czwartek, 28 maja 2015

Zguba pani Marzenki

rys. Ala

Drodzy Mali Poczytnicy! Mamy dla Was dzisiaj wierszyk, który chcielibyśmy, abyście przeczytali swoim rodzicom, jeśli zbyt często widzicie w ich dłoniach telefony komórkowe. Przeczytajcie i namówcie na zmianę przyzwyczajeń, bo naprawdę warto :) I najlepiej zaciągnijcie ich na łąkę! Żeby trochę odpoczęli :)

"Zguba pani Marzenki"

Miała Pani Marzenka okropny ból głowy,
Bo gdzieś jej zaginął telefon komórkowy.

Była z nim bardzo zżyta, wiecznie go używała.
Rozmawiała, zdjęcia robiła i dużo sms-owała.

Szukała go od godziny - czekając na rezultaty,
Nie znalazła go nawet w garażu swego taty.

Zajrzała w każdą dziurę, podniosła dywany.
Czyżby zaginął bezpowrotnie telefon kochany?

Niech ktoś zadzwoni! Niech zagra dzwonka muzyka!
To niemożliwe, że telefon sam z siebie znika.

Pani Marzenka załamana, poszukiwania porzuciła.
Usiadła na schodach przed domem i aż się zadziwiła.

Ujrzała zieleń drzew i złotego słońca promienie.
Usłyszała ćwierkanie ptaków i drzew ciche szumienie.

Zrozumiała, co traciła przez rozmowy i sms-owanie.
Poczuła, ile radości daje odgłosów przyrody słuchanie.

Zamyślona nad tym faktem na schodach siedziała,
Kiedy nagle dzwonek telefonu z głębi domu usłyszała.

Pomyślała “A niech dzwoni! Ja tu sobie ptaszków słucham”
Odpocznę sobie, posiedzę i potem go znowu poszukam.

Gdy w końcu weszła do domu bardzo się zdziwiła.
Telefon leżał na środku stołu, tam gdzie go położyła.

Zrządzenie losu to sprawiło? A może jakieś krasnale?
Lecz Pani Marzenki ta historia nie martwiła już wcale.

Od tego czasu mniej dzwoniła i dużo mniej sms-owała.
Za to z wielką przyjemnością śpiewu ptaków słuchała.

poniedziałek, 25 maja 2015

Sukienki dla lalek

rys. Ewa

Następnym razem, gdy coś nieprzewidzianego stanie się sukienkom Waszym lalek, koniecznie pamiętajcie o naszej dzisiejszej bajce! Mała Ewa i jej mama pomogą swoją pomysłowością, a radosną twórczość pozostawimy Wam, Drodzy Czytelnicy :) Oto historia jak lalki Ewy najpierw straciły, a potem z powrotem zyskały swoje piękne odzienie.

"Sukienki dla lalek"

Ewa miała dużo lalek. Bardzo lubiła się nimi bawić, a najbardziej przebierać je i stroić. Takie wystrojone lale uwielbiały bawić się na balach lalek i misiów. Po jednym z takich balów Ewa zasnęła szybciej niż zazwyczaj. Nie udało jej się odłożyć zabawek na swoje miejsca. Rano, gdy wstała, lalkami i misiami bawił się jej ukochany pies Pan Szpileczka. Piesek miał ostre ząbki i pazurki. Niestety, podczas zabawy, poniszczył lalkom sukienki, a jednemu z misiów oberwał ucho. Na ten widok Ewa zalała się łzami i pobiegła do mamy.
- Mamusiu! Pan Szpileczka pożarł ubranka moich lalek! Urwał Misiowi Teodorowi ucho! Pomóż, mamusiu! - wołała zrozpaczona dziewczynka.
- Ewuniu - rzekła mama - zaraz zoperujemy Teodora. Za kilka chwil będzie miał uszko na swoim miejscu.
Mama przyniosła duże drewniane pudełko, w którym trzymała kolorowe nici, igły i nożyczki. Ewa wyszukała nitkę w kolorze futerka Teodora - jasnobrązową. Mama odcięła duży kawałek nitki i nawlekła nią igłę, to znaczy przełożyła nitkę przez ucho, czyli dziurkę w igle. Potem na końcu nitki zawiązała supełek. Zabrała się do przyszywania ucha misia Teodora. Po chwili było ono na swoim miejscu, a miś wyglądał jak nowy.
Ewa bardzo się ucieszyła, ale chwilę później spojrzała na poniszczone ubranka lalek.
- Mamusiu, a czy możesz uszyć nowe suknie dla moich lalek? - zapytała dziewczynka.
- Ewuniu - rzekła mama - z przyjemnością, jest tylko jeden problem.
- Jaki, mamusiu? - zapytała Ewa.
- Nie mam żadnych projektów sukienek - odpowiedziała zmartwiona mama.
- Tak, to faktycznie jest problem – potwierdziła Ewa i zamyśliła się. Po chwili miała już pomysł.
- Wiesz co mamusiu, to ty się teraz zajmij obiadem, a ja sobie troszkę porysuję.
- Dobrze córeczko, nie martw się. Może później coś wymyślimy – dodała mama.
Gdy mama gotowała obiad, Ewa rysowała. Z pokoju dziewczynki dobiegał jedynie szelest kartek. Po ponad godzinie Ewa wkroczyła do kuchni z naręczem rysunków. Rozłożyła wszystkie na kuchennym stole i zawołała mamę.
- Córeczko, to jest wspaniałe! – powiedziała mama, oglądając rysunki.
Okazało się, że Ewa narysowała aż dziesięć różnych sukienek dla lalek. Były w różnych kolorach i długościach. Miały rękawy lub były na ramiączkach. Do jednej z sukienek Ewa zaprojektowała czerwone bolerko.
- Mamusiu, czy pamiętasz podartą koszulę taty? Odłożyłaś ją jakiś czas temu - zapytała Ewa.
- Tak, pamiętam - odpowiedziała mama.
- Myślę, że możemy dwie sukienki uszyć z materiału, który można uzyskać z tej starej koszuli.
- To bardzo dobry pomysł - ucieszyła się mama - Mam jeszcze czerwoną dziurawą apaszkę, będzie idealna na suknię balową.
Po obiedzie zabrały się za szycie sukienek. Udało się tego dnia uszyć aż dwie. Mama znalazła jeszcze inne skrawki materiałów. Po tygodniu wszystkie lalki miały nowe sukienki.
Z okazji wymiany całej lalkowej garderoby Ewa zorganizowała bal, na który zaprosiła również ciocię Karolę - wielbicielkę sukienek i koralików.
- Ewuniu! - krzyknęła z zachwytem ciocia - te sukienki są wspaniałe! Wydaje mi się, że w przyszłości możesz zostać projektantką mody!
Ewa uśmiechnęła się tajemniczo. Marzyła o tym, żeby w przyszłości projektować ubrania.

rys. Ewa

piątek, 22 maja 2015

Jaskiniowe skrzaty

rys. Ala

Zastanawialiście się kiedyś, czy w jaskiniach oprócz zwierząt, takich jak misie lub nietoperze, żyje ktoś jeszcze? Na jednej z wycieczek mała Hania przekonała się, że - przy odrobinie szczęścia - w jaskiniach można się natknąć na kogoś jeszcze. Chcecie wiedzieć kogo? Przeczytajcie!

"Jaskiniowe skrzaty"

Hania bardzo lubiła piesze wędrówki po górach wraz z rodzicami. Podczas tych wypraw często schodzili również do jaskiń. Wędrując jaskiniowymi korytarzami dziewczynka wyobrażała sobie, że na końcu znajduje się jaskiniowe miasteczko. Wyobrażała sobie kolorowe domki, kręte drogi, zielone parki i maleńkich mieszkańców jaskiniowego miasteczka. Jednak żadna z dotychczasowych wizyt nie zakończyła się takim odkryciem.
W pewien weekend rodzice Hani postanowili odwiedzić jaskinię, w której było wyjątkowo dużo korytarzy. Jaskinia ta była też bardzo głęboka. Nim wyruszyli tato przestrzegł Hanię, by bardzo uważała, gdyż w tej jaskini bardzo łatwo się zgubić. Dziewczynka wzięła sobie do serca słowa taty i trzymając go za rękę szła korytarzami niesamowitej jaskini. Jednak kilka korytarzy było na tyle wąskich, że dziewczynka musiała puścić rękę taty. Rozmyślając na temat swojej odwagi przestała uważać na wszystko, co działo się wokół niej. Gdy zdała sobie sprawę, że rodziców nie ma obok niej zaczęła rozglądać się w poszukiwaniach blasku ich latarki. W pewnym momencie dziewczynce zdawało się, że na końcu lewej odnogi tunelu zobaczyła światełko. Myśląc, że to światło latarki rodziców pobiegła w jego stronę. Jakie było jej zdziwienie, gdy odkryła, że blask, który widziała pochodzi z kamiennego miasteczka, w którym niewielcy ludzie dreptali krętymi ścieżkami. Hania nie mogła uwierzyć własnym oczom. Do tej pory była przekonana, że jaskiniowe miasteczka są wytworem jej wyobraźni. Przez dłuższą chwilę podziwiała maleńkie domy, wąskie drogi, niewielkie wozy wypełnione skrzatami oraz miniaturki zwierząt. Miasteczko tętniło życiem i pełne było radosnych krzyków i śmiechu. W pewnym momencie coś uderzyło dziewczynkę w nogę. Gdy spojrzała w dół spostrzegła, że to mały skrzat nie zauważył jej i nabił sobie wielkiego guza. Hania przykucnęła i uśmiechnęła się radośnie do przestraszonego skrzata. Pisk, jaki wydobył się z gardła skrzata, wystraszył Hanię, a na mieszkańców miasteczka zadziałał jak alarm, zwiastujący niebezpieczeństwo. Wszystkie skrzaty rzuciły się na ratunek sąsiada. W jednej chwili wokół dziewczynki znalazł się tłum bojowo nastawionych skrzatów.
- Ależ nie bójcie się, proszę! - Hania próbowała przekonać skrzaty, że nie jest ich wrogiem. - Nie chcę zrobić wam krzywdy.
- Ale Ty nie masz prawa nas widzieć - odezwał się najodważniejszy ze skrzatów. - Nigdy dotąd żaden człowiek nas nie zobaczył.
Hania wzruszyła ramionami i z uśmiechem wyciągnęła z kieszeni kurtki paczkę herbatników, którą dała jej na drogę babcia. Pokruszyła ciastka i wysypała je na białą chusteczkę imitującą obrus. Skrzaty były początkowo bardzo nieufne, ale w końcu najodważniejszy spróbował herbatnika. Gdy tylko zjadł pierwszy kawałek od razu sięgnął po następny i zachęcił pozostałe skrzaty, by zrobiły to samo. Biesiadując przy białym obrusie i herbatnikach skrzaty opowiedziały gościowi o swoim mieście, o jego mieszkańcach, o ich pasjach i zwyczajach. Hania była zachwycona opowiedzianymi przez towarzyszy historiami. Marzyła, by chociaż jeden dzień spędzić ze skrzatami, wypić ich ulubiony napój - mleko z miodem - i słuchać opowieści najstarszego z nich. Jednak w pewnym momencie Hania coś usłyszała. Gdy zaczęła nasłuchiwać okazało się, że ktoś ją woła. Wtedy przypomniała sobie o rodzicach, którzy z pewnością jej szukali bardzo się martwiąc. Wystarczyło, że podeszła kilka kroków, a od razu oślepiło ją światło latarki taty. Rodzice zmartwieni nieobecnością swojej córki od razu zaczęli wypytywać Hanię o to, gdzie była i dlaczego ich nie posłuchała. Tym razem dziewczynka również nie słuchała swoich rodziców, przerwała im i zapytała:
- Macie może paczkę herbatników?
Zdziwieni rodzice przeszukali kieszenie swoich kurtek. Tata po chwili wyjął z kieszeni paczkę połamanych herbatników i podał córce. Hania nie czekała na kolejne pytania rodziców, podbiegła do miejsca, gdzie widziała przed chwilą wspaniałe miasto zamieszkałe przez skrzatów. Jednak po kolorowych domkach, krętych ulicach i radosnych głosach skrzatów nie było już śladu. Dziewczynka położyła otwartą paczkę herbatników na płaskim kamieniu i wróciła do rodziców. Hania wiedziała, że gdy nastanie spokój i zgasną światła latarek miasto skrzatów ponownie pojawi się, a jej mali przyjaciele znajdą pozostawioną przez nią niespodziankę.

środa, 20 maja 2015

Drwal

rys. Olek
 
W naszym cyklu ZAWODY gościmy dzisiaj drwala. Czym się zajmuje i jak wygląda jego praca? Opowie Wam sam drwal - posłuchajcie ;)

"Drwal" 

W cichym na co dzień lesie,
Jakiś hałas od rana się niesie.

Zgrzyty i trzaski niesłychane,
Słychać je aż na polanie.

Zwierzęta ze strachu się chowają,
W krzakach grupkami się ukrywają.

Kto tam w lesie tak hałasuje?
Ciszę i spokój odgłosami psuje?

Może ktoś też wytłumaczyć raczy,
Co to oznaczenie drzew znaczy?

Czym jest ta straszna maszyna,
Co drzewa na części przecina?

Pan co zajmował się maszyną,
Wyłączył ją i rzekł z poważną miną:

Nikomu krzywda się nie stanie.
Dziś tu odbywa się drzew ścinanie.

Wytnę tylko te stare i spróchniałe,
Młode drzewa zostają oczywiście całe.

Drewno do tartaku zostanie przewiezione,
Będą z niego różne rzeczy zrobione.

Przepiękne meble będą drewniane,
Przez ludzi na całym świecie uwielbiane.

I drewno do kominka by było,
By ciepło się po domu roznosiło.

Kilka dni w waszym lesie będę pracował.
Wybaczcie, że trochę będę hałasował.

Dla bezpieczeństwa trzymajcie się z dala,
Bo nieco niebezpieczna jest praca drwala.

sobota, 16 maja 2015

Niezapominajki


Maj pachnie zapachem niezapominajek! 
Autorką dzisiejszego wierszyka jest Iwona Pietrucha (dziękujemy!), zaś ilustracje, które są ozdobą niezapominajkowej rymowanki są autorstwa przedszkolaków z Wilczy, z grupy "Muchomorki".

Niezapominajki

Podobno niezapominajki to są kwiatki z bajki.
Rosną nad potoczkiem i mrugają oczkiem.
Ja się z tym nie zgadzam, ja w bajki nie wierzę.
Widziałam dziś niezapominajki na wiosennym spacerze.

Takie niebieściutkie z żółtym oczkiem kwiatki,
Są ozdobą łąki i domowej rabatki.
Na tej łące one do mnie wciąż mrugają,
Do zrobienia bukietu szeptem zapraszają.

Może ich nazrywam, w wazonie postawię
Oczy ich widokiem nasycę, nabawię?
I niech szepczą do mnie te niezapominajki
Ze stołu w pokoju najpiękniejsze bajki.

środa, 13 maja 2015

Tajemnicza mapa


rys. Rakhotka

Czy zwykła wycieczka po mieście może zamienić się w tajemniczą podróż? Oczywiście, że tak! Wystarczy tylko mieć odpowiedniego towarzysza wędrówki oraz... mapę! Pewnego pięknego dnia Olek otrzymał taką mapę od swojego dziadka :) I obydwaj ruszyli w trasę...

"Tajemnicza mapa"

Weekend z dziadkiem i tym razem zapowiadał się zwyczajnie. Kolejna wizyta w zoo i gra w szachy na parkowej ławce. Olek był zawiedziony. Marzył o przygodzie, dalekich podróżach i aparacie zapełnionym zdjęciami. Chłopiec leżał kilka minut pod ciepłą kołdrą, myśląc o rozpoczynającym się właśnie dniu, gdy w progu pokoju stanął dziadek.
- Olku, czas wstawać, - powiedział dziadek - śniadanie czeka.
Olek zwrócił uwagę na niecodzienny strój dziadka - koszula w kratę i spodnie w kolorze mokrej ziemi. Dziadek wyglądał, jakby wybierał się w poszukiwaniu przygód, a nie do kuchni. Uwadze chłopca nie umknął również kapelusz leżący na blacie w kuchni i wyglądający jak ten, jaki nosił bohater filmów o łowcy skarbów. Zaraz obok leżała niewielka skórzana torba, do której dziadek chował kanapki, jabłka i wodę oraz jakiś tajemniczy pakunek. Zdziwiony chłopiec jadł w skupieniu śniadanie, po czym szybko poszedł się umyć i ubrać. Już po kilku minutach był gotowy, lecz nie wiedział do czego. Chłopiec próbował dowiedzieć się, co ciekawego zaplanował dziadek, jednakże ten był bardzo tajemniczy. Po wyjściu z domu dziadek wraz z Olkiem skierowali swe kroki do pobliskiego parku, gdzie usiedli na ławce w cieniu rozłożystego dębu. Dopiero wtedy dziadek zdecydował się uchylić rąbka tajemnicy i otworzył tajemniczy pakunek. Oczom chłopca ukazała się brązowa koperta, opatrzona woskową pieczęcią. Dziadek przekazał ją chłopcu, wskazując że jest ona zaadresowana do niego. Olek złamał pieczęć i delikatnie rozerwał kopertę, z której następnie wyciągnął kartkę złożoną na cztery równe części. Z pomocą dziadka rozłożył kartkę na ławce, a jego oczom ukazała się mapa.
- To jest mapa, która zaprowadzi nas do magicznego miejsca. Z jej pomocą odnajdziemy właściwą drogę. - powiedział poważnie dziadek - Po jej prawej stronie znajduje się legenda mapy, która pomoże nam w jej prawidłowym odczytaniu.
Chłopiec spojrzał na wskazane przez dziadka miejsce wypełnione znaczkami i zwięzłymi ich objaśnieniami. W kilku miejscach na mapie narysowane były małe ponumerowane koperty.
- A to dziadku? - chłopiec wskazał palcem symbol koperty - Co to jest?
- Gdy znajdziemy się w miejscu oznaczonym numerkiem na mapie będziemy musieli poszukać koperty, a co za tym idzie informacji, co dalej należy zrobić. To co, idziemy? - zapytał z uśmiechem starszy pan.
- Tak! - krzyknął Olek z entuzjazmem i już po chwili wraz z dziadkiem szli drogą wskazaną przez mapę. Znalezienie pierwszej koperty zabrało im nieco czasu, gdyż była dobrze ukryta pod omszałym kamieniem. Jednak Olek był pełen zapału i wytrwale szukał. W końcu zawołał uradowany:
- Jest!
Obejrzał kopertę z każdej strony, złamał pieczęć i przeczytał na głos:

Od tego począwszy kamienia
Idź dalej wzdłuż strumienia.
Drogę właściwą poznasz po tym,
Co wiosnę zwiastuje swym lotem.

- Dziadku, ja nic z tego nie rozumiem… - powiedział zasmucony chłopiec. – Przecież teraz jest lato, do wiosny daleko, co ma zwiastować?
- Nic się nie smuć, to trzeba wziąć na spokojnie. Pamiętaj, że poradziłeś sobie ze znalezieniem tej wskazówki. Tym bardziej poradzisz sobie z jej rozszyfrowaniem, tylko nie możesz się źle nastawiać, bo wtedy już na pewno się nie uda.
Olek podrapał się w głowę i zastanowił przez chwilę. Nagle przypomniał sobie stare przysłowie, którego kiedyś nauczył go dziadek.
- Dziadku, czy mamy szukać jaskółek? - zapytał uradowany.
Dziadek tylko uśmiechnął się szeroko.
- Wiem, gdzie są jaskółki! Pamiętam! - skakał z radości Olek - Na ostatnim spacerze pokazałeś mi ich gniazdo!
Chłopiec pociągnął dziadka za rękę i pospiesznie udał się w miejsce, gdzie widział gniazdo jaskółek. Dobrze pamiętał, że zbudowane z gliny i grudek błota gniazdo widział pod przęsłami mostu, który przecinał strumyk. Gdy dotarli do mostu wyciągnęli mapę. Upewniwszy się, że idą dobrą trasą skierowali się do kolejnego wskazanego na mapie miejsca. Minęli pola i łąki, liczyli mijane krowy i rozmawiali o jaskółkach.
Mapa jako drugi punkt kontrolny wskazywała starą skrzynkę na listy, która, jak domek na kurzej nodze, stała samotnie przy łące. Olek wyciągnął kopertę i przeczytał na głos:

Dotarłeś już całkiem daleko.
Dalsza droga jest za rzeką.
Iść musisz tam, gdzie tysiące,
Tych, co w ogrodzie i na łące.

Olek spojrzał jeszcze raz na tekst z koperty, potem na dziadka. Uniósł głowę do góry na ptaki lecące nad nimi, następnie rozejrzał się w zamyśleniu dookoła i nagle uradowany podskoczył:
- Dziadku! „Iść musisz tam, gdzie tysiące, tych, co w ogrodzie i na łące”. W ogrodzie i na łące są pszczoły, to muszą być one!!! Tylko gdzie za rzeką je znajdziemy, przecież one są małe? – zapytał dziadka.
- Spójrz jeszcze raz uważnie na mapę - dziadek uśmiechnął się tajemniczo.
Przez moment Olek intensywnie wpatrywał się w mapę, zastanawiając się na co właściwie dziadek kazał mu zwrócić uwagę. Nagle dostrzegł, że za rzeką znajduje się polana, którą na mapie ktoś oznaczył symbolem pszczółki. Uradowany krzyknął: "znalazłem" i pobiegł w kierunku wskazanym przez mapę.
Przez moment Olek intensywnie wpatrywał się w mapę, zastanawiając się na co właściwie dziadek kazał mu zwrócić uwagę. Nagle dostrzegł, że za rzeką znajduje się polana, którą na mapie ktoś oznaczył symbolem pszczółki. Uradowany krzyknął: "znalazłem" i pobiegł w kierunku wskazanym przez mapę. Biegł co sił w nogach. Dopiero równe rzędy uli zatrzymały go. Zdyszany, ale szczęśliwy przystanął i czekając na dziadka przyglądał się pracy pszczelarzy. Nim ruszyli w drogę, ponownie sprawdzili na mapie, czy trasa, którą obrali jest odpowiednia. Zgodnie z mapą cel był już blisko, a przed nimi był ostatni punkt kontrolny. Olek, patrząc na mapę w jednej chwili odgadł, gdzie ukryta jest trzecia koperta. Pobiegł od razu w stronę lodziarni, w której lody serwowała Pani Halinka.
Chłopiec wszedł, jak gdyby nigdy nic i usiadł przy tym samym stoliku, co zwykle. Na stoliku leżała tajemnicza koperta. Otworzył ją i przeczytał.

Swoje kroki tam pokieruj,
Gdzie na co dzień chodzi wielu.
Na szczycie miejsca tego
Znajdziesz kogoś dość głośnego.

Tym razem Olek zamyślił się na naprawdę długą chwilę. Dumał i dumał, lecz nie mógł nic wymyślić. Już chciał powiedzieć dziadkowi, że się poddaje i poprosić o jakąś wskazówkę, gdy usłyszał bicie zegara na wieży ratuszowej. Zerwał się na równe nogi i pobiegł co sił pod ratusz. Starszy pan z uśmiechem śledził poczynania wnuka. Na drzwiach ratusza Olek dostrzegł plakat, który ogłaszał, że tylko dzisiaj można zwiedzać ratuszową wieżę i podziwiać panoramę miasta.
- Dziadku! Czy wejdziemy na górę? Zawsze o tym marzyłem! - podskakiwał z radości Olek.
- Tak, Olku. Taras widokowy jest miejscem, do którego zmierzaliśmy zgodnie ze wskazówkami - powiedział dziadek.
Kiedy byli już na szczycie, dziadek wyjął z plecaka dużą czekoladę z orzechami i przełamał ją na pół.
- Czekolada zwiększa przyjemność odbioru widoków, a poza tym należy nam się po takiej długiej wędrówce – powiedział z uśmiechem.
Olek zajadał czekoladę i podziwiał panoramę miasta. Widział wszystkie miejsca, które dziś odwiedzili. Pomachał też pani Halince, która wyszła na chwilę z lodziarni i akurat spojrzała w niebo.
- Rzeczywiście dziadku, to prawdziwie magiczne miejsce! – powiedział Olek.

poniedziałek, 11 maja 2015

Omlet



fot. Bajkorada (KLIK)

Jeśli w kuchni wydarzy się jakaś kulinarna katastrofa, to wiedzcie, że mama będzie potrafiła ją uratować ;) Na przykład z przypadkowo rozbitych jajek można zrobić pyszny omlet! I na pewno wszystkim będzie bardzo smakował. Szczególnie jak dodamy do niego pomidorka. Smacznego!

"Omlet"

Zrobiła się dziś w kuchni
Taka mała awantura.
Stała torba z zakupami,
A Ewcia dała w nią nura.

Rozbiła wszystkie jajka,
Butelkę mleka całkiem rozlała,
Rozgniotła wielkiego pomidora
I przez to się popłakała.

Mama po główce ją pogłaskała.
"Nie martw się córeczko mała.
Na ten bałagan coś zaradzimy
I pyszny omlet zaraz usmażymy."

Skorupki jajek lekko popękały,
Będą się świetnie nadawały.
I ten pomidor już rozgnieciony,
Może w omlecie być usmażony.

W misce jajka Ewcia miesza,
A mama dalej ją pociesza.
Gdy na patelnię jajka wlewały,
Już obie szeroko się uśmiechały.

Do omleta dodały pomidora.
Porcja wyszła całkiem spora.
Gdy na talerzach omlet podały,
Tatę do stołu zawołały.

Z tej katastrofy niespodziewanie
Wyszło bardzo pyszne śniadanie.
Więc już się Ewcia nie zamartwiała
I z rodzicami omlet zajadała.

sobota, 9 maja 2015

Adaś i mrówki




Każdy od czasu do czasu potrzebuje pomocy. Do kogo się zwrócić o taką pomoc? Najlepiej do przyjaciół lub do osób, które wiemy, że poradziłyby sobie z danym zadaniem. Mieszkający na wsi Adaś otrzymał taką prośbę o pomoc. Od kogo to była prośba? Czy Adaś podołał zadaniu? Wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego krótkiego opowiadania. A na przyszłość pamiętajcie - jeśli potrzebujecie pomocy, nie wahajcie się o nią poprosić! :)
"Adaś i mrówki"

Mały Adaś mieszkał wraz z rodzicami na wsi. Chłopczyk uwielbiał spędzać czas na świeżym powietrzu i często budował coś z patyków. Zazwyczaj były to drogi, wieże i tratwy. Patykowe miasta zamieszkiwały żuki, ślimaki i mrówki. 
Pewnego dnia Adaś wybrał się nad rzekę. Postanowił, że to właśnie tam zbuduje patykowy dom dla mrówek. Chłopiec pracował w najlepsze, gdy ze zdziwieniem odkrył, że jest obserwowany. Na pobliskim kamieniu stała mrówka w złotej koronie i bacznie przypatrywała się jego pracy. Za kamieniem, na którym stała królowa, tłumnie gromadziły się mrówki robotnice. Mrówczy tłum również przypatrywał się pracy Adasia. Chłopiec zainteresował się tym mrówczym zgromadzeniem, gdyż do tej pory mrówki pojawiały się dopiero po skończeniu przez niego pracy. Gdy tak przypatrywał się mrówkom w milczeniu, królowa mrówek postanowiła zabrać głos:
- Witaj Adasiu! Jestem królową mrówek. Przypatruję się Twojej pracy już od pewnego czasu.
Adaś ze zdziwienia nie umiał wydobyć z siebie słowa.
- Mieszkamy w tej okolicy od pokoleń. Tu wychowywali się nasi dziadkowie i rodzice. Mieliśmy nadzieję, że wychowywać będą się tu również nasze dzieci. W miejscu, gdzie dotychczas stało nasze mrowisko ma powstać ogromny plac zabaw - mówiła dalej królowa.  
- Czy mógłbym coś dla Was zrobić? - odezwał się niepewnie Adaś - Może mógłbym zbudować Wam nowy dom w pobliżu?
- Obawiam się, że nie ma dla nas miejsca po tej stronie rzeki - powiedziała smutno królowa mrówek.
- Ale przecież musicie gdzieś mieszkać! - Adaś nie dawał za wygraną.
- Wiesz Adasiu, mam jednak pewien pomysł i chciałam Cię prosić o pomoc.
Królowa opowiedziała chłopcu o pomyśle przeprawienia się na drugą stronę rzeki z jego pomocą. Chłopiec wysłuchał mrówczej władczyni, wyciągnął z plecaka zeszyt i zaczął rysować projekt mostu. Prace nad projektem pochłonęły Adasia do tego stopnia, że nawet nie zauważył, kiedy zrobiło się późne popołudnie. Chłopiec musiał wracać do domu, jednak obiecał mrówkom, że następnego dnia rano zabierze się do pracy. W nocy śnił mu się piękny most z patyków, po którym mrówki bezpiecznie przeprawiłyby się na drugą stronę rzeki.
Rano, zapominając o śniadaniu, Adaś pobiegł nad rzekę. Po drodze chłopiec zebrał długie gałęzie i wypełnił plecak patyczkami. Mrówki już na niego czekały. Chłopiec pokazał królowej mrówek projekt mostu i od razu przystąpił do pracy. W czasie, gdy Adaś układał patyczkowy most, mrówki znosiły dodatkowe patyczki. Przed wieczorem przeprawa na drugą stronę rzeki była ukończona. Pierwsza na moście pojawiła się królowa, która w mgnieniu oka przeszła na drugi brzeg rzeki. W jej ślady szybko poszły pozostałe mrówki, niosąc materiały niezbędne do zbudowania nowego domu. Adaś w tym czasie przysiadł na kamieniu i obserwował pracę mrówek. Był bardzo szczęśliwy, że mógł pomóc mrówkom w tak ważnej dla nich sprawie. 
W miejscu, gdzie kiedyś było mrowisko kilka tygodni później wyrósł olbrzymi plac zabaw. Bujając się na huśtawce Adaś spoglądał na pobliską rzekę, przypominając sobie spotkanie z mrówczą królową i jej przyjaciółmi.

Galeria ilustracji - 4-latki z Przedszkola 344 w Warszawie





















środa, 6 maja 2015

Król Piotruś

rys. Ala

Nie zawsze to, co byśmy chcieli, okazuje się takie, jakie myśleliśmy, że będzie, gdy już to dostajemy. Mały królewicz Piotruś bardzo chciał być królem, aby rządzić królestwem. Jednak, gdy stał się władcą okazało się, że to wcale nie jest takie łatwe, jak myślał. Czy podołał temu ważnemu zadaniu? Jeśli jesteście ciekawi - przeczytajcie dzisiejsze opowiadanie!

"Król Piotruś"

W starym zamku zbudowanym z czerwonej cegły mieszkała królewska rodzina. Król i Królowa zajęci problemami swoich poddanych i królestwa nie mieli zbyt dużo wolnego czasu dla swoich czterech córek. Dziewczynki całymi dniami były pod opieką swojej babci Józefiny. Kobieta każdego wieczoru kładła wnuczki do snu, opowiadając im historie rodu.
Pewnego wieczoru babcia Józefina, ucałowawszy dziewczynki, zasiadła w bujanym fotelu i zaczęła opowiadać. W jednej chwili dziewczynki przeniosły się do wspominanych przez kobietę czasów, a szum drzew, o którym wspominała babcia wypełnił ich komnatę. Sędziwe drzewa wspominały czasy, gdy w zamku z czerwonej cegły mieszkał Król Henryk z żoną Malwiną oraz synem Piotrusiem. Chłopiec był głośnym dzieckiem, jego krzyk latami wypełniał wszystkie komnaty zamku, zaś jego niania oraz rodzice musieli spełniać wszystkie jego zachcianki, by zapewnić królestwu spokój. Chłopiec wymuszał zakup wymyślnych zabawek, chociaż jego komnata po brzegi wypełniona była mnóstwem nieużywanych przedmiotów, które rodzice sprowadzili dla niego z dalekich stron. Gdy Piotruś miał 6 lat postanowił, że będzie królem. Na nic się zdało tłumaczenie rodziców, że jest zbyt młody, zbyt mały, że nie ma doświadczenia. Chłopiec chciał zostać królem i kropka. Chciał rządzić swoim królestwem, wydawać rozkazy i nosić złotą koronę. W końcu król Henryk wpadł na pomysł. Piotruś miał zostać królem Piotrogrodu - królestwa wymyślonego specjalnie dla niego. Miał dostać czerwony płaszcz i berło. Na głowie przez cały dzień miał nosić złotą koronę. Chłopiec miał również dostać szklaną kulę, która miała mu pomagać dokonywać właściwych wyborów w trakcie rządów. Król, nie myśląc długo, wcielił w życie swój plan. Kilka tygodni później podzielił swoje królestwo na dwie części, a mniejszą z nich nazwał Piotrogrodem. Podczas ceremonii, która odbyła się w zamku znajdującym się w Piotrogrodzie, Król ofiarował synowi koronę, czerwony płaszcz, berło i tajemniczą kulę. Ojciec przestrzegł syna, że złe rządy mogą obrócić się przeciwko niemu i zniszczyć całe królestwo. Od tego dnia chłopiec był władcą Piotrogrodu. Pola, na których rolnicy uprawiali zboża i warzywa Piotruś nakazał zmienić w wielkie boiska, a sady pełne soczystych jabłek w pola golfowe. Młody Król zabronił poddanym pracować, a nakazał im zabawę z władcą. Przeciwników swoich pomysłów zmieniał w powykrzywiane drzewa. Z dnia na dzień liczba poddanych zmniejszała się. Po kilku tygodniach Piotruś odkrył, że poza nim nie ma w zamku żywej duszy, zaś jego królestwo zmieniło się w gęsty las obsadzony powykrzywianymi drzewami. W pierwszej chwili ucieszył się, że cały zamek był tylko dla niego. Przez pół dnia jeździł po krętych korytarzach na rowerze, bawiąc się przy tym wyśmienicie. Jednak po kilku godzinach zabawy młody władca odkrył, że doskwiera mu samotność. Zasmucony swoim odkryciem usiadł na tronie i bawił się koroną, udając, że to pancerne nakrycie głowy. Wtem usłyszał głos dobiegający z wielkiego kufra, ustawionego przy tronie:

Przestrzegał Cię ojciec, przestrzegała matka,
że rządy królestwem nie są dla gagatka.

Piotruś zaciekawiony otworzył kufer. Znalazł w nim tajemniczą kulę, którą otrzymał od taty. Chłopiec przypomniał sobie, że schował ją zaraz po ceremonii. Przez chwilę młody król potrząsał kulą, jednak nic się nie stało. Zniechęcony pomyślał, że musiał się przesłyszeć. Gdy ponownie chciał zamknąć kulę w skrzyni usłyszał:

Rządzenie królestwem to niełatwa dola,
bez dobrych doradców król nie podoła.

Piotrusiowi bardzo nie podobał się groźny ton głosu, wydobywającego się z kuli. Po chwili zamknął kulę w kufrze i udał się do swojej komnaty. Czekając na sen wsłuchiwał się w szum drzew, które wypełniały królestwo.

Szumieć będziemy aż królestwo otulą ciemności,
aż do momentu, gdy dopadną króla szpony samotności. 

Przerażony chłopiec zerwał się z łóżka i pobiegł do magicznej kuli, prosząc ją o pomoc w odzyskaniu królestwa oraz w odczarowaniu wszystkich poddanych. Jednak kula długo milczała. W oczekiwaniu na odpowiedź kuli, Piotruś zasnął na podłodze. Gdy się obudził przypomniał sobie wszystkie minione wydarzenia i rozpłakał się. Wtedy kula przemówiła:

Odczarowanie królestwa nie jest łatwą sprawą,
jednak dobre chęci właściwą drogę Ci wskażą.

Otocz troską i miłością każde rosnące tu drzewo,
a ciemne chmury wnet znikną, pokazując błękitne niebo.

Piotruś długo myślał nad tym, co powiedziała kula. Odczekał kilka godzin, licząc na kolejną wskazówkę, ale kula milczała. Zrezygnowany ruszył na przechadzkę, szukając wskazówki pomocnej w odczarowaniu królestwa. Gdy tak szedł i szedł miał nadzieję, że spotka na swej drodze kogoś, kto pomoże mu zrozumieć słowa kuli. Jednak mijał jedynie powykrzywiane drzewa. Po kilku godzinach wędrówki bardzo się zmęczył i usiadł w cieniu jednego z drzew, aby odpocząć. Nie wiedząc kiedy Piotruś zaczął rozmawiać z drzewem. Mówił mu o swoich zmartwieniach, zwierzał się, że już nie chce być królem. W odpowiedzi drzewo jedynie szumiało liśćmi. Gdy chłopiec już miał wracać do swego zamku, przytulił się mocno do drzewa, dziękując, że zechciało go wysłuchać. W tym momencie czar został zdjęty. W jednej chwili gęsty las zniknął, a w miejscu drzew pojawili się ludzie. Piotruś ucieszył się tym widokiem. Godzinami przytulał się do odczarowanych ludzi, pokazując im, że są dla niego najważniejsi. Zmęczony nadmiarem wrażeń udał się do komnaty, w której stał kufer z kulą. Usiadł na tronie i opowiedział kuli o tym, co czuł, gdy zobaczył odczarowanych ludzi. O radości i spokoju, jaki poczuł. Kulę rozświetliło zielone światło, zaś komnatę wypełnił jej głos:

Przekonałeś się, że bycie królem, to nie jest zabawa,
a dobro poddanych, to najważniejsza sprawa. 

Wieczorem Piotruś oddał koronę tacie, mówiąc, iż chce na powrót być dzieckiem, gdyż musi dorosnąć, by zostać prawdziwym królem. Król Henryk roześmiał się głośno i pogłaskał syna po głowie.
Od tego dnia Piotruś zmienił się nie do poznania. Przestał krzyczeć, chętnie bawił się z innymi dziećmi. Rozważniej wybierał nowe zabawki i nie musiał już co chwilę bawić się czymś innym. O przemianie chłopca przypominała mu szklana kula, która stała koło jego łóżka i nigdy więcej już się nie odezwała.

poniedziałek, 4 maja 2015

Kanapka




W kolejnej odsłonie Cyklu Śniadaniowego przedstawiamy wierszyk o kanapkach :) Lubicie kanapki? Często jecie je o poranku? A może zjadacie je jako drugie śniadanie? Pierwsze, czy drugie - wielowarstwowe kanapki zawsze są dobre na śniadanie!

"Kanapka"

Wzięła mama do ręki wielki nóż.
Ciach, ciach i kromeczki są już.

Asia już masło z lodówki wyjmuje,
Zaraz kromeczki nim posmaruje.

Rzodkiewki i pomidory pokroił tata.
Obranie jajek, to zadanie dla brata.

Wystarczy jeszcze ser żółty dodać
I na śniadanie kanapki podać.

Każdy kanapkę ulubioną stworzy.
Asia na swojej warzywa położy.

Tata ser doda, mama wędlinę,
Brat dorysuje z ketchupu minę.

Wesoło smaczne kanapki się zajada,
Gdy w kuchni pracuje zgrana gromada.

piątek, 1 maja 2015

Mali żeglarze

rys. Ala

Żeglarski żywot do najłatwiejszych nie należy, ale jest za to bardzo intrygujący! Skrzat Waldek, chcąc spełnić swoje marzenie, postanowił wybrać się w podróż. Z czego zbudował łódkę? Jakie przygody spotkały go po drodze? I czy poznał kogoś ciekawego? Tego wszystkiego dowiecie się z naszego krótkiego opowiadania :)

"Mali żeglarze"

W starym młynie mieszkał skrzat Waldek. Nosił czerwony kubrak i druciane okulary. Waldek marzył o dalekich podróżach. Pewnego dnia postanowił wyruszyć w jedną z nich, spełniając swoje największe marzenie. Długo zastanawiał się, z czego mógłby zrobić łódkę, aby popłynąć do Ameryki. Podczas jednego ze spacerów po okolicznej łące natknął się na połowę łupinki od orzecha włoskiego. Skrzat wszedł do niej, zamknął oczy i wyobraził sobie fragment planowanej podróży. Z radości pisnął, płosząc ptaki przesiadujące na pobliskiej brzozie. Łupina nie była ciężka, więc bez problemu zaniósł ją o własnych siłach do domu. Musiał zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy, co okazało się dla niego sporym wyzwaniem. Dokładnie sporządził listę rzeczy, które musi zabrać ze sobą, aby niczego nie zapomnieć. W międzyczasie skrzat zaczął z łupiny budować łódź z prawdziwego zdarzenia. Po kilku dniach ciężkiej pracy, w pobliskiej kałuży skrzat dokonał pierwszego wodowania. Z dumą podziwiał swoją łódź z łupinki orzecha włoskiego, z masztem z zapałki i żaglem z błękitnego płótna. Na suchym liściu dębu ułożył wszystkie zgromadzone przedmioty niezbędne do podróży. W pobliskiej rzece postawił żagle i wyruszył. Woda była spokojna, więc nie miał żadnych problemów z opanowaniem swojej łupinowej łódki. Był bardzo przejęty i podekscytowany, ponieważ nie wiedział, jak jego podróż potoczy się dalej. Płynął, podziwiając przybrzeżne pola, łąki i lasy. Godzinami podziwiał obłoki, które radośnie tańczyły na niebie. Godziny zmieniły się w dni, a dni w tygodnie. Skrzatowi zaczęła doskwierać samotność. Wypatrywał towarzysza podróży. Lecz gdy tak płynął nikogo nie spotkał, kto by chciał z nim płynąć tak daleko. Powoli tracił nadzieję, że ktoś zechce z nim podróżować. Gdy zatrzymał się w pewnej miejscowości, aby uzupełnić swoje zapasy poznał mrówkę. Owad porzucił mrówcze życie i od jakiegoś czasu podróżował bez konkretnego celu.
- Jestem Waldek i jestem żeglarzem - skrzat z dumą wskazał dłonią swoją łódź z łupiny orzecha.
- Jestem Wiola i jestem podróżnikiem - przywitała się mrówka.
Skrzat opowiedział mrówce o swojej podróży oraz tęsknocie za towarzystwem. Po kilku minutach rozmowy postanowili, że dalej podróżować będą razem. Kolejnego dnia ruszyli. Obawiali się, że łódka dla dwóch żeglarzy okaże się zbyt ciasna, ale po chwili przekonali się, że ich przypuszczenia były bezpodstawne. Rozmowom i dobrej zabawie nie było końca. Palcem po mapie planowali dalsze etapy podróży. Sielankę przerwał porywisty wiatr, który wzburzył spokojną dotychczas wodę rzeki. Łódka zaczęła się gwałtownie kołysać we wszystkie strony, sprawiając, że ich rzeczy zostały w mgnieniu oka porozrzucane po całym okręcie. Oboje szybko zaczęli układać je na miejsce. Waldek spojrzał w górę, gdyż usłyszał dziwny dźwięk. Gdy ujrzał, co się stało, bardzo posmutniał. Wiola zrozumiała, dlaczego jej współtowarzysz się rozpłakał - zapałka służąca za maszt złamała się. Wspólnie próbowali zbudować maszt od nowa z krótszej zapałki, ale niestety każda próba rekonstrukcji masztu kończyła się fiaskiem. Dryfowali kilka godzin, szukając rozwiązania. Wtem zerwał się wiatr, który szepnął żeglarzom:

Prawdziwy żeglarz się nie poddaje.
Wykorzystuje co los mu daje.
Nie pozwól żeglarzu by fala cię niosła.
Z zapałek przecież można robić wiosła... 

Waldek otarł łzy i posłuchał wiatru. Razem z Wiolą zaczęli wiosłować, ale było to bardzo wyczerpujące. Musieli robić sobie często przerwy, aby nabrać sił na dalszą podróż. Po kilku godzinach wiosłowania brzeg był w zasięgu ręki. Ucieszeni żeglarze wpadli sobie w ramiona. Wyszli na ląd, rozejrzeli się wkoło. Okolica była wspaniała. Wysokie trawy, obok których rosły kolorowe kwiaty. Waldek usiadł na kamieniu i zamyślił się.
- O czym myślisz, mój drogi? - zapytała Wiola.
- Może tutaj zostańmy? - zaproponował skrzat - Okolica jest piękna, a wody chyba oboje mamy dosyć na jakiś czas - dodał Waldek.
Wiola uśmiechnęła się szeroko i rozpoczęła poszukiwania idealnego miejsca na nowy dom. Tuż za kamieniem odkryli opuszczoną mysią norkę, która idealnie nadawała się na nowe miejsce zamieszkania. Wszystkie przedmioty z łodzi zmieściły się w domu, zaś łupka po orzechu została wkopana do ziemi i wykorzystana na basen wypełniony kroplami rosy. Żeglarze pełni szczęścia odpoczywali po długiej podróży, wspominając wszystkie ekscytujące przygody.