieszka w jaskini i na grzbiecie dinozaura zwiedza świat. Z przykrością otwiera o poranku oczy, odkrywając że jest w swoim pokoju.
Pewnego słonecznego dnia chłopiec wybrał się na pobliski plac zabaw. Usiadł na huśtawce i bujał się wysoko, do samego nieba. Jednak ta zabawa chłopcu znudziła się po chwili. Usiadł na ławce i zaczął przyglądać się pagórkowi, znajdującemu się kilkadziesiąt kroków od placu zabaw. Zamknął oczy, a po chwili otworzył je. Przetarł oczy ze zdziwienia, gdyż pobliskiego pagórka nie było. Igor wiedział, że takie rzeczy się nie zdarzają. Bardzo się zdenerwował, marzył by szybko znaleźć się w domu. Gdy chciał wstać z ławki zauważył, że wielkie skupisko krzaków rosnących obok huśtawki rusza się i słychać głośne sapanie. Ostrożnie podszedł do nich. Serce biło mu jak oszalałe. Gdy był już kilka kroków od krzaków zauważył ukryte między zielonymi liśćmi oko. Chłopiec pisnął z przerażenia i odskoczył. W tym momencie ponad krzakami pojawiła się wielka głowa tyranozaura. Igor przetarł ze zdziwienia oczy, zamknął je a po chwili otworzył, ale dinozaur nie zniknął. Wręcz przeciwnie. Zbliżył się do niego. Igor stał bojąc się poruszyć. W pewnym momencie chłopiec miał wrażenie, że dinozaur przejdzie koło niego i pójdzie dalej w nieznane. Jednak, gdy tyranozaur był już bardzo blisko zatrzymał się i zaczął uważnie przyglądać się Igorowi. Ten w pewnym momencie odkrył, że olbrzym się uśmiecha. To dodało chłopcu odwagi, więc wyciągnął rękę i delikatnie pogłaskał tyranozaura po pysku.
- Marzyłem, by Cię dotknąć - wyszeptał.
Dinozaur prychnął i pochylił się jeszcze niżej, dotykając łbem ramienia chłopca. Stali tak w bezruchu przypatrując się sobie. Igor dotknął skóry dinozaura. Była dokładnie taka, jak mówił dziadek. Chłopiec szeroko się uśmiechnął i pomyślał, że skoro dinozaury jest taki przyjazny to może pokaże mu okolicę. Po cichu marzył, że będzie mógł jechać na dinozaurowym grzbiecie. Nie zastanawiając się zbyt długo zapytał:
- Czy chciałbyś zobaczyć okolicę?
W odpowiedzi dinozaur prychnął wesoło i nachylił się aby Igor mógł wejść na jego grzbiet. Gdy chłopiec już usadowił się wygodnie tyranozaur ruszył powoli przed siebie. Wspólnie zwiedzili okoliczny park, przemierzyli wszystkie kręte ulice miasta. Igor miał w planach wycieczkę do dziadka Fryderyka. Zastanawiał się jednak czy dinozaur zmieści się w dziadkowym domu. Jego rozmyślania przerwało wołanie mamy:
- Igorku! Chodź do domu!
Chłopiec nie mógł uwierzyć, że spotkanie z ulubionym dinozaurem było jedynie kolejnym snem. Niepewnie spojrzał w stronę pagórka, który stał dokładnie w tym samym miejscu, co ostatnio. Po chwili chłopiec uśmiechnął się do siebie. Od tego dnia podwórkowy pagórek kojarzyć mu się będzie z dinozaurem.