poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Fan owsianki



 fot. Truskawkowa Ania (KLIK)

Kto nie jest fanem owsianki, niech koniecznie podpowie mamie, jak można owsiankę udoskonalić! Trzecia odsłona Cyklu Śniadaniowego przedstawia zupełnie inne podejście do owsianki :) Spróbujcie, a może Wam zasmakuje tak, jak zasmakowała Jackowi? Przekonajcie się!

"Fan owsianki"

Krzywił się Jacek, bo mama
Owsiankę miała dziś w planach.
Chyba z łóżka dziś nie wstanie.
Na złość owsiance i mamie.

Jednak nagle coś się stało,
W kuchni ładnie zapachniało.
Jacek myśli - jednak wstanę,
Sprawdzę, co w kuchni zastanę.

Widzi Jacek, że na stole leżą ulubione:
Borówki, morele i maliny czerwone.
Owsianka mu się zawsze z szarym kojarzyła.
Czyżby mama coś w tej kwestii zmieniła?

Usiadł za stołem i oczom nie wierzy,
Mama nakłada owsiankę do talerzy.
Szara jak zwykle, lecz rzecz nieznana,
Bo dziś owocami jest posypana.

Skosztował trochę i zdanie zmienił.
Pyszna jest, gdy tak owocami się mieni.
Chciał dokładkę zjeść po chwili,
Lecz domownicy nic nie zostawili.

Gdy już śniadanie było skończone,
Talerze i łyżki do zmywarki włożone,
Wstał i wyściskał mocno mamę:
Od dziś fanem owsianki zostanę!

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Jajecznica


Zapach pysznej jajecznicy zachęca, aby skierować swoje kroki ku drugiej odsłonie naszego Cyklu Śniadaniowego. Mamy nadzieję, że wierszem o jajecznicy zachęcimy Was do podzielenia się z nami odpowiedzią na pytanie: jaka jest Wasza ulubiona jajecznica? :)

"Jajecznica"

Jest jedna taka potrawa,
Co ciągle smakiem zachwyca.

To jajecznica.

Najlepsza na śniadanie,
Przyrządzana przez mamę.

Ta jajecznica.

Tata robi ją czasami.
Przepyszną, z pomidorami.

Tę jajecznicę.

Pyszna jest też siostry Anki,
Która dodaje do niej grzanki.

Do jajecznicy.

Dziadek je ją po swojemu,
Dodając odrobinę dżemu.

Do jajecznicy.

Najlepsza jak Wam się wydaje?
Oczywiście z wiejskich jajek!
Od kurek wolno biegających.
Jajka przepyszne nam dających.

Ta jajecznica!

sobota, 18 kwietnia 2015

Tadek marzyciel

rys. Ala

Wszyscy wiemy, że zajączki uwielbiają skakać i hasać po łące. Dziś poznacie troszkę innego zajączka - zajączka, który bardzo lubił marzyć. O czym marzył? Przekonajcie się sami, czytając nasze dzisiejsze opowiadanie!


"Tadek marzyciel"

Na skraju zielonego lasu mieszkała rodzina leśnych zajęcy. Spośród nich najmłodszy był zając o imieniu Tadek. Zajączek był milczący, stronił od zabaw i harców. Każdego ranka wyruszał ze swoimi braćmi na pobliską polankę i godzinami liczył zajęcze podskoki oraz słuchał śmiechu zwierząt. Tak mijały Tadkowi dni, tygodnie, a później miesiące.
Pewnego dnia Tadek, podczas liczenia skoków swojego brata Romka, poczuł słodki zapach. Zaciekawiony udał się w poszukiwaniu jego źródła. Zajączek przedarł się przez gęste zarośla leśnych krzewów i wpadł prosto na kwiaty krzaków bzu. Tadek zachwycony widokiem drobnych kwiatuszków położył się pod rozłożystym dębem i cieszył się swoim odkryciem. Leżał tak dłuższy czas, podziwiając płynące po błękitnym niebie śnieżne chmurki i delektując się aromatem bzu. Wtem zorientował się, że nie jest sam. Nieopodal, na skraju polanki przycupnęła mała myszka. Tadek przyglądał się jej z zaciekawieniem, gdyż myszka śmiała się wniebogłosy. Ciekawski zajączek postanowił dowiedzieć się, co tak rozbawiło jego towarzyszkę. Myszka pisnęła radośnie i pobiegła w stronę krzywych sosen. Tadek ruszył za nią. Biegli tak kilka minut między drzewami, przez wąski strumyk i przeszkody zostawione przez towarzyskie bobry. Wpadli zziajani na ukrytą za choinkami polanę, na której czekały na nich inne myszki. Wszyscy przyglądali się Tadkowi, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia. Małe myszki chichotały cichutko, udając, że nie rozmawiają o Tadku. Wtedy zajączek nie wytrzymał i zapytał:
 - Z czego się śmiejecie?
 Zgromadzone na polanie myszki podkuliły ogonki i w milczeniu patrzyły na Tadka.
 - Z czego się śmiejecie? - zapytał ponownie zajączek.
 Na środek polany wyszła najmniejsza myszka i zapytała:
 - Zajączku, czy to prawda, że nie lubisz biegać i skakać?
 Tadek patrzył na zgromadzone gryzonie i milczał.
 - Babcia Hania, królowa wszystkich myszek - kontynuowała myszka - opowiadała nam, że od wieków wszystkie zajączki są szybkie jak błyskawica i niesamowicie zwinne, biegają godzinami i skaczą wysoko do samych chmur. Od tygodni przyglądamy ci się i nie rozumiemy, dlaczego zamiast hasać i bawić się godzinami siedzisz i patrzysz na swoich braci.
 - Och! To nie tak! - obruszył się Tadzio - To prawda, że przyglądam się braciom. Nasza mama mówi, że mimo wszystko to ja jestem najzwinniejszy! Bardzo lubię leżeć sobie na trawie, wpatrywać się w niebo i marzyć.
 - A o czym tak sobie marzysz? - spytały myszki bardzo zaciekawione, gdyż był to pierwszy zając marzyciel jakiego kiedykolwiek widziały. Tadek, wyraźnie zdziwiony pytaniem, zaczął opowiadać im o dalekich krainach, które chciałby zwiedzić i o przygodach, które mogłyby go spotkać w trakcie podróży do tych krain.
  - W mojej norce, u babci w pokoju - mówił zajączek - jest wielka półka, cała wypełniona książkami. Najbardziej lubię te przygodowe, a szczególnie podoba mi się ta „O Śwince co zdobyła Wiśniowy Pagórek".
Myszki, które nigdy nie przeczytały żadnej książki, słuchały opowieści Tadka cichutko i uważnie.
 - Powiem wam w sekrecie - rzekł tajemniczo zajączek - że sam także planuję taką wyprawę. To dlatego siedzę tygodniami pod tym drzewem i rozmyślam.
 - Ach! Też bardzo bym chciała przeżyć taką wyprawę! - wykrzyczała najmniejsza myszka.
 - Ale taka wyprawa może być niebezpieczna - rzekł Tadek, uśmiechając się pod nosem.
 - Jak to niebezpieczna? - zawołały chórem myszki, które były przekonane, że tajemnicza wyprawa Tadzika może być jedynie świetną zabawą.
Po chwili zajączek wpadł na świetny pomysł.
 - Jutro przyniosę książkę, o której wam opowiadałem i same przekonacie się na czym polegają tajemnicze wyprawy - zawołał radośnie.
Na tę propozycję myszki aż zapiszczały z radości.
Powoli robił się wieczór i Tadek zdecydował, że musi już wracać do domu. Pożegnał się z myszkami i umówił się z nimi następnego dnia na ukrytej polanie. Gdy pojawił się w wejściu zajęczej norki był akurat czas kolacji. Dołączył do reszty rodziny, a gdy tylko skończyli jeść pobiegł do babcinej bliblioteczki. Regały wypełnione książkami rozciągały się na całą ścianę pokoju. Sporo czasu minęło, od kiedy zajączek czytał książkę „O Śwince co zdobyła Wiśniowy Pagórek", dlatego nie pamiętał teraz, gdzie ona może leżeć. Wziął małą drabinkę i zaczął przeszukiwać półkę po półce. „Jest!” - wykrzyknął, gdy znalazł ją pomiędzy starą książką kucharską babci, a poradnikiem „Zrób to sam" tatusia. Wziął ją pod pachę i wrócił do swojego pokoju.
Kładąc się spać pomyślał - „To był dobry dzień. Poznałem myszki. Kto wie co z tego wyniknie?” - i zasnął z książką pod poduszką.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Naleśniki


W pierwszej odsłonie naszego nowego Cyklu Śniadaniowego prezentujemy Wam, drodzy Poczytnicy, wierszyk o naleśnikach. Wszyscy uwielbiamy naleśniki - z serkiem białym, z owocami, z powidłami, z przeróżnymi nadzieniami! - i zajadamy się nimi marząc, że w mgnieniu oka znajdziemy się w naleśnikowym niebie ;)

"Naleśniki"

Woń niezwykła zwabiła do kuchni Dominika.
Zdawało mu się, że poczuł zapach naleśnika.
Wstał więc czym prędzej z uśmiechem na twarzy,
Przecież dziś tata naleśniki na śniadanie smaży!

Wczoraj wieczorem o tym rozmowę sobie ucięli.
Okazało się, że obaj na naleśniki wielką ochotę mieli
Wszak stare porzekadło mówi, że naleśniki każdy lubi.
A jak zjedzą po sztuk kilka, to nie będą przecież grubi.

Dominik patrzył, jak tata z gracją naleśnika podrzucił.
Tej sztuczki od dziadka w dzieciństwie się nauczył.
Po cichu chłopiec marzy, że sam już naleśniki smaży.
Tata obiecał, że za dwa lata sztuczkę tę mu przekaże.

Nim minęło pół godziny naleśników była już cała góra,
Lecz przydałaby się jeszcze do nich domowa konfitura.
Dominika to jest zadanie, zaraz z lodówki ją wydostanie.
A gdy już wszystko będzie gotowe, zaprosi do stołu mamę.

piątek, 10 kwietnia 2015

Przebiśniegi

rys. Ala

Czy jest jakiś sposób, aby stopić cały śnieg z podwórka i przywołać wiosnę? Okazuje się, że jest! O tym tajemniczym sposobie opowiedzą Wam bohaterowie dzisiejszego opowiadania naszej Poczytniczki Agaty - Zosia, Franek, Ula i Przemek :) Koniecznie przeczytajcie!

"Przebiśniegi"

Początek kwietnia zazwyczaj oznacza, że wiosna rozpoczęła się na dobre, jednak nie tym razem. Choć pierwszy dzień wiosny był już kilka dni temu, mróz i śnieg nie chciały odpuścić. Zanim wiosna miała przyjść, musiały urosnąć zwiastujące jej przyjście kwiaty - przebiśniegi. Wszyscy chcieli, aby było już ciepło. Zosia, Franek, Ula i Przemek zastanawiali się, jak mogą to przyspieszyć. Spotykali się prawie codziennie, rozmyślając, jak wygonić zimę z ich okolicy, lecz nikomu nic nie przychodziło do głowy.
- Może pójdziemy pograć w piłkę na dwór? - zapytał Przemek.
- Nie da rady, jest za dużo śniegu na podwórku - odpowiedział mu Franek.
- To co my mamy robić, nudzi mi się! - marudził dalej Przemek.
- To chodźcie zagramy w coś - zaproponowały dziewczynki.
- Nieee! Chcę wyjść na dwór! - ciągnął dalej Przemek.
- To musimy coś wymyślić, żeby wiosna w końcu przyszła.
- Tylko co? - zapytała Zosia.
Cała czwórka rozeszła się do swoich domów ze smutnymi twarzami. Wieczorem, gdy Ula kładła się spać zauważyła, jak jej mama używa suszarki do włosów, aby wysuszyć swoje włosy po kąpieli. Zamyśliła się na moment i poszła do łóżka, krzycząc do rodziców: Dobranoc!!! Myślała nad tym, co zobaczyła. Skoro suszarka pozbywa się wody z włosów, to bez problemu poradzi sobie ze śniegiem na jej podwórku. Była tak podekscytowana, że zasnęła bardzo późno. Gdy obudziła się następnego dnia, świeciło słońce. Ucieszyła się, bo wiedziała, że wysoka temperatura pomoże im w roztapianiu śniegu. Spotkała się ze swoimi przyjaciółmi po południu, przedstawiając im swój pomysł. Wszyscy byli gotowi zrobić wszystko, aby zobaczyć przebiśniegi i stopić piętrzące się wokół hałdy śniegu. Zosia i Ula zabrały z domu suszarki do włosów, natomiast Franek swojego psa, aby ten pomagał odgarniać śnieg z całego podwórka. Po dwóch godzinach wspólnej pracy byli tak zmęczeni, że poszli do swoich domów coś zjeść i odpocząć. Gdy wrócili na podwórko zobaczyli, że już tylko w nielicznych miejscach są płatki śniegu. Ich radości nie było końca. Poszli na spacer, odwiedzając ogródek dziadka Zosi – Pana Wiesława – który to ogródek przerażał wszystkich swoją szarością i burością, pozostawioną po stopionym śniegu. Wtem zobaczyli, że pod jedną z rosnących w ogrodzie brzózek prężyło się pięć przebiśniegów. Bardzo się cieszyli, bo wiedzieli, że od tej pory będą mogli spędzać czas na dworze, wspólnie bawiąc się w chowanego - ich ulubioną grę.

rys. Ala

środa, 8 kwietnia 2015

Kamienne ślady



 wykonanie - Pan Tata

Jeśli kiedykolwiek się przeprowadzaliście do innego miasta, to pewnie wiecie, że nie zawsze jest to przyjemne. Zmiana środowiska, zmiana przyjaciół, zmiana przyzwyczajeń... Ale nowe miejsca nie muszą się kojarzyć negatywnie! Nowe miejsca są zaproszeniem do odkrywania i poszukiwania! I oczywiście do zawierania nowych znajomości... nawet jeśli musicie przez całe dnie śledzić kamienne ślady, aby spotkać jedną wesołą buzię ;)

"Kamienne ślady"

Kilka miesięcy temu tata Olka dostał nową pracę. Rodzice wytłumaczyli chłopcu, że wiąże się to z przeprowadzką. Pomysł chłopcu nie przypadł do gustu. Tygodniami zalewał się łzami, licząc, że rodzice zmienią zdanie, gdyż bardzo lubił swój pokój, swoje przedszkole i swoich kolegów z podwórka. Nie przekonywała go nawet obietnica taty, że pozwoli mu karmić sarny.
Nadszedł dzień przeprowadzki. Zawartość pokoju Olka została zamknięta w jedenastu wielkich kartonach i załadowana do ciężarówki razem z meblami i rzeczami rodziców. Droga była kręta i prowadziła do gęstego lasu, zaś na jej końcu znajdował się dom ze spadzistym dachem, przed którym to domem wisiała tabliczka z napisem "LEŚNICZY". Olek wiedział, że podróż dobiegła końca i że znajduje się u celu. Chłopiec niemal natychmiast zapomniał o swojej początkowej niechęci do przeprowadzki, gdyż dookoła pięknie pachniało lasem i było słychać szum drzew.
Pierwsze dni w nowym miejscu upłynęły bardzo szybko - tata miał dużo pracy, a Olek pomagał mamie w rozpakowywaniu rzeczy. Jednak, gdy wszystkie zabawki i książki znalazły już swoje miejsce, chłopiec bardzo posmutniał. Bardzo tęsknił za swoimi kolegami z podwórka. Las dostarczał mnóstwo możliwości do zabawy, ale w pobliżu nie mieszkały inne dzieci i Olek nie miał się z kim bawić. Siedział znudzony na schodach i liczył muchy zaplątane w nici pajęczyny. Słońce zaglądało przez szczelne skupiska liści drzew, oświetlając fragmenty rosnącej wokół domu trawy. Wtem promień słońca trafił na kamienie, które zostały ułożone w specjalny sposób i tworzyły ślad stopy. Olek podrapał się po głowie, zastanawiając się, czy to przypadek, czy też celowe działanie. Postanowił przyjrzeć się zagadkowym kamieniom z bliska. Gdy już dokładnie obejrzał kamienny ślad, zauważył kolejną stopę ułożoną z kamieni. To nie mógł być przypadek! Olek postanowił poszukać kolejnych kamieni, jednak mimo usilnych starań nie udało mu się odkryć kolejnego śladu. Kładąc się wieczorem spać chłopiec postanowił, że przez kilka najbliższych dni będzie uważnie rozglądał się po okolicy.
Kolejnego dnia, zaraz po śniadaniu, Olek wybiegł z domu w poszukiwaniu kamiennych śladów. Nie zawiódł się. Tego dnia śladów było więcej i prowadziły w głąb lasu. Jednak w środku lasu ślad niespodziewanie się urywał. Olek był już pewny, że ktoś specjalnie zostawia ślady, a kamienne stopy mają symbolizować ślady wskazujące drogę. Zaczął nawet podejrzewać, że ktoś zostawia wskazówki specjalnie dla niego. Rozejrzał się, ale nie dostrzegł nikogo. Wrócił do domu na obiad, obiecując sobie, że po posiłku wróci szukać kolejnych śladów.
Olek jadł obiad wyjątkowo szybko - bardzo spieszyło mu się do poszukiwania kolejnych znaków. Jednak po południu znalazł jedynie jeden nowy ślad. Chłopiec był nieco rozczarowany, bo już bardzo chciał rozwiązać zagadkę tajemniczych śladów. Jednak następnego dnia z samego rana pobiegł w głąb lasu. Śladów było więcej. Chłopiec usłyszał szelest liści i szmery.
- Haloooo! - wołał - Jest tu kto?
W odpowiedzi Olek usłyszał cichy chichot, dobiegający zza krzaków, a kątem oka dostrzegł dwa rude kucyki. W ślad za kucykami pojawiła się piegowata buzia. Po chwili z krzaków wyszła mała dziewczynka uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Myślałam, że szybciej odkryjesz pochodzenie śladów - powiedziała zadziornie dziewczynka - Mam na imię Tosia - kontynuowała - Mieszkam nieopodal, po drugiej stronie jeziora.
Olek w milczeniu przyglądał się dziewczynce. Do tej pory przyjaźnił się tylko z chłopcami i obawiał się, że z dziewczynami nie ma możliwości wspólnej zabawy. Po chwili namysłu zdecydował jednak, że spróbuje pobawić się z Tosią.
- Mam na imię Olek. - chłopiec postanowił się przedstawić - Szukałem Twoich śladów od kilku dni. Bardzo sprytnie to wymyśliłaś.
Tosia wpatrywała się w Olka swoimi zielonymi oczami. Po chwili zmrużyła je i krzyknęła:
- Goń mnie! - i ruszyła przed siebie.
Olek ruszył za nią. Gonitwom nie było końca. Olek nawet nie zauważył, że zaczęło się ściemniać. Pożegnał się z Tosią, a wracając pomyślał, że to był udany dzień i pewnie żaden z jego kolegów by nie uwierzył, że tak wspaniale można bawić się z dziewczynką.
Kolejne dni upływały Olkowi na zabawie z Tosią. Pewnego dnia stwierdził, że wszystkie jego obawy związane z przeprowadzką okazały się bezpodstawne. Bardzo polubił las i zyskał nową przyjaciółkę.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Kolor kurczaków

 
 
Czy kolor skorupki kurzego jaja ma znaczenie? Odpowiedź na to jajeczne pytanie znajdziecie w dzisiejszej bajce. Zapraszamy!

"Kolor kurczaków"
 
Zebrały się kury w kurniku na ważnym posiedzeniu. Rozmawiały o niecodziennym kolorowych jajek znalezieniu.
Pierwsze było niebieskie - dokładnie jak niebo, drugie zielone - jak pobliskie drzewo. Trzecie było różowe, jak guma balonowa, a czwarte brązowe, jakby je ktoś w łupinach cebuli ugotował. Ostatnie zaś było całkiem odlotowe, całe pstrokate, w kropki kolorowe.  Głowiły się kury nad tymi jajkami, z niedowierzaniem kręciły główkami, bo nikt wcześniej nie widział jajek z kolorowymi skorupkami.
- Co tu począć? Co tu zrobić? – kogutów się pytały.
- Najlepiej by było, żebyście je wysiedziały!
Na to krzyknęła najmłodsza kurka:
- Chcecie, by nasze kurczaki miały kolorowe piórka?!
Wtedy się odezwała inna, zwana najmądrzejszą kurą:
- Trzeba je wysiedzieć! To zgodne z naszą naturą!
I tak gdakały prawie do wieczora, gdy któraś rzekła:
- Na głosowanie pora!
W głosowaniu wygrało jajek wysiadywanie i na tym się zakończyło to ważne zebranie.
Dni kurom mijały na jajek wysiadywaniu i coraz bardziej niecierpliwym na kurczaki czekaniu. Aż pewnego ranka wreszcie coś się ruszyło, jajko niebieskie na pół pękło i kurczątko łepek wystawiło. Kura, która to jajko wysiadywała, głośnym gdakaniem inne przywołała.
Pochyliły się kury nad kurczaczkiem w skupieniu, szukały dość długo, lecz ku wielkiemu zdumieniu - niebieskich piórek dostrzec nie zdołały, chociaż bardzo mocno się starały. Kurczaczek był normalny, zupełnie żółciutki, nie miał nic wspólnego z kolorem swojej skorupki.
Wróciły kury do swych zajęć nieco rozczarowane, gdy kolejne kurczaki wykluwały się z kolorowych pisanek. Oglądano pisklaki, chyba z każdej strony, lecz każdy z nich był normalnie upierzony. Ustalono na przyszłość i wydano ogłoszenie, że kolor skorupki nie ma wpływu na upierzenie. Od tej pory żadna kura już się nie stresuje i każdego koloru jajka wysiaduje. I nieważne czy czarne czy białe, w kropki, czy w zygzaki – żółte są wszystkie malutkie kurczaki!
 
 

niedziela, 5 kwietnia 2015

Wielkanocne tradycje



Nadeszła Wielkanoc, więc tradycji musi stać się zadość. Muszą być pisanki, musi być zajączek i musi być wielkanocne śniadanie - najważniejsze śniadanie w roku :) Spędźcie je w wesołym gronie rodzinnym i nie zapomnijcie wspólnie udekorować jajeczek!
Autorką wielkanocnej rymowanki jest Iwona Pietrucha.

"Wielkanocne tradycje"

Gdy Wielkanoc tuż za drzwiami,
My żyjemy tradycjami.
Są kurczaki i pisanki,
Czy jak woli ktoś – kraszanki.
Jest palemka i baranek,
Z bukszpanu jest zielony wianek.
Jest Zajączek z prezentami,
Żółty wazon z narcyzami.
A na stole słodkie ciasta,
Sernik, baba oraz pascha.
Piękny stół jest i śniadanie,
W poniedziałek Wielkie Lanie.
Bo Wielkanoc tuż za drzwiami,
Więc żyjemy tradycjami.