środa, 30 września 2015

kasztanowa gąsienica


z drzewa kolczaste piłeczki pospadały
swe skorupki o ziemię roztrzaskały
ze skorupek wypadły kasztany brązowe
zebrały się gęsiego i popełzły w  nieznaną stronę



Potrzebne materiały:

- kasztany w ilości dowolnej 
(wiadomo, im więcej, tym gąsienica będzie dłuższa 
- nasza liczy 26 kasztanowych segmentów :))
- sznurek
- flamaster


Wykonanie:

Z pomocą dorosłych wydrążamy szpikulcem otwory w każdym kasztanie i nawlekamy jeden po drugim. Koniec sznurka zabezpieczamy supełkiem, by kasztany nie uciekły ze sznurka:) Ostatni kasztan, który posłuży za głowę gąsienicy, przekłuwamy wzdłuż i nawlekamy do pozostałych kasztanów. Flamastrem malujemy buzię gąsienicy i gotowe:)


Nasza rada:

Ostrą igłę można zastąpić wykałaczką do której mocno przywiązujemy sznurek.

środa, 23 września 2015

Dzień Spadającego Liścia

Rys. Ewa

Z okazji dzisiejszego Dnia Spadającego Liścia i pierwszego oficjalnego dnia jesieni, aby rozchmurzyć Wam troszkę buzie zapraszamy na bajkę o liściach. Spadających liściach!


Marysia to urocza rudowłosa dziewczynka o bystrym błękitnym spojrzeniu i wspaniałej wyobraźni. Marysia ma 5 lat, ale czuje się już dużą dziewczynką. Pomaga mamie w kuchni przy pieczeniu ciasteczek, choć więcej zjada niż wykraja nowych. Pomaga tacie, gdy ten próbuje naprawić samochód, choć wciąż nie wie, który to klucz francuski, a który nasadowy. A wieczorami czyta bajki swojej małej siostrzyczce Malwince, choć zawsze w połowie zasypia. Marysia jest na ogół energiczną dziewczynką i dzięki swojej wyobraźni nigdy się nie nudzi. Czasem tylko jak jest chora, to opada z sił, a entuzjazm uchodzi z niej niby powietrze z maleńkiej dziurki przedziurawionego balonika...
Tamtego dnia była właśnie chora i nie miała na nic sił. Opatulona w ciepły wełniany sweterek w groszki, owinięta szalikiem pod same uszy i zatopiona w miękkim kocu siedziała z brodą na parapecie i obserwowała niezadowolona pierwszy oficjalny dzień jesieni. Od tygodnia było już zimno i bardzo wietrznie, a na domiar złego co dwa dni lało jakby się wszystkie aniołki zebrały i chciały sobie zrobić basen na ziemi.
Marysia była chora już od dwóch dni. Mama karmiła ją bułeczkami z miodem i poiła syropkiem z cytryny i czosnku – przedziwnej, przeohydnej i przebrzydłej mieszanki. Smarowała plecki maścią rozgrzewającą i przykrywała kocem. Marysia siedziała w dużym pomarańczowym fotelu i obserwowała świat za oknem.
Na podwórku przed domem rosło bardzo wysokie, bardzo rozłożyste i bardzo liściaste drzewo. Marysia nie wiedziała, co to za drzewo, ale zawsze bardzo je lubiła. Oglądała to drzewo ze wszystkich stron już sto razy i znała je praktycznie na pamięć.
Drzewo nie wyglądało najlepiej. Większość liści uschła i ledwo wisiała na swoich ogonkach. Większość nabrała już tej brzydkiej barwy o nazwie buro-brązowo-blech. Niektóre już pospadały i tworzyły bury dywan na ziemi wokół drzewa. Inne chwiały się niepewnie, jakby zastanawiały się, czy spaść teraz, czy może za chwilkę. Marysia obserwowała drzewo bez większego zainteresowania.
Gdy pierwszy listek z samego czubka drzewa został zdmuchnięty przez wiatr i poszybował hen do góry, a później zdecydowanie zbyt szybko w dół, Marysia nie zauważyła nic nadzwyczajnego. Kolejny liść, pękaty niczym wielki brzuch Pana Janka Gazeciarza, spadał "brzuszkiem" do góry, a zewnętrzne jego krawędzie głaskały się po nim z upodobaniem. To Marysia już zauważyła i poczuła przypływ zainteresowania. Zaczęła baczniej przyglądać się swojemu drzewu. Myślała, że zna je na pamięć! Że nic jej nie zaskoczy!
Po kilkunastu minutach obserwacji Marysia zauważyła, że tylko liście spadające z samego czubka drzewa wywijały jakieś dziwne akrobacje. Pozostałe spadały jak na normalne liście przystało – odrywały się od gałązki, leciały w dół, lądowały na kupce innych liści, koniec. A te z góry? Wydawało się, że są jak dzieci na zjeżdżalni na basenie – każde chce zjechać w bardziej wymyślny sposób niż poprzednik! I tak właśnie było.
Marysia patrzyła już na jeden jedyny żółtozłoty listek, który oderwał się od gałązki, rozpostarł szeroko, a potem w mig zwinął się w rulonik i opadł. Inny z kolei spadając okrążył całe drzewo! Jeszcze inny pokonał labirynt gałęzi, gałązek i gałązeczek i pokazał się dopiero tuż nad ziemią.
Jednak to było jeszcze nic zadziwiającego w porównaniu z tym, co Marysia miała ujrzeć później. Otóż później zaczęły dziać się rzeczy niezwykłe. Niewyjaśnione! Bo na przykład, trzy jeszcze w połowie zielonkawe listki odbiły się od czubka drzewa i spadały trzymając się za ogonki, niczym za rączki! Albo inny listek – taki koloru bliżej nieokreślonego brązowawego – spadał bardzo szybko w dół, ale tuż nad ziemią zatrzymał się i zawisł w powietrzu na kilka sekund, po czym bardzo delikatnie spoczął na ziemi. To było niesamowite!
Po chwili Marysia przetarła ze zdziwienia oczy. Obiema rączkami. Mocno. "Czy ten liść naprawdę do mnie pomachał?". Otóż z samego czubka drzewa leciał właśnie mały kolorowy listek i machał do Marysi siedzącej w oknie, z nosem wciśniętym w zaparowaną szybę. Machał swoim ogonkiem jak rączką i uśmiechał się. Marysia odmachała niepewnie nie będąc pewną, co się właściwie wydarzyło.
Po machającym listku nie spadł już żaden liść tego dnia. Marysia czekała i czekała, ale na próżno. Gdy później opowiedziała całą historię babci Lusi, dopiero ona wyjaśniła, co tak naprawdę się wydarzyło. Okazało się, że drzewo na ich podwórku to prastary pradawny ambrowiec balsamiczny, który jest magiczny. Magiczny! Co roku bowiem, pierwszego dnia jesieni, liście robią pokaz dla domowników, aby umilić im zakończenie lata.

„A myślałam, że znam moje drzewo na pamięć. I że niczym mnie nie zaskoczy!”, wykrzyknęła zachwycona Marysia i wybiegła na dwór utulić swoje wyjątkowe drzewo.

poniedziałek, 21 września 2015

Kretowisko


Pewnie doskonale wiecie co przedstawia zdjęcie? 
Tak, to tytułowe kretowisko. 
Jednak mała Klara - bohaterka dzisiejszego wierszyka nie wiedziała, ale na szczęście wszystko wyjaśnił jej starszy brat. 

Wybrała się mała Klara późnym latem. 
Na pieszą wycieczkę - z tatą i bratem. 

Gdy dotarli na łąkę, kocyk rozłożyli.
Klara i brat nie tracili jednak ani chwili. 

Zostawili tatę z nosem w ciekawej książce
I sami wyruszyli na spacer po łączce. 

Brat Klary zauważył dwa piękne motyle. 
Przypatrywali im się wspólnie chwilę. 

Klara barwami motyli się zachwyciła. 
Aż nagle coś dziwnego na łące zobaczyła. 

Dziwne kopce tu i ówdzie się piętrzyły. 
"Cóż to takiego, mój braciszku miły?"

"Chodźmy, przyjrzyjmy im się z bliska, 
Coś mi się zdaje, że to są kretowiska"

Klara nigdy w życiu kreta nie widziała. 
Szczerze mówiąc nigdy o nim nie słyszała. 

Lecz brat, co dużo już o świecie wiedział. 
Wszystko o krecie jej opowiedział. 

O tym, że korytarze pod ziemią zamieszkuje. 
A kopiąc je kretowiska właśnie wykopuje. 

Gdy wrócili do taty, Klara na kocu się położyła
I domek kreta w środku sobie wyobraziła. 

Rys. Olek









wtorek, 15 września 2015

Dzień Kropki

Rys. Olek

W ramach Międzynarodowego Dnia Kropki, który wypada właśnie dzisiaj (15 września), zapraszamy Was na bajkę o Kropce :) I o jednym bardzo ważnym dniu jej życia :)


Za dużym paragrafem i malutkim paragrafikiem, za wielobarwną metaforą i rozłożystą hiperbolą, na skraju pastelowego lasu istniała Kraina Zapisana Gęsim Piórem. W krainie tej roiło się od zdań i słów, półsłówek i cytatów, wielokropków i przecinków. Cała kraina upaćkana była w atramencie, a jej mieszkańcy byli pięknie wykaligrafowani. Każdy równiutki, od linijki do linijki. Każdy dostojny i zadbany niczym pawie pióro do pisania. Każdy mieszkaniec był idealny.
Ot, prawie każdy. Bo widzicie, Drodzy Poczytnicy, w krainie tej żyła również mała niezbyt ładna kropka. Kropka ta była mniejsza od ziarnka maku i przez to zupełnie niedoskonała. Kropka nie miała przyjaciół ani rodziny, bo w młodym wieku zagubiła się na końcu pewnego zdania. Pamięta do dzisiaj jak przyszedł Wielki Don Korektor w zielonej koszuli z białym kołnierzykiem i sprawił, że zniknęła. Ot tak! Zniknęła…
Gdy się ocknęła była wiele paragrafów od domu i nie potrafiła wrócić. Tułała się długo. A to w jednym zdaniu, a to w drugim. A w jeszcze innym zamieniono ją na pytajnik! Z każdego z tych zdań uciekała szukając jakiejś bratniej duszy. Gdyby Główne Zasady kiedykolwiek przyłapały ją na bezkarnym przycupnięciu tu i ówdzie bez sensu i poszanowania dla Wielkiej Matki Gramatyki, to miałaby Kropka bardzo duże kłopoty. Bardzo duże! Ale na szczęście, choć nasza Kropeczka nie była najpiękniejsza, to na pewno była najmądrzejsza i wiedziała jak być ostrożną. Podczas swojej drogi Kropka przepłynęła Rzekę Bzdur, przeszła Góry Esejowe, przekradła się przez Ogród Poezji Śpiewanej i dopiero niedawno trafiła do Centralnego Wątku, gdzie miała nadzieję odnaleźć rodzinę.
Szukała i szukała, ale znaleźć nie mogła. Pewnego dnia zmęczona i załamana usiadła na pergaminowym schodku, a łzy same popłynęły jej z oczu. Obok niej przeszło wiele pogrubionych liter, wiele przekreślonych wyrazów i znaków zapytania, za którymi biegły zdenerwowane wykrzykniki, ale żadne z nich nie zwróciło uwagi na płaczącą na pergaminie Kropkę.
Tamtego dnia los jednak sprawił, że zupełnie zmienioną trasą w odwiedziny do ojca pracującego w Fabryce Słów szedł Przecinek. Spojrzał na Kropkę i nie myśląc długo przysiadł się do niej i objął ramieniem. Kropka podniosła załzawione oczka i uśmiechnęła się słabiutko. Potem rozmawiali długie godziny przerywane tylko na chwilę, kiedy to Przecinek przynosił muffinki z pyłu logicznego lub napój atramentowy.
Przez ostatnią godzinę, pochłaniając zachłannie jaskrawożółtego lizaka flamastrowego, Kropka opowiadała o swojej rodzinie, o tym jak zaginęła i o swoich przygodach w drodze powrotnej. Przecinek wysłuchawszy historii do końca chwycił Kropkę za maleńką rączkę i pognali w stronę Fabryki Słów. Historia o zaginięciu, którą właśnie usłyszał była mu bardzo dobrze znana! Tata Przecinka często opowiadał mu o rodzinie Wielokropków, która straciła swoją jedyną córeczkę i nigdy nie porzuciła nadziei, że ją odnajdą. Szukali w każdej wolnej chwili i w każdym zakurzonym kącie.
Gdy Przecinek otworzył drzwi, a te z impetem trzasnęły głośno o ściany, wszyscy pracownicy Fabryki Słów spojrzeli w ich stronę. Rodzina Wielokropków również. Dosłownie pół sekundy zajęło im zorientowanie się, kto stoi w drzwiach. Pani Wielokropkowa oderwała się od męża i pobiegła w ich stronę płacząc z radości. Po chwili Pan Wielokropek zrobił to samo. Kropka, maleńka jak maczek, stała nie mogąc nawet zamknąć buzi z wrażenia. Po kilku najdłuższych sekundach w jej życiu czuła ciepłe i mocne objęcia mamy i taty, których już nigdy nie chciała opuszczać. Była szczęśliwa. A Przecinek stał obok i był uradowany, że pomógł swojej nowej przyjaciółce.
To był piękny dzień dla Kropki. Nie dość, że zyskała przyjaciela, to jeszcze odzyskała swoją rodzinę. I wszystko wydarzyło się jednego dnia!
Zatem pamiętajcie, Drodzy Poczytnicy, czasem tylko jeden dzień może odmienić Wasze życie. Jeden dzień! Wypatrujcie go :-)

wtorek, 1 września 2015

Nauczyciel

Rys. Olek /11 lat/

W cyklu ZAWODY prezentujemy dzisiaj jakże ważny zawód - nauczyciel! Na pewno każdy z Was, drodzy Poczytnicy, ma swojego ulubionego nauczyciela lub miał - w przypadku tych całkiem już dorosłych Poczytników :) Dzisiejszym wierszem chcielibyśmy podziękować wszystkim nauczycielom! Za ich ciężką pracę, za serce do rozrabiaków i za wspaniałą wiedzę, którą się z nami dzielą. Pamiętajcie! Nauczyciele są jak drudzy rodzice - jeśli będziecie chcieli, nauczą Was wiele - więc szanujcie ich, doceniajcie i korzystajcie z ich wiedzy :)

Wszystkim Nauczycielom i Uczniom, szczególnie tym, którzy dzisiaj rozpoczynają swoją przygodę ze szkołą czy przedszkolem, życzymy samych sukcesów w roku szkolnym 2015/2016!

"Nauczyciel" 

Kiedy Asia była zupełnie mała,
Nauczycielką zostać chciała.

Czego by miała uczyć, nie wiedziała,
Ale takie marzenie właśnie miała.

Potem w szkole dzielnie się uczyła.
Wzorową uczennicą co roku była.

Wyróżnienia różne dostawała
I kolejne nagrody zdobywała.

Do wyboru miała studia liczne.
Wybrała wymarzone – pedagogiczne.

Latami się Asia dzielnie uczyła,
By z dziećmi pracować - o tym marzyła.

Aż przyszedł dzień najważniejszy.
Na kalendarzu, we wrześniu pierwszy.

Dzieci do szkoły zmierzają radośnie,
A Asi aż serce ze stresu rośnie.

Łezka wzruszenia w oku się zakręciła,
Gdy swoją pierwszą klasę zobaczyła.

Twarzyczki uśmiechnięte od ucha do ucha,
Od razu z gardła zniknęła strachu klucha.

Tak zaczęła się jej zawodowa kariera.
Asia wyrosła na wspaniałego nauczyciela.

A że na żaden przedmiot się nie zdecydowała,
Będzie w klasach 1-3 maluchy nauczała.