wtorek, 24 lutego 2015

Leśne pogaduchy

rys. Ala

Czy wiecie o czym ostatnio szeptały zwierzęta? Szeptały sobie z uszka do uszka o czymś ważnym, o czymś co się zbliżało W I E L K I M I krokami... Chcecie wiedzieć o czym? Przeczytajcie koniecznie!
Dzisiejszy wierszyk nadesłała do Bajecznej Fabryki Iwona Pietrucha - Dziękujemy!*

"Leśne pogaduchy"

Raz wiewiórka, Ruda Puszka
Wyszeptała coś do uszka
Malutkiemu jeżykowi,
Który w krzakach kupkę robił.

Jeż wygrzebał się spod sterty,
Truchtem ruszył w stronę drzewa,
Gdzie w resztówkach suchych liści
Sowa wciąż próbuje śpiewać.

Zaraz sowa się zbudziła.
Przerażonym zerka okiem:
„Co ten jeż mi opowiada?
Co się zbliża wielkim krokiem?”

Co powiedział? Tajemnica!
Fakt, że sowa poleciała.
Do niedźwiedzia gawry ciemnej.
Wszystko mu opowiedziała.

Niedźwiedź cielsko swoje ruszył,
Do jelenia z sarną człapnął.
Jeleń piękne rogi puszył…
Ale róg mu zaraz klapnął,

Gdy usłyszał straszne wieści.
Szybko sprzedał je dzikowi.
„Oj, to w głowie się nie mieści!
Mówię NIE temu gościowi!”

Dzik potuptał do borsuka,
W pajęczynę się zaplątał.
„Czego pan tu u mnie szuka?
Czy nie widzi pan, że sprzątam?”

Borsuk już nie wiedział komu
Ma powtórzyć tę nowinę.
Więc napisał list do domu
Zawiadomił swą rodzinę.

I tak sobie powtarzali,
Ten sekrecik od wiewiórki.
Aż mrowisko napotkali
A w nim pracowite mrówki.

Patrzą, wielce się dziwują.
Czemu tak w mrowisku wrze?
Czemu mrówki tak pracują?
Zamiast lepiej bawić się.

Mądre mrówki, chociaż małe.
Tak się głośno zapytały:
„Jakaż była ta nowina,
Co zwierzęta ją szeptały?”

Zgromadzona tu zwierzyna
Jak nie zacznie się wydzierać:
„No, że wkrótce przyjdzie zima
Trzeba już zapasy zbierać.”

Na to mrówki rzekły wszystkie:
„Nam nie straszne zawieruchy.
My wolimy tu się krzątać
Niż czas tracić na pogaduchy.

A kto wciąż się tylko bawi,
Kto tu cały rok próżnuje.
Ten ma pełne gacie strachu,
Zimą zaś tylko głoduje.”

„A tam - rzekł wesoło niedźwiedź,
Zaczynając w nos się śmiać -
Mnie nie straszna mroźna pora,
Gdyż ja zimą idę spać.”

Z tego wiersza morał taki,
Każde dziecko o tym wie.
Pracowity bądź jak mrówki,
Wtedy zima fajna jest!

* Opublikowany w dniu dzisiejszym utwór został przygotowany przez wyżej wymienioną autorkę na konkurs zorganizowany przez Wychowanie w Przedszkolu. 

sobota, 21 lutego 2015

samochodziki z tektury


Dzisiejszy wpis dedykujemy wszystkim małym fanom motoryzacji:)
Zapinamy pasy i ruszamy w drogę, gdzie krok po kroku pokażemy Wam, jak zrobić swój własny pojazd!



Potrzebne materiały:

- tektura
- korek
- wykałaczka
- flamaster, nożyczki


Wykonanie:

- na sztywnej tekturce rysujemy zarys samochodu
- wycinamy nożyczkami kontur samochodu i szybki
- korek tniemy na 4 części, które posłużą nam za koła samochodu
- koła mocujemy do tektury za pomocą wykałaczki  (nadmiar wykałaczki przycinamy)

Pozostaje nam już tylko pomalować samochodzik w ulubionym kolorze a za pomocą sznurka wyznaczyć trasę, którą samochody będą się poruszać:)
Życzymy Wam szerokiej zabawy!




czwartek, 19 lutego 2015

Magiczne słowa



Każdy z Was, drodzy Poczytnicy, choć raz kłócił się ze swoim rodzeństwem lub przyjaciółmi. Ale czy wyobrażacie sobie kłócić się prawie cały czas? Pewne królewny miały z tym spory problem... Ale wystarczyła jedna podróż i jeden pyszny wypiek, aby wszystko się odmieniło. Chcecie wiedzieć, jak to się potoczyło? W takim razie przeczytajcie koniecznie naszą bajkę :)


"Magiczne słowa"

Za siedmioma górami, za trzema dębowymi lasami, za granatowym oceanem w ceglastym zamczysku mieszkał Król wraz z Królową i córkami - Olgą i Mają. Królewny całymi dniami biegały po krętych korytarzach zamku i królewskich ogrodach. Podczas ich zabaw zamek wypełniony był ich radosnym śmiechem. Wystarczyło jednak przerwać ich zabawę, by śmiech zamienił się błyskawicznie w krzyki i piski, zwiastujące kolejną siostrzaną kłótnię. Nie pomagały upomnienia, prośby i groźby. Siostry kłóciły się do wylania ostatniej łzy. Zniecierpliwiony Król wezwał swojego starego, zaufanego Doradcę i poprosił o pomoc. Ten długo myślał aż wymyślił, że sprawi, iż Król i Ķrólowa stracą głos. Królewny muszą zerwać dwa jabłka z jabłoni rosnącej na szczycie Góry Przyjaźni i z nich upiec szarlotkę dla swoich rodziców. Wspólnie upieczone ciasto miało ich odczarować. Doradca od planów przeszedł do czynów. Następnego dnia Król i Królowa stracili głos, zaś królewny dostały wskazówki, które miały pomóc w ich odczarowaniu. Obrażone na siebie ruszyły na Górę Przyjaźni. Góra była bardzo wysoka i stroma. Po kilku godzinach marszu krętymi i wąskimi dróżkami dziewczynki zobaczyły szczyt, na którym rosła jabłoń. Była w zasięgu ręki. Od celu każdą z dziewczynek dzieliło ostatnie strome podejście. Jednak królewny przy każdej samotnej próbie wspinaczki ześlizgiwały się. Wtedy usłyszały tajemniczy głos:

Górę Przyjaźni tylko ten zdobędzie, 
Kto w zgodzie z innymi żyć będzie.

Królewny zignorowały usłyszaną wskazówkę i nadal samotnie usiłowały wdrapać się na szczyt góry. Wtem błękitne niebo przykryły granatowe chmury i zerwał się porywisty wiatr. Wśród szumów wiatru zagrzmiał ponownie tajemniczy głos:

Górę Przyjaźni tylko ten zdobędzie, 
Kto w zgodzie z innymi żyć będzie.

Nagle spadł tak gwałtowny deszcz, że wprost zmył obie królewny do jaskini. Przerażone wpadły sobie w objęcia. Dziewczynki tuliły się do siebie kilka minut, dygocząc ze strachu.
- Przepraszam - wyszeptała Olga.
- Przepraszam - w odpowiedzi wyszeptała Maja.
Kiedy się w końcu uspokoiły, zgodnie ustaliły, że od tej pory działają wspólnie. Trzymając się za ręce wyszły z jaskini. Na niebie po ciemnych chmurach nie było śladu. Dziewczynki podeszły do skał dzielących je od szczytu góry, na której rosła jabłoń. Uśmiechnęły się do siebie. Olga, starsza z sióstr, podsadziła Maję. Po chwili królewna trzymała w dłoniach dwa czerwone jabłka. Z pomocą siostry Maja zeszła ze szczytu. Kiedy dotarły do królewskiego zamku nie miały już wątpliwości, że szarlotkę muszą upiec wspólnie. Olga szybko zagniotła ciasto, a Maja obrała i starła jabłka. Pracowały cały czas zgodnie. Wiedziały, że tylko w ten sposób uda im się przywrócić głos rodzicom. Oprószone mąką dziewczynki wspólnie wyciągnęły z piekarnika blachę pełną ciasta, zaparzyły różaną herbatę i ruszyły krętymi korytarzami do komnaty rodziców. Król i Królowa w milczeniu zjedli po kawałku pysznej szarlotki i wypili herbatę. Królowa uśmiechnęła się i rzekła:

Odzyskaliśmy głos
Dzięki Waszej odwadze i mądrości. 
Niech dobro, jakie w sercach nosicie,
Na stałe w Waszym życiu gości.
Pamiętajcie zawsze, jak ważna jest współpraca
I jak cenne są słowa:
Proszę, dziękuję i przepraszam.

Nastał kolejny dzień, a za nim kolejny... i kolejny. Życie w zamku biegło swoim rytmem. Królewnom nadal zdarzały się siostrzane kłótnie, ale od pewnego szczególnego dnia kończyły się wzajemnymi przeprosinami. W zamku zapanowała zgoda.

wtorek, 17 lutego 2015

Pięć kotów

rys. Olek

Jak co roku z okazji Dnia Kota mamy dla Was krótką bajkę. A Wy? Jak świętujecie ten dzień? Dodatkowymi pieszczotami, czy może większą miseczkę mleczka?

Autorką kociej bajki jest Agnieszka Wojas. 

"Pięć kotów" 

W pewnym mieście,
gdzieś na skwerku,
nieopodal parku
wygrzewało się pięć kotów,
każdy z nich do zabaw gotów.

Każdy z nich pasiasty był,
każdy w sobie urok krył.
Każdy w oczach figiel miał
i do psoty swej zapraszał.

Kot brązowy w żółte paski wiódł prym niebywały,
a ten pomarańczowo – zielony, mimo, że większy,
był mu niezwykle oddany. 
W słońca blasku lśniły paski czerwone u fioletowego,
niebieskie zaś zdobiły kota niezmiernie rudego.
Był jeszcze jeden, w kolorze beżowym,
który miał paski w tym samym, co rudy kolorze.

Dziś Dzień Kota głośno się ogłasza,
a pięć pasiastych kotów do zabawy wszystkich zaprasza.

sobota, 14 lutego 2015

Tajemnicze jajo

wykonanie - Iga 


W ten szczególny dzień - Dzień Zakochanych - opowiemy Wam dzisiaj o pewnej smoczej miłości :) Od czego wszystko się zaczęło? Może od pierwszego spojrzenia? A może od jakiegoś nieoczekiwanego gestu? Nie zdradzimy! Ale serdecznie zapraszamy do lektury :)

"Tajemnicze jajo" 

Na samym środku największego oceanu znajdują się zapomniane wyspy. Na próżno szukać ich na mapach. Od wieków nikt na nie nie trafił. Na jednej z takich wysp mieszkają ostatnie smoki. Od wielu lat na świat nie przyszło żadne smocze dziecko i smoki zaczynały się już poważnie martwić, że wyginą. Jednak pewnego dnia...
Najpiękniejsza ze wszystkich smoków, niebieska smoczyca Matylda, spacerowała brzegiem oceanu, gdy nagle potknęła się. Przeszkoda była biała jak śnieg i twarda jak kamień. Matylda usiadła na ziemi i obserwowała swoje znalezisko. Była pewna, że znalazła skarb. Kiedy toczyła go do wioski smoków, spotkała zielonego smoka Maurycego, który jak zwykle zaczerwienił się po czubki swoich łusek na jej widok. Wszyscy w wiosce wiedzieli, że Maurycy jest od lat zakochany w Matyldzie, tylko ona tego nie wiedziała. Maurycy bez słowa podbiegł do Matyldy i pomógł jej toczyć kamień o nietypowym kształcie. Zielony smok ukradkiem zerkał na niebieską smoczycę i układał w myślach tekst powitania.
- Jesteśmy na miejscu – powiedziała Matylda – dziękuję ci, Maurycy, za pomoc!
Maurycy nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Stał jak słup soli i patrzył na Matyldę maślanymi oczami.
Matylda pomyślała, że wypada zaprosić go na herbatę, więc zaproponowała:
- Może pomożesz mi jeszcze wnieść ten kamień do domu i napijesz się ze mną herbaty?
Maurycy bez słowa podniósł biały kamień i wniósł go do domu Matyldy. Usiadł przy stole i przyglądał się krzątającej się smoczycy. Po chwili do domu weszła smoczyca, której skóra była w kolorze dymu z ogniska. Była to babcia Matyldy, najstarsza mieszkanka smoczego rodu. Od razu zwróciła uwagę na biały kamień i aż krzyknęła:
- Matyldo! Skąd masz to jajo!?
Matylda spojrzała na Maurycego, ale ten był równie zdziwiony co ona i nie wiedział, o co chodzi starej smoczycy.
- Jakie jajo, babciu? – spytała.
Babcia podeszła do białego kamienia, podniosła go, przyłożyła do ucha i delikatnie potrząsnęła.
- To jajo, Matyldo, to jajo - rzekła smoczyca. – I to w dodatku smocze jajo. Musiało zostać złożone wiele lat temu i w jakiś sposób przetrwać niezniszczone.
- I co ja mam teraz z nim zrobić? – spytała Matylda
Babcia spojrzała na nią poważnie i powiedziała:
- Prawdopodobnie rodziców tego maleństwa nie ma już na tym świecie...
Matylda siedziała w milczeniu, patrząc na swoje znalezisko. Wyobraziła sobie smutek maleństwa, które po opuszczeniu jaja odkryje, że jest samo.
- Babciu, zaopiekuję się jajem i małym smokiem, który w nim mieszka! - wykrzyknęła Matylda.
- Ja ci pomogę Matyldo! – Maurycy nagle poderwał się z fotela. – Oczywiście, jeżeli się zgodzisz...
Matylda spojrzała na Maurycego, a potem na babcię. Stara smoczyca uśmiechnęła się i skinęła potakująco.
- Drogi Maurycy – powiedziała niebieska smoczyca – Myślę, że twoja pomoc będzie nieoceniona i z prawdziwą przyjemnością ją przyjmiemy. To znaczy ja i jajo.
Maurycy aż podskoczył z radości! Po chwili siedział obok jaja i delikatnie głaskał jego skorupkę.
Od tego dnia Matylda, Maurycy i jajo stali się nierozłączni. Kiedy Matylda opiekowała się jajem, Maurycy sprzątał i gotował. Z dnia na dzień coraz więcej czasu spędzali ze sobą, aż któregoś dnia zielony smok postanowił, że powie Matyldzie o swoich uczuciach. Z tej okazji Maurycy przygotował kolację, stół przykrył białym obrusem i zapalił świece. Matylda wróciła do domu i powitała Maurycego krzykiem:
- Niesamowite!
Zielony smok zarumienił się i już chciał podać swojej oblubienicy zupę szczawiową, gdy odkrył, że Matylda pobiegła do jaja, które grzało się koło kominka.
- Maurycy! Zobacz! Pękła skorupka!
Maurycy również podbiegł do jaja i uniósł w górę wierzch skorupki. Z jaja wychyliła się głowa małego smoka. Był zielony w niebieskie kropki. Małe smoczątko spojrzało na Matyldę i Maurycego i zapiszczało:
- Mama! Tata!
Maurycy spojrzał na Matyldę oczami pełnymi miłości, a wtedy ona powiedziała:
- Domyślałam się od jakiegoś czasu, co do mnie czujesz. Ja też cię pokochałam Maurycy. Jeżeli zechcesz, to z przyjemnością zostanę twoją żoną.
A potem wzięli małe smoczątko na ręce i wyszli z domu, żeby poinformować pozostałe smoki o tych wspaniałych nowinach.
Wkrótce wzięli ślub i żyli razem bardzo szczęśliwie.
Któregoś dnia małe smoczątko, któremu nadano imię Miłosz, bawiąc się na plaży wykopało z piasku duży biały kamień.... ale to już inna historia.

środa, 11 lutego 2015

Huśtawka

rys. Olga


Plac zabaw jest prawdziwym placem zabaw, jeśli jest na nim... No właśnie, co jest dla Was najważniejsze? Czy jest to piaskownica? Może drabinki? A może bujane koniki? Dla każdego z Was, Drodzy Poczytnicy, jest pewnie coś innego, co sprawia, że plac zabaw może się nazywać prawdziwym placem zabaw. Dla naszej grupki maluchów była to huśtawka :) Już dziś przeczytajcie jej historię!

"Huśtawka"

Plac zabaw na osiedlu "Pod Rozłożystym Dębem" był pusty. Poza piaszczystą piaskownicą i kolorową karuzelą nie było nic. Młodsze dzieci godzinami przesiadywały w piaskownicy, kopiąc dołki, zaś starsze bawiły się w chowanego i berka. Dzieci z zazdrością patrzyły na place zabaw sąsiednich osiedli, które były pełne atrakcji. Poza piaskownicą i karuzelą, każdy plac zabaw zaopatrzony był w zjeżdżalnie, koniki i huśtawki.
Jednak pewnego wakacyjnego poranka, gdy dzieci przyszły się pobawić w piaskownicy, spostrzegły, że coś się zmieniło. Tuż obok karuzeli leżały dwie tajemnicze belki. Dzieci były bardzo ciekawe, kto je zostawił i do czego będą wykorzystane.
- Pewnie zbudują wielki płot. - powiedział Krzyś.
- Nie, nie sądzę, - odpowiedziała Wanda - wydaje mi się, że z dwóch belek płota nie będzie.
- Może domek na tych belkach powstanie? - głośno marzył Antek.
- Tak, domek byłby fajny. - Krzysiowi zdecydowanie spodobał się pomysł Antka.
- A mi się wydaje, że z tych belek nie powstanie nic, na czym moglibyśmy się bawić. - Wanda nie podzielała entuzjazmu chłopców.
Dzieci długo zastanawiały się nad przeznaczeniem tajemniczych belek. W końcu ustalono, że należy poczekać, bo wkrótce z pewnością poznają ich przeznaczenie. Tymczasem można wykorzystać je do zabawy. Chłopcy pobiegli po resoraki, zaś dziewczynki po lalki. W jednej chwili dwie potężnych rozmiarów belki zamieniły się w wybieg dla modelek i tor wyścigowy. Zabawę przerwało kładące się spać słońce. Dzieci ustaliły, że następnego dnia spotkają się i będą kontynuować zabawę. Postanowili, że tym razem będą chodzić po belkach, ćwicząc utrzymywanie równowagi.
Jednak następnego dnia na placu zabaw nie było już dwóch belek. Zamiast tego dzieci zobaczyły dziwny stelaż. Chłopcy od razu zaczęli się po nim wspinać, jednak Wanda była rozczarowana. Jej zdaniem stelaż był całkowicie nieprzydatny do zabawy. 
- Popatrz! Jestem Tarzanem! - krzyknął Patryk.
Chłopiec zwinnie przemieszczał się po stelażu. Dzieci w odpowiedzi roześmiały się głośno. Po chwili wszystkie naśladowały kolegę i wspinały się na stelaż, jak małpki. Gdy zbliżała się pora obiadu plac zabaw opustoszał, a koło stelażu zamiast dzieci pojawiło się dwóch panów w granatowych ogrodniczkach. Panowie przynieśli ze sobą łańcuchy połączone płaską deską. Pracowali bardzo szybko, gdyż chcieli zdążyć przed ponownym pojawieniem się dzieci. Mieli nadzieję, że spodoba im się niespodzianka. I nie pomylili się. Gdy po południu dzieci wróciły na plac zabaw przez chwilę nie mogły uwierzyć własnym oczom. Na ich placu zabaw stała wspaniała huśtawka. Dzieci biegły co sił w nogach w stronę huśtawki, piszcząc z radości. Gdy zdyszane były u celu Krzyś rzekł:
- Dobra! To losujemy, kto pierwszy się pohuśta.
Dzieci skinęły głowami i Wanda zaczęła wyliczankę:
"Ene due rike fake,
torba borba ósme smake.
Eus deus kosmateus,
i morele baks."
Palec Wandy wylądował na brzuchu Patryka.
- Patryś! Ty zaczynasz! - krzyknęły dzieci. 
Piszcząc ze szczęścia Patryk usiadł na huśtawce i zaczął się huśtać. Pozostałe dzieci obserwowały go z bezpiecznej odległości. Po kilkunastu minutach miejsce Patryka zajęła Wanda. Dziewczynka huśtała się tak wysoko, że wiatr rozwiewał jej włosy. Do wieczora każde z dzieci przynajmniej raz bawiło się na nowej huśtawce. 
Kilka dni później na placu zabaw pojawiła się wieża z błyszczącą zjeżdżalnią, sprężynowe koniki i żyrafy oraz niewielka skałka wspinaczkowa. Część placu zabaw zajęło boisko do koszykówki. Dzieci jednak najczęściej wracały na huśtawkę, gdyż dzięki niej wzbijały się wysoko, zaś płynące po niebie obłoki były w zasięgu ich dłoni. 

piątek, 6 lutego 2015

Bałwanek

wykonanie - Hania (2 lata)

Za oknem zima w najlepsze, choć raz jest cieplej, a raz mroźniej. Pamiętajmy zatem o naszych bałwankach stojących na dworze. Gdy jest cieplej, dbajmy, aby nie roztopiły się całkowicie. A gdy tylko przyjdą mroźne dni, załóżcie im kolejną warstwę śnieżnego odzienia, śnieżną czapeczkę i koniecznie poprawcie nos z marchewki, aby nie odpadł!
Autorką bałwankowego wiersza jest Iwona Pietrucha. 


rys. "mała" Ala i "duża" Karola

"Bałwanek"

Był sobie raz bałwanek
Ze śniegowych płatków cały.
Dzieci go ulepiły,
Kapelusz i miotłę dały.

Stał sobie na podwórku,
Uśmiechem dzieci witał.
Słuchał, jak pod nogami,
Bielutki śnieg im zgrzytał.

Aż przyszły dni cieplejsze,
Słonko mocniej świeciło.
W brudną kałużę bałwanka
Bardzo szybko zmieniło.

Smutno zrobiło się dzieciom,
Przecież bałwanka kochały.
By został z nimi na stałe,
Dzieci zapewne by chciały.

wykonanie - Ewunia (4 lata) 

niedziela, 1 lutego 2015

Różni, a jednak tacy sami

rys. Kinga

Na świecie żyje dzieci całe mnóstwo i każde z nich jest inne niczym płatki śniegu spadające z nieba. Najpiękniejsze jest to, że mimo swej różnorodności dzieci potrafią znaleźć wspólny język w zabawie i przyjaźni.


rys. Tata Kingi - Tomek

"Różni, a jednak tacy sami"

Na świecie żyje dzieciaków mnóstwo,
każde z nich jest ważne niczym bóstwo.

Wszystkie różne, lecz jednak te same,
jeśli nie wierzysz zapytaj swoją mamę.

Jest ruda Zuzia i Jaś piegowaty
i mały Krzysio, co ma nos garbaty

I Stasio, co nie ma jednego ząbka,
bo mu wyleciał, gdy jadł gołąbka.

Wysoka szczupła Tola i niski Wojtek,
co mu mama zacerowała kilka par portek.

Wesoła Ania, która ma talent rzadki -
śpiewa i tańczy w zespole "Bławatki".

Jest też Weronika o kręconych włosach
i Bartek, co wciąż opowiada o Supermena losach.

Niebieskie oczka mają siostry Asia i Ola
i piękne warkocze aż do samych kolan.

Mam kolegę, co świetnie w basenie pływa
i czuje się w wodzie dobrze niczym ryba.

Grubiutka Elżunia i piłkarz Bronek
mają niczym liście oczy zielone.

Jedno upina na głowie kucyki dwa,
a drugie włosy króciutkie i proste ma.

Tomek buduje zamki z klocków Lego,
a mały braciszek chwali budowle jego.

Cerę jasną jak papier ma kilka dziewczynek,
których kolegą jest ciekawski murzynek.

Niektóre dzieci mają ubranka kosztowne,
inne zaś na nie mogą poświęcić kwoty drobne.

Jedne do szkoły chodzą w mundurkach,
inne całe zakryte w kolorowych burkach.

Choć różni nas tyle, pasje różne mamy,
to bawić się razem wprost uwielbiamy!

Każdy może zostać Twoim przyjacielem,
bo różnice tak naprawdę nie znaczą wiele.

Wystarczy szczery uśmiech i do innych szacunek,
by z przyjaźni zrobić komuś największy podarunek.

rys. Tata Kingi - Tomek